Czy feministki świętują Walentynki?

, , , ,

Nadszedł długo oczekiwany czas walentynkowych rozkminek. Czy świętować, a jeśli świętować, to jak? Czy to jest feministyczne, czy jednak nie bardzo? A co z singielkami? Czy celebracja zakochania i związków to coś, co irytuje osoby bez partnera lub partnerki?

Temat pojawia się nie bez przyczyny, bo i takie pytanie mi zadano jako samozwańczej naczelnej ekspertce od Tego, Co Feministyczne. Jaki mają feministki stosunek do walentynek?

Przeróżny. Ja przez wiele lat nie świętowałam, bo od kilku lat zawsze to święto wypada, kiedy jestem w pracy na targach, a więc w delegacji. W dodatku byłam singielką, tak że nie czułam potrzeby celebracji związku. Poza tym ja nie przepadam za celebracją, no chyba że jest to moja impreza z okazji 30 urodzin, to wtedy tak, proszę bardzo: wszystko na złoto i jedziemy. Za to zawsze słuchałam porad mojej Mamy, która twierdzi do tej pory, że gdy ci smutno, gdy ci źle, to należy wziąć kąpiel lub prysznic, potem nałożyć sobie maseczkę na twarz oraz generalnie dać sobie na luz. To jest według mnie najlepsza opcja na walentynki w samotności, bo czasem potrzebujemy się po prostu zająć sobą. Dać sobie trochę czasu i miłości właśnie, bo o tę miłość chodzi Walentemu, o nic innego. Kusi mnie, aby w tym miejscu wrzucić gifa z Samanthą z Sex and the City, i to właśnie zrobię.

 

 

Natomiast jeśli chodzi o świętowanie w parach, to uciekałabym od romantycznych klisz na rzecz tego, co naprawdę sprawia nam razem frajdę. Czy to będzie sport, gotowanie, wspólne jedzenie, czy wzajemny masaż, to już od nas zależy, ale nie ma co się spinać i posypywać lubej lub lubego brokatem i różem, bo skutki mogą być tragiczne, o czym pisze niezrównana Janina Daily. I nie chodzi mi wcale o to, aby oddać się kapitalistycznemu świętowaniu polegającemu na kupowaniu tych wszystkich zestawów seksownej bielizny, które potem się kurzą w szafie, czy erotycznych gadżetów, których nigdy nie pragnęliśmy, a które były w walentynkowej promocji. Okazywać miłość można na tysiące sposobów, niekoniecznie tych z komedii romantycznych. Owszem, randki są fajne, ale całkiem spokojnie można sobie poświęcić czas, wspólnie gotując ulubione danie, pijąc wino, grając w gry i idąc na spacer.

Zresztą wszystko, co nam poprawi humor, się sprawdzi. Ja czasem zerkam do wielkiego czarnego pudła, gdzie mam wszelkie pamiątki z mej burzliwej młodości, a wśród nich koślawe walentynki z gimnazjum! To były emocje, te liściki, te szepty, te głupie wiadomości. Była u nas poczta walentynkowa i to jednak było bardzo przyjemne, raz się kopertę dostawało, a raz nie, ale lubię sobie przypomnieć to buzujące nastoletnie podniecenie faktem, że naprawdę komuś się podobam. Trzeba sobie od czasu do czasu od fundować takie doznania, bo co jest złego w dobrym samopoczuciu?

Jako feministka traktuję to jako kolejną okazję do zrobienia czegoś dobrego dla siebie i dla kogoś innego. I nie musi to być spektakularne, wystarczy, aby było Wasze. Albo Twoje.

 

Korekta: Artur Jachacy

Dodaj komentarz