Ciało feministki to produkt czy idea?

0


5.47, powoli wstaje słońce, jestem wyspana, delektuję się zieloną herbatą i zastanawiam się, o czym powinien być kolejny wpis na blogu. Oczywiście, że o Japonii. Problem w tym, że żadna ze mnie specjalistka. O Japonii wiem bardzo mało, ale chciałabym więcej. Pamiętam to, czego nauczyła mnie Martyna i co mi pokazała osiem lat temu. Są we mnie wspomnienia ostatniego wyjazdu i wielka radość, że mogłam tym razem sama jakoś zapanować nad tą podróżą. Ponieważ nie chcę pisać o tym, na czym się nie znam, i mogę Wam polecić kogoś, kto jest w tym lepszy, to odpuszczę sobie swoje obserwacje tego, co inne, na rzecz tego, co moje.

Japonii doświadczyłam przez ciało. Nigdy tak mocno nie czułam, że je mam, kiedy bywało ściskane w metrze lub w kolejce, kiedy bolały mnie stopy po wielu kilometrach spacerów i kiedy zdejmowałam z siebie cały ten stres, leżąc w gorącej wodzie. W Polsce została firma, wszystkie związane z nią kłopoty i bieżące sprawy do załatwienia, a ja byłam gdzie indziej.  Na dodatek z ośmiogodzinnym przesunięciem czasowym i ograniczoną możliwością dostępu do Internetu. To był najbardziej stresujący wyjazd, jaki przeżyłam. Codziennie w nocy budziłam się i nie mogłam spać i czułam, że w brzuchu zwija mi się mała kulka strachu. Mój brat był ze mną, a więc nie mogliśmy się ot tak podzielić zadaniami, bo oboje byliśmy daleko. W naszym kraju nie powinno się tego mówić, ale ciała nie da się zagłuszyć. Gdzieś tam na dnie podczas tego wyjazdu czułam się ogromnie szczęśliwa, ale również bardzo, bardzo przytłoczona.

Uratowała mnie woda. Gorąca woda, w której nagle moje ciało samo sobie odpuszcza. Rozluźnia się i zapomina o tym, że mam na karku takie węzełki spiętych mięśni, że boję się, że mi się kiedyś ta szyja złamie. Jest to też miejsce, gdzie można obserwować nie tylko inne kobiety, ale także siebie.

Najpierw o innych. W japońskich łaźniach istnieje podział na płcie i kobiety kąpią się nago. Procedura mycia, płukania oraz oklepywania ciała jest niezwykle istotna. O ile w hotelu nie udało mi się zaobserwować, jak długotrwały i wieloetapowy może być ten proces, to już wycieczka do publicznych łaźni przekonała mnie o tym, że myć można się bez końca. Potrzeba nam do tego kilku gąbek, ręczniczków oraz koleżanki, która umyje nam plecy. Panie w łaźniach myły się wieloetapowo, napawając się każdą kolejną wersją piany, i po każdym wejściu do gorącej wody ponawiały szorowanie. I nie było tam saunowych ciemności, gdzie każda ukradkiem może się szybko spłukać i już przemyka cichutko, aby przypadkiem inne kobiety jej nie widziały w całej okazałości.

Jest w nas wielki strach, że ktoś nas zobaczy, obejrzy i oceni. Wszystkie koleżanki, które namawiałam na pójście do łaźni, nie chciały słuchać o tym, jak przyjemne jest to doświadczenie, ponieważ najpierw musiały mi streścić wszystkie swoje kompleksy oraz niedoskonałości, które na pewno zrujnują ich wizerunek w oczach nie tylko moich, ale i kąpiących się wraz z nami Japonek. Bynajmniej nie twierdzę, że korzystające z łaźni nie mają kompleksów. Na pewno mają, tylko martwią się o inne rzeczy. O brak piegów i białą cerę. Bo na pewno nie o depilację włosów łonowych. W każdym razie zmierzam do tego, że się przynajmniej przez te łaźnie można z ciałem oswoić. Zobaczyć różne jego stadia i mieć na uwadze, że nie będzie zawsze takie jak wtedy, gdy miałyśmy 20 lat. Starzejące się ciała starszych pań także pragną wspólnej kąpieli i zażywania przyjemności.

I dlatego chciałabym wrócić do klipu zrobionego przez ekipę Poznańskiej Manify, o którym pisze ostatnio także Natalia Hatalska. Pozwolę sobie się z nią nie zgodzić, chociaż bardzo ją cenię. Dla mnie feminizm jest wielogłosowy i odwaga polega na tym, aby robić rzeczy niepopularne i kontrowersyjne, a nie tylko ładne i budzące zachwyt. Mnie krew na majtkach nie obrzydza, bo widzę ją co miesiąc, wciąż nieustająco zdziwiona: „TO JUŻ?!”. Nie obrzydza mnie ciało nieidealne i nie mam problemu z tym, aby zauważać, że ciała są różne. Klip Manify spuszcza powietrze i pozwala nam, kobietom, powiedzieć: tak właśnie siebie widzimy, poprzez ciało, fizjologię, bo mamy ciało, które trawi, wydala, krwawi, całuje, puszcza bąki i ma fałdki. I spoko. Bo wszyscy mamy takie ciała, tylko o tym nie mówimy. Być może to jest wideo dla hardkorowych feministek, które mają w sobie o wiele więcej „I don’t give a fuck” niż te początkujące siostry. Jednak chciałabym, aby było miejsce w feminizmie i na ten klip, i na dziewczynkę stojącą naprzeciwko byka na Wall Street, o której pisze Hatalska. Jasne, że dziewczynka jest śliczna, wzbudza pozytywne emocje i jest pięknym symbolem. Jednak pracowała nad nią agencja reklamowa, która zrobiła wielką pracę badawczą, aby taki, a nie inny symbol stworzyć. I to też jest fajne.

Jednak feminizm to nie produkt, tego się nie da stargetować. I na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć, że jeśli kogoś „obrzydza” klip manify, to jestem ciekawa, jak zareaguje na prace wrocławskiej artystki Izy Moczarnej – Pasiek, robiącej przepiękne rzeczy ze starszymi kobietami, które nie boją się pokazać swego łona morzu i wypiekają małe różowe ciastka w kształcie vulvy? Obejrzyjcie to, co robi Iza. Mnie to wzrusza i uwielbiam nie tylko ją, ale i jej bohaterki.  Polecam najpierw zajrzeć na stronę Izy, a potem się bulwersować. Jest jeszcze jedna kobieta, która wspomina o swoim prawie do bycia kompletnie poza standardem. Słucham audiobooka Amy Schumer, standuperki i aktorki komediowej, która wydała książkę The Girl with the Lower Back Tattoo, gdzie opowiada o tym, jak traktuje ją showbiz. Jak gazety wyśmiewają jej ciało, jak wytykają jej fałdki i spoconą, czerwoną twarz, kiedy jest na plaży. Jak potraktował ją wydawca Men’s Health, dla którego była atrakcyjna jako pisarka, ale jej zdjęcie nie nadawało się do pokazania obok rubryki, do której miała pisać. To nie są odległe rzeczy z innej planety, bo to nas spotyka na co dzień. Wydaje mi się, że póki same nie przechwycimy tego cielesnego dialogu, nie zrobimy z niego jakiegoś wymyku i nie zawładniemy naszymi ciałami, jakie by one nie były, to wciąż będziemy w tym samym miejscu. W miejscu, gdzie przepiękne 23-letnie dziewczyny paraliżuje wizja nagości, bo czują się za grube i za brzydkie, żeby się rozebrać. A są tak piękne, że dech w piersi zapiera, tylko wciąż jeszcze tego nie wiedzą.

Jako lekturę uzupełniającą zalecam Szprotest, która zastanawia się czy tylko feministki miesiączkują.

Korekta: Artur Jachacy.

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET