Jakiej płci jest polityk?

6


Obejrzałam Fakty jak i Wiadomości, kiedy to premiera Beata Szydło odpowiadała przed Parlamentem Europejskim. Opinię na temat obu serwisów pozostawię sobie, natomiast zaintrygowała mnie jedna rzecz. Pokrywa się ona z tym, że właśnie skończyłam rozdział książki Laury Bates Everyday sexism, który poświęcony został polityce. Do tego obserwując wystąpienie Beaty Szydło zatęskniłam za jednym z moich ulubionych seriali, czyli za Rządem. Bates pisze o tym, jak trudno mają polityczki, bo żeby stały się skutecznie to zawsze muszą być trochę bardziej męskie i wyraziste, tylko dzięki temu stają się rozpoznawalne. Nie wypracowały jeszcze „kobiecego wzorca polityczki” a więc jedyne co zostaje to wzorzec męskiego polityka. To szalenie trudne obcować z tym wzorcem, bo wymaga on z rezygnacji z siebie i tego, kim się jest na rzecz bycia bardziej akceptowalnym przez wyborców i wyborczynie. To natchnęło mnie do rozważań na temat polskiej sceny politycznej.

Czy kobiety w ogóle mogą istnieć w polityce? A jeśli już to jakie? Kiedy myślę o polityce zawsze mam przed oczami panów w garniturach w średnim wieku. ZAWSZE. Ich jawna brzydota, średnia atrakcyjność oraz raczej ogólne zaniedbanie na szybko przypudrowane makijażem nie rażą mnie. Mężczyźni mogą mieć różne twarze. Mężczyźni w średnim wieku nie muszą być atrakcyjni, mają być mądrzy. Wiadomo, że o to drugie coraz trudniej. Mam to jednak w głowie od zawsze. Wy też. Wybaczamy im niechlujstwo, zaniedbanie, źle dopasowane garnitury i ogólno polsko-januszowy anturaż. Natomiast pierwsze co widzę, kiedy przemawia do mnie Beata Szydło, a ba, nie tylko do mnie ale i do całego Parlamentu Europejskiego to jest jej blada twarz
i odcinający się czerwienią dekolt. Trudno mi się skoncentrować na tym, co mówi bo jej jakoś takie wpadki wybaczyć nie mogę. Dlaczego? Co było z Ewą Kopacz, która
z miesiąca na miesiąc wyglądała coraz dziwniej i to także było o wiele bardziej zajmujące niż to, co miała do powiedzenia. A w końcu obie panie przebiły się w swoich partiach i jedna zajmowała, a druga zajmuje najważniejsze stanowisko w rządzie. Stanowisko, które zazwyczaj rezerwujemy dla panów w średnim wieku w niebieskich garniturach. Zdałam sobie sprawę z tego, że trochę nie umiem ich słuchać, w sensie muszę się bardzo skupiać na tym, co mówią. Oczywiście to kwestia przyzwyczajenia. Ktoś, kto miał okazję słuchać kobiet, które wiedzą jak przemawiać i używać głosu wie, że to się da zrobić. Nie ukrywajmy faktu, że to kwestia przygotowania, bo robią to zarówno politycy jak i polityczki. Chciałabym zwrócić uwagę na coś innego: kobiet jest wciąż tak mało w polityce, że naprawdę mocno się odcinają od tła. Nie interesuje mnie, czy reprezentują mojego poglądy, bo w większości spraw na pewno tak nie będzie. Chciałabym jednak się do nich przyzwyczaić, zaakceptować je i umieć skupić się na merytoryce.

Wkurzyła mnie wypowiedź Krystyny Jandy. To jechanie po czyimś ciele, organizmie i temu czy ktoś jest w ciąży i ma „fanaberie” czy to menopauza i trudny okres to są sprawy nieistotne. Facetom nie wyrzucamy na twarz andropauzy, problemów z prostatą
i coraz mniej gotowym do boju członkiem. Śmianie się z niskiego wzrostu, z fryzury czy czyjegoś głosu jest proste, jak nie prostackie. Jest zaprawdę tyle powodów do krytyki Ewy Kopacz czy Beaty Szydło, że nie musimy się skupiać na tym jak wyglądają. Lepiej na tym, co mówią. Histeria natomiast zdarza się każdemu niezależnie od płci, a gorsze dni także nie pozostają bez wpływu na dyspozycję polityków. Fajnie byłoby koncentrować na tym, co naprawdę robią i jakie skutki mają ich działania niż na to jaki mają stan cywilny.

 

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET