8 nielegalnych kobiet. Recenzja książki „9 rozmów o aborcji”

0


Mają różne historie, ale jeden wspólny mianownik – wszystkie poczuły się nielegalne i wszystkie chcą, aby kobiety mogły podejmować indywidualne decyzje. Decyzje, które mogą się nie spodobać wielu innym osobom, w tym ich najbliższym.

To nie jest łatwa lektura, bo „Dziewięć rozmów o aborcji” to spotkanie z kobietami z krwi i kości, które opowiadają na prośbę Krystyny Romanowskiej i Katarzyny Skrzydłowskiej – Kalukin swoje najbardziej intymne historie. O zajściu w ciążę, o aborcji, o borykaniu się z własną decyzją. I nie są to bynajmniej rozmowy proste i schematyczne, takie, które bardzo łatwo wrzucić w schemat „usunęłam – nie żałuję” lub „usunęłam – żałuję”. W trakcie lektury okazuje się, że każda z bohaterek ma swoje przemyślenia na temat podjętej decyzji i że bynajmniej nie są one łatwe do przyjęcia dla kogokolwiek z zewnątrz, kto nie był w takiej sytuacji, w jakiej znalazła się każda z nich. A tych sytuacji było bardzo wiele i były bardzo różne: chęć posiadania zdrowego dziecka, strach przed urodzeniem dziecka z wadami genetycznymi, decyzja o usunięciu ciąży z powodu własnej choroby lub urodzenie dziecka  pomimo ciężkiego stanu zdrowia. Jest i opowieść o przerwaniu ciąży w kraju, gdzie istnieją specjalne kliniki zajmujące się zdrowiem reprodukcyjnym – Planned Parenthood – pod którymi regularnie odbywają się pikiety zwolenników braku wolności wyboru.

To, co mnie uderzyło w trakcie tej lektury, to to, że wszystkie bohaterki nie chciały wypowiadać się pod własnym imieniem i nazwiskiem, bo boją się stygmatyzacji. Ale wszystkie opowiadały się za wyborem, bo żadna z nich nie wyobraża sobie, aby podejmować tak ważne decyzje za kogoś. Prawie wszystkie, oprócz tej, która przerwała ciążę w USA, czuły się jak przestępczynie, były samotne, przerażone i pozbawione wsparcia. Niektóre twierdziły, to, czego im zabrakło w chwili, gdy podejmowały decyzję, to wsparcie i rzetelna informacja. Jedna z bohaterek zauważyła, że przeciwnicy wolności wyboru wcale nie stwarzają miejsc, gdzie można by spokojnie porozmawiać o tym, co zrobić, kiedy jest się w niechcianej ciąży. Mimo deklarowanej „troski o kobiety” nikt tak naprawdę nie interesuje się jednostkami, które szukają wsparcia i pomocy.

Myślę, że taka samotność musi być niezwykle przytłaczająca i na pewno wzmaga ją bycie w ukryciu i niemożność opowiedzenia o tym, co się aktualnie przeżywa. To sprawia, że aborcja wciąż jest nielegalna, mimo że kobiecie nic nie grozi, ale osobom jej pomagającym – już tak. Ta nielegalność ma także wymiar symboliczny, który zamyka usta i nie pozwala ani na merytoryczną dyskusję ani na wsparcie osób, które potrzebują troski i opieki. Nie tylko psychologicznej, ale i medycznej.

Krystyna Kacpura, z którą rozmowa pojawia się na końcu książki „„Dziewięć rozmów o aborcji””, mówi o tym, że kobiety zostały zdradzone przez lekarzy. I trudno się podczas lektury z tym nie zgodzić. Czytając o tym, jak osoby potrzebujące pomocy są odsyłane od drzwi do drzwi po kolejne zaświadczenie, kolejny papierek, który potwierdzi, że „naprawdę zagraża życiu i zdrowiu”, można się poczuć zdradzonym. „Kompromis aborcyjny” wzmacniał te postawy przez lata, a obecna sytuacja w rządzie doprowadziła do ich eskalacji. Lekarze są zastraszeni i dlatego zdrowie ich pacjentek nie jest priorytetem, lecz po prostu spychologią. Co więcej, bywa, że niekompetencja jednostek i strach przed wykryciem lekarskiego błędu powodują, że okazuje się, że pani doktor słyszy serce, którego nigdy nie było, bo dziecko było już w tym czasie martwe. Nie wiem, jak można wyjść z takiej sytuacji cało i mieć zaufanie do kogoś, komu powierza się własne zdrowie. To musi być cholernie trudne.

„Dziewięć rozmów o aborcji” to bardzo potrzebna książka. Potrzebna nam wszystkim. Tym, którzy i które stoją po stronie transparentu „Moja macica, moja sprawa” – ten szyld był przywoływany w trakcie rozmów w książce i wzbudzał raczej negatywne emocje bohaterek, co daje do myślenia o tym, jak mówić o aborcji, by nie nikogo nie krzywdzić. Potrzeba jest także tym, którzy mówią o kobietach poddających się terminacji ciąży „morderczynie”, bo i im lektura wywiadów o tak różnych bohaterkach i ich historiach na pewno dobrze by zrobiła i być może otworzyła oczy. Liczę na to, że ta książka będzie przyczynkiem do innych publikacji. Że kobiety odzyskają i przejmą kontrolę nad debatą na temat aborcji, zwłaszcza te, które do tej pory milczały ze strachu. Bez ich opowieści nie będziemy w stanie o aborcji rozmawiać i pokazywać, że jest to prawo człowieka.  Czy w danej sytuacji kobieta z niego skorzysta? Tego nikt z nas nie może narzucać. Musimy odzyskać wybór, tak, aby każda z nas czuła się legalna.

 

(Okładka wpisu pochodzi z materiałów https://www.womenonweb.org, gdzie możesz szukać pomocy jeśli chcesz przeprowadzić aborcję. W Polsce pomocy udziela Federacja na Rzecz Planowania Rodziny a za granicą w Berlinie pomaga Ciocia Basia. Szukaj pomocy, pytaj a być może wtedy nie będziesz zupełnie sama. )

 

 

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET