Filmy o kobietach, które chcę oglądać i które Wam polecam

0


W końcu doczekałyśmy się czasów, w których kobiety na ekranie nie służą tylko do pokazywania pięknych ciał ani sprzedaży produktów, a po prostu opowiadają nam swoją historię. I ta historia jest najciekawsza, gdy bohaterka ma temperament. Od jakiegoś czasu widzę zainteresowanie kobiecymi bohaterkami, które schodzą z piedestału i pokazują się nam od bardzo ludzkiej strony: miewają problemy, dokonują nie zawsze trafnych wyborów, ponoszą porażki… są po prostu bardzo podobne do nas. Miewają złe dni, miewają dni pełne chwały. Widziałam ostatnio trzy takie filmy i byłam pod dużym wrażeniem.

Maria Skłodowska-Curie

Pierwszy z nich to biografia, a nie hagiografia Marii Skłodowskiej-Curie. Film wyreżyserowała Marie Noelle. Dzięki temu obrazowi mamy wgląd w życie noblistki, naukowczyni, odważnej kobiety, która nie bała się przekraczać narzuconych przez konwenanse granic. Przede wszystkim realizowała swoje pasje badawcze. Miała niecodzienne poglądy, które przejawiły się nie tylko w sposobie wychowania córek. Na przykład zalecała im aktywność fizyczną, w czasach gdy ta nie była dla kobiet specjalnie dostępna. Namawiała je do eksperymentów, by miały w sobie ciekawość świata. Była pierwszą kobietą, która wykładała na Sorbonie i musiała z tego powodu znosić wiele nieprzychylnych, wręcz aroganckich uwag od osób często mających mniejsze od niej kompetencje, za to „właściwą” ówczesnym poglądom płeć. Potrafiła cieszyć się życiem nawet po tragicznej śmierci męża. Jej romans wywołał skandal, tak jakby kobiety po śmierci partnera były skazane na wieczną samotność. Wspaniale się ogląda Karolinę Gruszkę, która wciela się w rolę Marii Skłodowskiej-Curie. Bardzo polecam ten film, zwłaszcza że jest do zobaczenia na Showmax.com za niewielką opłatą, a przez pierwsze 14 dni dostęp do Showmax.com jest za darmo.

Wojna płci

To film oparty jedynie na wycinku z życia sławnej tenisistki Billie Jean King, która stoczyła pojedynek z tenisistą Bobbym Riggsem. Opowiada o przygotowaniach do tego starcia, a przede wszystkim o walce o równouprawnienie w zawodowym sporcie. I tak, kobiety chcą pieniędzy, takich samych za te same osiągnięcia, a dostają momentami dwanaście razy mniej niż ich koledzy tenisiści. Oczywiście usprawiedliwia się tę jawną niesprawiedliwość takimi samymi farmazonami, jakie nie raz i nie dwa udaje się nam usłyszeć i dziś: że męski tenis jest bardziej widowiskowy (współczesny odpowiednik brzmiałby: mężczyźni są bardziej kompetentni i zarabiają więcej), że kobiety są zbyt wrażliwe i mało odporne na stres (ciekawa teza, zwłaszcza biorąc pod uwagę próg bólu oraz zdolność do rodzenia, którą posiadają te delikatne i wiotkie istoty). W każdym razie pojedynek, w którym w Billie Jean King wciela się Emma Stone, to mały wycinek z bardzo bogatego życia tenisistki. Kobieta-rakieta jest także działaczką na rzecz dyskryminowanej grupy LGTBQ, po rozwodzie wyszła po raz kolejny za mąż (sic!) za swoją partnerkę. A przy tym sprawia wrażenie bardzo sympatycznej i skromnej osoby, która koncentrowała się przede wszystkim na tym, aby być jak najlepsza na korcie. Opowiedziała także publicznie o tym, że ma za sobą doświadczenie aborcji, bo zaszła w ciążę w niedogodnym dla siebie momencie życia.

Gloria Allred

To także film biograficzny – tym razem o bardzo znanej w USA prawniczce, która zajmuje się głównie prawami kobiet. Reprezentowała bardzo wiele kobiet w sprawach o molestowanie, np. w procesie przeciwko Billowi Cosby’emu, a także rodzinę Nicole Simpson zamordowanej przez jej męża, O.J. Simpsona. Drobna, ciemnowłosa kobieta, która dość późno zaczynała karierę jako prawniczka, to ikona w Stanach Zjednoczonych. Kiedy w mediach pojawia się jej nazwisko, to wiadomo, że jakiś seksista i mizogin znalazł się w opałach. Ciekawie się ogląda film, w którym jak na dłoni widać, że to, co służy mężczyznom, czyli cechy takie jak przebojowość, pewność siebie, to, że kogoś lubi kamera, jest czymś, co akceptujemy i lubimy u jednej płci, a co drażni nas u tej drugiej. Oczywiście, że Gloria Allred to showmanka, która dokładnie wie, którą strunę poruszyć i kiedy podać chusteczki płaczącej kobiecie, ale to właśnie czyni ją diabelnie skuteczną. Dzięki jej staraniom oraz wsparciu ze strony kolegów z kancelarii wygrywa procesy z firmami, które stosują dyskryminację ze względu na płeć, to także pozwala jej reprezentować interesy poszkodowanych kobiet nie tylko na sali sądowej, ale także przez lobbing i presję na zmianę prawa stanowego: by gwałty nie ulegały przedawnieniom lub by małżeństwa jednopłciowe mogły zostać uznane w danym stanie za zalegalizowane. Co więcej, to ciekawy film, mówiący bardzo mało o głównej bohaterce, która raczej skąpi informacji o życiu prywatnym, za to bez problemu opowiada o swoich zawodowych perypetiach. Bardzo polecam!

Dajmy się inspirować

To takie filmy, które oglądamy, kiedy nam źle, gdy potrzebujemy czegoś wzmacniającego i niekoniecznie jest to herbata z cytryną i imbirem. To takie ciepłe filmy o tym, że należy dążyć do celu, że nie można się poddawać i kiedyś wreszcie przyjdzie sukces. Lubię takie filmy od czasu do czasu i cieszy mnie bardzo, że coraz więcej odkrywamy kobiet, które dokonały wielkich rzeczy i w końcu goszczą na dużym i małym ekranie, jako kobiety z krwi i kości, i to głównie one mówią w tych filmach, a nie są „miłym dla oka dodatkiem”. Tak trzymać, kinematografio, tak trzymać!

 

Korekta: Artur Jachacy

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET