5 rzeczy, które kiedyś robiłam, ale przestałam i Wam też to polecam

2


Ostatnio jadąc samochodem przesłuchałam sobie fragment audiobooka  „Magia olewania„, który być może kiedyś przesłucham w całości. Natchnął mnie do refleksji na temat tego, co sama olewam i co bym poleciła olać innym. I dzięki temu powstał ten tekst.

 

Czytać komentarze w internecie

 

Każdy z nas ma za sobą gorącą dyskusję w internecie, w której pękała mu żyłka. Tak bardzo chcemy udowodnić komuś swoją rację, przekonać, wykazać czyjąś głupotę i przy okazji naprawić świat. Tyle że nie. Tak się nie da i niestety nie ma to sensu. Sama widzę, że im bardziej angażuję się w dyskusję z kimś, kto bardzo mocno stawia swoje tezy, tym bardziej nie udaje mi się go przekonać do zmiany zdania. To jest kompletnie bezcelowe zadanie i według mnie strata czasu. Dlatego nie czytam komentarzy na bardzo wielu portalach, nie zjeżdżam w dół na koniec artykułu czy wpisu na Facebooku. Nie chcę się babrać w tych pełnych nienawiści sformułowaniach, bo to, że je przeczytam, nic nie zmieni, to, że na nie odpowiem, także nic nie zmieni. Człowiek, który zostawia chamskie, pełne nienawiści i agresji komentarze w internecie, nie chce niczego się dowiedzieć ani zmienić swojego przekonania. Chce kogoś skrzywdzić, sprawić ból i przykrość. Odpowiadając mu, dajemy mu satysfakcję, na którą nie zasłużył. Nic tak nie oburza trolla, jak milczenie.

 

Porównywać się z innymi kobietami

Jakoś przy okazji rozmowy z moim partnerem padło stwierdzenie, które na pewno kilka lat temu uznałabym za komplement, a teraz natchnęło mnie do refleksji. Otóż stwierdził, że jestem lepsza od jego ex pod względem X, Y czy Z. Poza tym, że oczywiście, że muszę być najlepsza, bo w końcu jestem jego dziewczyną, to jednak kliknęło mi w głowie, że, cholera, nie widzę sensu porównywania się z kimkolwiek. Z moimi szczuplejszymi koleżankami, z moimi bardziej utalentowanymi w pewnych aspektach przyjaciółkami czy przyjaciółmi. Odpuszczam. Nie chce mi się porównywać i sama nie chcę być porównywana. Nie startujemy w konkursie, poza tym żadna nagroda nie da nam satysfakcji w wyścigu, w którym i tak nikt nie startuje. Nie chcę być inna, chcę być sobą, taką, jaka jestem teraz, i oczywiście, że mogę pracować nad zmianą, ale nie po to, żeby być kimś lepszym od kogoś, ale od samej siebie. Nie będę oceniać innych kobiet czy mężczyzn, bo są jacyś tam, chcę się od nich uczyć tego, co mi się podoba, i koniec.

 

Zastanawiać się nad swoimi włosami

I mówię tutaj o wszystkich włosach. Tak, kiedyś byłam tą dziewczyną, która przed randką spędzała 1,5 h w łazience. Strasznie się bałam, że ktoś odkryje, że rosną mi włosy na nogach, pod pachami i te łonowe też. Wiadomo przecież, że kobietom z magazynów to na pewno nie rosną. Bałam się wyjść na basen bez dokładnej depilacji. A teraz owszem, lubię mieć ogolone nogi od czasu do czasu i jak sobie przypomnę, to je ogolę, a potem nawet z wielką przyjemnością natrę balsamem, ale przestało mnie to paraliżować. Najpierw się przejmowałam, a teraz olewam to kompletnie i całkowicie. Moja fryzura, ta na głowie, też jakoś specjalnie mnie nie zajmuje. Przeszłam przez okres farbowania, zabawy kolorami, ale to zabierało tyle czasu, że przestałam farbować włosy na blond, a po ostatnim eksperymencie z brązem, który okazał się krótkotrwały, powiedziałam: stop. Nie chce mi się tym przejmować, wybieram wygodę, siwiznę i więcej wolnego czasu. I wiecie co? Jest mi z tym bardzo dobrze.

Wchodzić na wagę

Kolejna rzecz to waga, która także wyleciała z listy ważnych dla mnie rzeczy. Nie interesuje mnie, ile ważę. Od 4 lat regularnie chodzę na siłownię i co miesiąc robimy pomiary, kiedyś mnie to stresowało, nawet troszkę się tego bałam. Od co najmniej roku kompletnie mnie to nie rusza, zwłaszcza że mięśnie ważą więcej niż tłuszcz. Poza tym nie umiem się tym przejąć w obliczu kompletnie innych, codziennych wyzwań. I nie chcę siebie oceniać przez pryzmat kilogramów i tego czy jest ich 63, czy 64, bo niespecjalnie widzę różnicę. Ciało ma być sprawne, a ja mam się czuć dobrze ze sobą, czasami daje mi to siłownia, a innym razem talerz makaronu.

 

Mówić sobie niemiłe rzeczy w głowie

I kolejna rzecz, która wynika z wszystkich powyżej – nie chcę sobie mówić niemiłych rzeczy. Nie mówię ich moim bliskim, którzy mają problemy i troski. Nie chcę traktować siebie samej gorzej niż przyjaciół. Bynajmniej nie osiągnęłam żadnej pieprzonej nirwany. Życie wkurza mnie dokładnie tak samo jak przedtem, denerwuję się pracą, klientami, tym, że nie zawsze wszystko idzie po mojej myśli, ale z jednym skończyłam – z mówieniem sobie złych rzeczy, bo to nic nie daje i na nic mi nie pomaga. Za to staram się, jak mogę, robić sobie małe przyjemności i czy to będzie 10 minut jogi, czy 40 minut pływania, nie oceniać siebie, że za mało z siebie daję, bo czasami wystarczy dać trochę.

 

 

Korekta: Artur Jachacy

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET