Dziewczynki rodzą się bez języków – „Tu mówi Elektra”

1


Tu mówi Elektra to spektakl w reżyserii Marzeny Sadochy, w którym gra i śpiewa elektryzująca Karolina Micuła. To odważny głos w debacie na temat praw kobiet w Polsce, zwłaszcza że pojawia się na deskach teatru kojarzonego raczej z rozrywką i dobrą zabawą. Odważny, ale czy nowatorski?

Zacznijmy od tego, co mi się podobało w tym przedstawieniu. Przede wszystkim śpiew aktorki i piosenkarki, która została nagrodzona przez publiczność podczas tegorocznego Przeglądu Piosenki Aktorskiej. Jej głos mnie poruszył, a głos oraz słowa to główne tematy, wokół których porusza się reżyserka przedstawienia. W tekstach bardzo mocno wybrzmiewa problem tego, że doświadczenie osoby, która doświadcza przemocy, jest niewypowiedziane. Że mimo wiedzy o problemie tylko fakt, że się usłyszało to, co słyszy ofiara od swojego oprawcy, porusza nas do głębi. Dlatego w spektaklu pojawia się autentyczne nagranie zarejestrowane przez Karolinę Piasecką, gdzie możemy usłyszeć, jak znęca się nad nią mąż. Zresztą polityk PiS. Bardzo podobało mi się podkreślenie faktu, że o doświadczeniach kobiet należy mówić, i to głośno, gdyż bez tego niemożliwe jest przeciwdziałanie przemocy. Dopóki jest ona w cieniu, dopóty jest na nią przyzwolenie.

„Tu mowi Elektra” Capitol fot Natalia Kabanow

„Przedstawienie jest fantazją, fantazją na temat przyszłości, która nie jest żadną fantazją” to czytelne nawiązanie do powieści Margaret Atwood Opowieść podręcznej. I także w spektaklu jest bardzo czytelne, bo każdy, kto się zetknął z tym serialem, szybko odczyta podobne wątki. To właśnie tam rodzą się dziewczynki bez języków, bo mówienie nie jest im do niczego potrzebne. Ważne są ich ciała, a nie słowa. Tutaj, w spektaklu Sadochy, pojawia się bardzo odważna gra Karoliny Micuły, która dosłownie rozbiera się przed publicznością. Przestrzeń, gdzie odbywa się przedstawienie, jest bardzo mała, a widzowie otaczają aktorkę z trzech stron i to sprawia, że ten akt jest bardzo mocny. I tu pojawia się dla mnie pewien problem, który mam również w przypadku FEMENU, a mianowicie czy mówiąc o cielesności, o prawie do własnego ciała, kobiety muszą być nagie? Rozumiem, że tutaj to bardzo dobrze gra, bo i jakby „naturalnie” wpasowuje się w ten dialog ciało aktorki, tyle że nie jestem przekonana, czy jest to konieczne. Na pewno skupia to uwagę widza, ale mam pewność, że Micuła w swoim śpiewnym monologu jest w stanie zahipnotyzować każdą osobę z publiczności również w ubraniu. Trochę mi to zgrzyta.

„Tu mowi Elektra” Capitol fot Natalia Kabanow

„Co może teatr? Teatr nic nie może”. Te słowa także padają w trakcie spektaklu i z tym chyba nie można się po obejrzeniu Tu mówi Elektra zgodzić. To świetne, że Teatr Muzyczny Capitol pokazuje to przedstawienie i że w ten sposób włącza się w dyskusję, która od czasu do czasu wybucha w naszym kraju. Dyskusja o prawach kobiet, które w ciągu kilku lat stały się zagrożone, powinna trwać w każdym miejscu i nie omijać teatru. Elektra jeszcze może mówić, dlatego powinniśmy i powinnyśmy wysłuchać, co ma do powiedzenia, i uzbrojeni w tę wiedzę zrobić cokolwiek, co pozwoli owe prawa utrzymać. Zbierać podpisy pod ustawą Ratujmy Kobiety, wesprzeć Dziewuchy Dziewuchom czy wpłacić na Centrum Praw Kobiet. To są konkretne działania. To każdy może zrobić. Póki jeszcze mamy języki.

 

Korekta: Artur Jachacy

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET