Ciemne jądro męskości, czyli komu i co stępiły żyletki Gillette

7


Zwykło się mówić, że feministki nienawidzą mężczyzn. To bzdura, nienawidzą nie mężczyzn, ale toksycznej męskości. Tak, tej męskości, która odpowiada za przemoc domową, bullying, agresję i mobbing oraz czerpie siłę z władzy i dominacji. Przypomnę tylko, że nie chodzi o pojedynczych facetów, ale raczej o pewien zbiór cech, konstrukt, który bez dogłębnej analizy samych zainteresowanych, bez pracy polegającej na rozłożeniu go na łopatki będzie wciąż przysparzał histerycznych reakcji na niewinną reklamę maszynek do golenia.

„Męskość” wezwana do analizy

Feminizm, który zajmował się analizowaniem konstruktu kobiecości, zdążył stworzyć pewien zestaw narzędzi do tej analizy. Takie przełomowe książki jak choćby Mit urody Naomi Wolf krok po kroku pokazywały, jak tworzone są modele kobiet w prasie, w telewizji czy innych mediach. Dzięki temu już na wstępie ktoś, kto dopiero zaczyna się zajmować feminizmem, może dowiedzieć się, jak „konstruowana” jest „prawdziwa kobieta”, i spróbować się z tym konstruktem zmierzyć. Zresztą nawet w filmikach o modzie, gdzie aktorka przebiera się w kolejne stroje z epoki, można dostrzec, jak wiele się zmieniało w czasie i że to, co uważamy za „typowo” kobiece, zmienia się i nie chodzi tylko o modę, ale także o zestaw cech.

Komu gender straszny

Tymczasem przyszedł najwyższy czas na dekonstrukcję „męskości”.  Czym jest „męskość”? Kto powinien o niej dyskutować? Czy feministki mają mieć w tej kwestii coś do powiedzenia, czy raczej sami zainteresowani? Męskość to taki sam konstrukt, oparty na stereotypach, na tym, czego uczymy się przez całe życie – i tak, chodzi właśnie o gender. Gender pozwala analizować, jak stereotypowe cechy przypisane są kobietom (np. empatia, delikatność, nieśmiałość, chęć budowania relacji, niechęć do rywalizacji, opiekuńczość) oraz mężczyznom (np. siła, agresja, rywalizacja, śmiałość, ambicja, bycie liderem, podejmowanie decyzji). Dlatego nasz język przesiąknięty jest określeniami typu „męska decyzja”, „męskie sprawy”, „porozmawiać po męsku”, „być jak baba”, „słaby jak kobieta” czy „słaba płeć”. Utrwalamy sobie to od chwili, kiedy dowiadujemy się, kto może płakać, a komu to nie przystoi.

Gdzie się podziały prawdziwe kobiety i prawdziwi mężczyźni?

A tymczasem odkąd mamy do dyspozycji narzędzia do analizy języka, kultury, zastanawiamy się nad gender, to świat zdążył się skomplikować. W związku z tym obecnie wszystko zdaje się mówić: HEJ, TEN PODZIAŁ JUŻ NIE ISTNIEJE.

I to właśnie tu pojawia się problem. Wszyscy lubimy porządek i właściwie najpiękniej by było, gdyby przybyła Marie Kondo i powciskała wszystko w szufladki. Ale szufladki zdążyły się pomieszać i w pokoju panuje burdel. Stąd bierze się tęsknota za stereotypowo męskimi mężczyznami i kobiecymi kobietami. To ta narracja, w której ktoś z tęsknotą w głosie opowiada, że kiedyś było lepiej, że kiedyś wszyscy wiedzieli co kto ma robić, jaki być. To bzdura, do której tęsknią nie tylko konserwatyści i konserwatystki, ale także duża część społeczeństwa, która się gubi. Nieważne, że w ich prywatnym świecie pełno jest przenikających się cech w poszczególnych osobach, bo znają właśnie i kobiety, i mężczyzn posiadających wiele cech (zarówno „męskich”, jak i „żeńskich”), ale wydaje się, że w latach 50. to było cudnie, a najlepiej to już w średniowieczu. Księżniczki i rycerze, co nie? A gdzie chłopi pańszczyźniani, rzezimieszki, mieszczki i kupcy?

Kogo oburza empatia i obraża golarka

Oburzenie reklamą wielkiej korporacji, która zwąchała, że nie tylko kobiety zasługują na upodmiotawiające reklamy, to doprawdy ciekawa rzecz. Kobiety mają już swoje kultowe (mniej lub bardziej) reklamy podpasek, kosmetyków czy sportowych ciuchów (o takich reklamach pisałam już w tym poście o dziewczyńskich motywacjach sportowych), ale Gillette odkryło, że na tym rynku istnieją też mężczyźni. I że mimo zarostu mogą mieć w sobie także empatię. W związku z tą empatią, a nie brodą, być może chcieliby zobaczyć świat, w którym mężczyźni sobie pomagają, zwracają uwagę innym facetom i stają w obronie słabszych, przeżywają ciężkie chwile i się boją… Coś innego niż kolejny klip, w którym dzięki żyletkom zdobywasz puchar świata albo kobietę? Tego już było za wiele dla obrońców „prawdziwej męskości”, którzy empatią gardzą, za to sprowadzają bycie „męskim” do pięści i twarzy umazanej olejem silnikowym. Oni nie empatyzują z nikim i nie będzie ich krem do golenia obrażał!!

Patriarchat więzi także mężczyzn

I nieważne, ile by feministki powtarzały, że system kulturowy, w którym żyjemy, tak właśnie działa, że wywiera presję na obie płcie, wymagając od jednych opiekuńczości, zazwyczaj od kobiet, a od mężczyzn wielkich ambicji i osiągnięć, czym powoduje, że tak naprawdę wszyscy są mniej lub bardziej nieszczęśliwi. Tkwiąc w konstrukcie, który ogranicza ci tak naprawdę pole manewru, trudno być zawsze zadowolonym. Stąd wyższy odsetek samobójstw wśród mężczyzn, którzy tej presji nie wytrzymują. Ale żeby zobaczyć ten konstrukt, trzeba chcieć go przeanalizować, mieć w sobie otwartość na zbadanie, dlaczego świat jest taki, jaki jest. Tego wciąż jest mało i w mężczyznach, i w kobietach.

I tak, możemy mieć za złe wielkim korporacjom, że grają na naszych emocjach. Być może nie powinny tego robić, ale póki co każda dyskusja, która uszczknie chociaż odrobinę z tego konstruktu, tak bezrefleksyjnie przez nas przyjmowanego, jest według mnie na wagę złota.

 

Korekta: Artur Jachacy

Zdjęcie: John Noonan Unsplasch.com

 

 

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET