Dwa dokumenty o gwałcie na Netflix, które musi obejrzeć każda kobieta

1


Netflix to bijące źródło inspiracji w zakresie seriali i nie tylko. Ja sama staram się wydobyć z niego więcej i więcej, wycisnąć jak cytrynę, szukając filmów dokumentalnych. Dziś chcę opowiedzieć Wam o dwóch dokumentach, które bardzo mocno łączą się z recenzją książki Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim Joe Krakauera. Myślę, że to bardzo dobre uzupełnienie tematu. Oba dokumenty pokazują skalę zjawiska oraz marazm policji, która nie podejmuje się ścigać sprawców w tak „kontrowersyjnych sprawach”.

Nie wiem, czy miałyście lub mieliście do czynienia z książką Diane Ducret, o której także można przeczytać na blogu, ale Diane dowodzi w niej, że od zawsze uważano, że kobieta kłamie. Niezależnie od okoliczności jej konstrukcja psychiczna oraz opętanie żądzą i słabość charakteru prowokują ją do kłamstwa. Następstwa możemy zaobserwować w obu filmach dokumentalnych.

Audrie i Daisy

Bohaterki dokumentu Audrie i Daisy to Audrie Pott oraz Daisy Coleman, dwie nastolatki, które padły ofiarą molestowania seksualnego w bardzo młodym wieku. Audrie miała 15 lat, a Daisy – 14. Obie zostały wykorzystane w bardzo podobny sposób: przez zaprzyjaźnione osoby, którym ufały, które wykorzystały ich upojenie alkoholowe lub celowo do niego doprowadziły, by potem je wykorzystać. W przypadku Audrie było to o tyle wstrząsające, że porzuconą ją prawie nagą przed jej rodzinnym domem przy ujemnej temperaturze. Daisy wykorzystali znajomi jej brata. Obie zostały zgwałcone, otrzymały wsparcie od swoich rodzin, ale już nie od szkoły, policji czy rówieśników. Nie chcę opowiadać fabuły filmu, bo to ciekawy dokument, który na pewno zainspiruje Was do przemyśleń. Warto jednak zauważyć, że istnieje tutaj powtarzający się motyw, bardzo niepokojący, w którym młode dziewczęta, wciąż jeszcze naiwne i łatwowierne, są wykorzystywane przez starszych chłopców, którym ufały i z którymi miały wcześniej kontakt. To nie był żaden stereotypowy gwałciciel wyskakujący z krzaków. I prawdopodobnie to, że ich historia nie wpisuje się w nasze wyobrażenie o gwałcie, powoduje, że tak trudno jest uwierzyć tym dziewczynkom. Dorośli mają z tym wielki problem, a co dopiero rówieśnicy, którzy rozkręcają w social mediach kampanię nienawiści wycelowaną w dziewczyny. Oczywiście, w internecie znajdują się także inne młode kobiety, którym przydarzyła się ta sama straszna historia i dzięki temu mogą się odnaleźć i dać sobie wsparcie, ale przeważająca część rówieśników nie wierzy dziewczętom. To oskarżeni o gwałt chodzą w glorii chwały, uznani za ofiary, niewinni chłopcy, którzy nie zrobili nic złego. Być może to kwestia tego, że tak trudno nam uwierzyć, że gwałciciel może być tak blisko nas, i stąd to masowe wyparcie? Nie wiem, ale jest to przerażające.

Pole walki

Nie inaczej ma się kwestia drugiego dokumentu Pole walki, który jest naprawdę doskonałym uzupełnieniem reportażu Krakauera. Co prawda Uniwersytet Missoula nie pojawia się w filmie, za to są tam znane w całym kraju uczelnie, a nawet uniwerki z Ligi Bluszczowej, m.in. Harvard, Stanford czy Berekley. Bohaterki filmu, które opowiadają o swoich przeżyciach związanych z gwałtem, są zgodne, że sam atak był koszmarem, ale to, co nastąpiło potem, to dopiero spowodowało ich traumę. Okazało się, że uczelnia nie staje po stronie ofiary, ale oskarżonego, zazwyczaj robi wszystko, aby wyciszyć sprawę, a bardzo mało spraw kończy się wydaleniem sprawcy. Czasami zostaje wyrzucony PO UZYSKANIU DYPLOMU, albo kiedy już rozegra swoje mecze, jeśli tylko jest ważnym dla uniwersytetu zawodnikiem. W filmie możemy usłyszeć relację pracownika straży uniwersyteckiej, opowiadającego o tym, że w jego pracy nie można było się kontaktować ze sportowcami, którzy mogli być winni popełnienia przestępstwa. Co więcej, dokument pokazuje zjawisko, które nie jest powszechnie znane na polskich uczelniach – są to bractwa, zazwyczaj męskie bractwa studenckie, które organizują imprezy z alkoholem i wręcz szczycą się tym, że seksualnie wykorzystują naiwne kobiety z pierwszego roku. Podają oni sobie przepis na to, jak zaatakować ofiarę, jak ją wybrać i jak odseparować od przyjaciół i znajomych. Szokujący jest moment, gdy studenci skandują: „Nie znaczy tak, tak znaczy anal!”. Cytat ten nabiera odpowiedniego wyrazu w kontekście tego, że wielu byłych członków bractw przeznacza duże darowizny na rzecz uczelni, w związku z tym nikt ich specjalnie nie kontroluje.

W sieci siła

Głównymi bohaterkami dokumentu są Annie E. Clark oraz Andrea Pino, które po tym, jak zostały zgwałcone na kampusie i nie otrzymały żadnego wsparcia od uniwersytetu UNC,  postanawiają same wziąć sprawy w swoje ręce i znaleźć lukę w systemie prawnym, która umożliwi im zaskarżenie uczelni. Na początku bitwa wydaje się z góry przegrana, ale potem sprawa przyciąga coraz więcej uwagi mediów, a do dziewczyn zgłaszają się kolejne poszkodowane kobiety i mężczyźni z wielu uniwersytetów w całych Stanach. Okazuje się, że nagłaśnianie poszczególnych historii przynosi efekt. W końcu udaje się Annie i Andrei spotkać z senatorami, na ich skargi reaguje także prezydent Obama. Udaje im się wywalczyć śledztwa na ponad 70 uczelniach, gdzie udowodniono nieprawidłowości w zakresie traktowania ofiar przestępstw seksualnych na terenie uczelni. Dzięki współpracy z innymi aktywistkami i aktywistami z pozostałych części USA powstaje sieć oraz stworzony na okazję danego przestępstwa – gwałtu – protokół postępowania i szczegółowa procedura, jak zgłosić napastowanie seksualne.

A jak jest u nas?

Dzięki książce Krakauera oraz takim dokumentom wiemy mniej więcej, jak się sprawy mają w USA i z jakimi problemami mierzą się studentki i studenci nawet najlepszych uczelni w całych Stanach. Jak to wygląda w Europie? W Polsce? Czy nasze uniwersytety również wytworzyły atmosferę, która sprzyja wykorzystywaniu? Czy to tylko seksizm, który spotyka studentki różnych kierunków, cały czas pouczane, że ich miejsce jest w kuchni i ewentualnie tam mogą wykorzystać swoje zdolności? Nie. Polskie uczelnie są równie niebezpieczne, bo wciąż są tam osoby, które posiadają władzę i nie widzą nic złego w wykorzystywaniu swojej pozycji. Niedawno zakończył się proces profesora, który wykorzystał przeszło 400 kobiet. Studentek. Dopóki jedna z nich nie odważyła się o sobie mówić, nie wiedziały o sobie nawzajem. Przeczytajcie o tej historii w Codzienniku Feministycznym. Może nie mamy bractw, które podlewają alkoholem swoje przyszłe ofiary, ale mamy podobną kulturę gwałtu, w której nie wierzy się kobietom, bo nie wierzymy słabszym.

 

Korekta: Artur Jachacy.

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET