Dziewczyna z małą bombą. O tym, jak łatwo zostać terrorystką.

0
Dziewczyna z małą bombą - Lalya M.

Dziś napisałam Wam o dziewczynie z małą bombą. Od czasu do czasu sięgam po książki, które kompletnie nie zajmują się tematyką feministyczną, i to jest taki miły odpoczynek od mózgu! Ostatnio zakupiłam audiobook wydawnictwa Czarne o terroryzmie. A potem obejrzałam film.

Terrorystyczne wzloty i upadki

Tak, terroryzm mnie interesuje. Przypomnę, że studiowałam etnografię i antropologię kulturową, które to szanowne nauki starają się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ludzie coś robią. Izmałkowa pewnie powiedziałaby, że ludzie tylko mówią, że coś robią, ale tak naprawdę kłamią i robią coś jeszcze innego. I z terrorystami jest podobnie.

Dzięki książce Kacpra Rękawka Człowiek z małą bombą możemy się dowiedzieć się nie tylko o sukcesach terrorystów, ale także o ich porażkach. O sukcesach zazwyczaj jest dość głośno. Możemy spróbować zrozumieć, jakie mają motywacje ludzie z małą bombą. Dowiedzieć się, że tak naprawdę jest to pewna wspólnota, która zna i rozumie swoje interesy, nawet jeśli pozornie się ze sobą kłóci. To brawurowa opowieść, której słucha się z zapartym tchem, bo są w niej anegdoty i opowiastki, jakich na co dzień nie usłyszymy. To historie, które każdy czytelnik i czytelniczka bloga Dział Zagranicznyśledzi z wypiekami na twarzy.

Kim jest dziewczyna z małą bombą

Nie byłabym jednak sobą, gdyby nie aspekt feministyczny, bo tuż po tym, jak przesłuchałam książkę, na Netflixie pojawił się film Layla M. w reżyserii Mijke de Jong, który w doskonały sposób uzupełnia książkę Rękawka o aspekt kobiecy. Bohaterka filmu to Holenderka z marokańskimi korzeniami, która kocha piłkę nożną. Jej historię poznajemy w trakcie meczu, w którym jest sędzią liniową. Podczas gry dochodzi do różnicy zdań z sędzią na boisku, który jest białym Holendrem. Ten odzywa się do niej w sposób chamski i rasistowski, a jej ojciec, aby nie eskalować tego wydarzenia, ustępuje białemu awanturnikowi. Layla się wkurza i opuszcza boisko. Potem widzimy, jak powoli jej zainteresowania coraz bardziej krążą wokół radykalnego islamu niż wokół klubu piłkarskiego. Na dodatek zakochuje się w jednym z uczęszczających do meczetu, który ma dość radykalne poglądy. Oddala się od piłki, rodziny i koniec końców po wielu perypetiach ląduje w siedzibie terrorystów na Bliskim Wschodzie.

Nie jest to jednak prosta historia i niesie w sobie kilka aspektów, na które zwraca uwagę Kacper Rękawek w swojej książce. Oto osoba, która wychowała się w Holandii, nie może się odnaleźć w ultrakonserwatywnym świecie terrorystów, bo według niej samej nie jest bezużyteczną istotą, której rolą jest rodzić dzieci i gotować. Trafia do kategorii zagranicznych bojowniczek, chociaż tak naprawdę nigdy nie brała udziału w żadnej walce. Dla holenderskich władz jest osobą niebezpieczną, którą trzeba obserwować, a dla rodziny kimś, kto wyparł się sposobu, w jaki został wychowany. Będąc zaś z swoim ukochanym, Lalya traci coraz więcej wolności, krok po kroku jej życie zamienia się w areszt. Kiedy jej ukochany postanawia zostać męczennikiem, to w geście miłości daje jej jedno – paszport.

Terroryści tacy jak my

I zarówno ten film, jak i książka nie mają wcale prostego przesłania, że oto są na świecie jacyś źli ludzie zwani terrorystami, którzy są do zła predestynowani. To raczej próba pokazania, że zjawisko terroryzmu karmi się wieloma przyczynami. Rękawek chce pokazać, jak łatwo zostać człowiekiem z małą bombą, jeśli tylko znajdziemy się w odpowiednim miejscu i czasie.

Polecam obie rzeczy jako wzajemne uzupełnienie. Oczywiście to nie są opracowania naukowe, ale książka Kacpra Rękawka to ciekawa lektura, która pokazuje, że być może za medialnym szumem o szaleńcach opętanych islamem tak naprawdę stoją organizacje przestępcze, które walczą o wpływy, ale też potrafią zagospodarować pewien obszar socjalny, dzięki któremu pozostają przy władzy. Layla M.pokazuje, jak rasizm i wykluczenie spychają jednostkę w objęcia radykałów, gdzie świat jest zrozumiały, w kolorze czarno-białym, i gdzie można poczuć się „jak u siebie”, chociaż to raczej romantyczna wizja niż szara rzeczywistość. Myślę, że to ciekawe studium przypadku do rozmów o tożsamości, agresji i przemocy. Zarówno film, jak i książkę polecam, bo warto zastanawiać się nad współczesnymi zjawiskami, które być może teraz jeszcze nie są naszym problemem, ale wcale nie byłabym taka pewna, że nigdy się nimi nie staną.

 

Korekta: Artur Jachacy

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET