Jestem feministą, ale…

, , ,

W naszym kraju ceni się bycie szarmanckim wobec kobiet. We wszystkie przemówienia, toasty i życzenia wplata się ozdobniki w stylu „nasze szanowne panie”, „zdrowie pięknych pań”. Kobiety, a zwłaszcza matki, otaczane są kultem. Zwłaszcza, jeśli jest to własna matka pana otaczającego kultem, bo kiedy mowa o matce jego dzieci, z którą nie daj bogini się rozstał. Zapewne wtedy pewnie szybciej stanie się ona czyhającą na jego ciężko zarobione pieniądze kurwą. Taka to jest szybka zmiana optyki. W każdym razie w naszej krainie kobietom otwiera się drzwi, chociaż z chęcią trzaska się im przed nosem tymi samymi drzwiami, zwłaszcza jeśli przychodzą po swoje prawa np. do sejmu. Wszyscy wspierają kobiety i dobrze im życzą, o ile te są posłuszne i nie zabiegają za bardzo o władzę i pieniądze, bo w końcu naturalnym stanem sprzyjającym rozkwitaniu kobiecości są domowe pielesze.

Ten kraj wyhodował specyficzny typ mężczyzny, który wpasowuje się w te przedziwne, czasem sprzeczne myśli o kobietach oraz ich równouprawnieniu. Ten typ charakteryzuje nie wygląd, a raczej zdanie które można często z jego ust usłyszeć:

„Jestem feministą, ale…”

I to jest zdanie kluczowe, któremu poświęcimy kilka najbliższych akapitów.

 

Jestem feministą, ale z tymi parytetami to już przesada.

Już tłumaczę o co chodzi. Mężczyzna ów rozumie, że być może na świecie z powodu historycznych okoliczności, a także braku edukacji dla kobiet oraz innych nieuprzywilejowanych warstw, do polityki dostęp mieli nieliczni. Teraz co prawda sytuacja się zmieniła, no ale przecież nie na tyle, by tworzyć jakieś sztuczne mechanizmy wspierające kobiety lub inne grupy do tej pory z udziału we władzy wykluczone. Toż to skandal! Władza w pojmowaniu takich panów jest czymś, z czym się dana osoba rodzi i często jest to powiązane z przyrodzeniem, a jego brak powoduje, że kobieta tej władzy dzierżyć nie może. Co więcej, ona wcale nie chce! A jak nie chce, to po co ją zachęcać? Kobiecość i niewinność jej odbierać? Także prawa kobiet już są, no trudno, ale żeby to miało iść dalej? Po moim trupie. Wszyscy szanujemy kobiety, ale nie na tyle, żeby się nam po tym parlamencie pałętały w co najmniej takiej liczbie jak panowie.

 

Jestem feministą, ale nie sprzątam w domu, bo nie lubię.

Stary, nie chcę Cię rozczarować, ale nikt nie lubi sprzątać. Nawet ekstatyczna Perfekcyjna Pani Domu sprząta tylko z powodu złotych monet sypanych jej do fartuszka. Sprzątanie jest czynnością żmudną, trudną i nudną. I dlatego nie można komuś „pomagać” w prowadzeniu domu, gdyż jest to proces nieustający. Nie można być feministą i nie znać nazw produktów do sprzątania (w wersji zero waste takie produkty robimy sobie sami np. z sody oczyszczonej), obsługi odkurzacza i nie wiedzieć, jak się skomunikować z pralką  czy zmywarką. Feminista bez tej wiedzy to człowiek niepełny, który lubi sobie wyobrażać, że jest taki równościowy z niego gość. Zamiast do całowania rączek, proszę się pchać do mopa! Poza tym jeszcze jedna ważna rzecz: za codzienną pracę w domu nie należą się jakieś nadzwyczajne komplementy, dowody uznania oraz kwiaty rzucane pod stopy. Także na pocieszenie piosenka dla wszystkich zasmuconych tym faktem panów…

 

Jestem feministą, ale przerywam Ci wypowiedź.

Zjawisko bardzo popularne zwłaszcza w kręgach aktywistyczno-politycznych spod znaku lewicy. Czyli deklaratywnie wszystko jest w porządku. Wspieramy koleżanki polityczki, popieramy ich kandydaturę, nawet pomożemy w kampanii czy proteście, ale słuchać to już się nam nie chce, co te baby gadają. Tak też było podczas Czarnych Protestów, gdzie od czasu do czasu niczym królik z kapelusza wyskakiwał jakiś pan, który chciał doradzić, pomóc, zorganizować. Trzeba oddać sprawiedliwość wielu panom, którzy zachowali się super i postanowili się nie wtrącać i dać Dziewuchom zorganizować cały protest po swojemu. Takie „my wiemy lepiej co będzie lepsze” to często wyraz źle rozumianej troski i paternalistyczne poklepywanie po głowie, z tą różnicą, że klepie sprzymierzeniec. Strasznie to przykre, kiedy co rusz deklaracja danej osoby rozmija się z jej postawą. Na to jednak trzeba czasu, bo część mężczyzn doprawdy nie wie, że kobiety naprawdę mają głos i kiedy słyszą go po raz pierwszy i na dodatek jest to głos zdecydowany, to rzeczywiście są w szoku.

 

Jestem feministą, ale teraz Ci powiem, że nie masz dystansu.

Cream de la crem został na deser. Zjawisko po prawdzie obecne wśród wielu osób deklarujących się po feministycznej stronie barykady. Kiedy zabierasz głos i mówisz, że żart nieśmieszny, anegdota dość słaba a puenta żenująca, bo dowcipy o babach i lekarzu już dawno są passe, wtedy odzywa się ktoś spod znaku „Zupełnie nie masz do siebie dystansu!”. To urocze pouczenie ma Ci wskazać, że błądzisz oraz nie posiadasz poczucia humoru, bo przecież wszystkich to śmieszy, tylko Ciebie nie. To samo tyczy się wyrażania opinii i wypowiadania swoich sądów, gdzie zazwyczaj jakaś kobieta się oburza na kampanię wyborczą lub reklamową albo na wypowiedź polityka tudzież polityczki, zawsze jej można rzucić w twarz, że dystansu jej brak. Pozycja dystansu to taka wygodna kategoria, w której się można ukryć i ironicznie mówić, że no co Wy pleciecie, może jest kijowo, ale w końcu śmiesznie. Cóż dopóki się potakująco uśmiechamy z żartów o blondynkach, dopóki one wciąż krążą i obrażają kobiety. Feministki mają poczucie humoru, ale wtedy kiedy jest to naprawdę dobry żart. A jak nie umiesz takich opowiadać? Widocznie, nie masz poczucia humoru.

 

Czy feministkom w ogóle potrzebni są feminiści?

Jestem zdania, że zdecydowanie tak. Jest to jednak trudna lekcja dla dwóch stron, bo widzicie panowie, część z Was ma silne tendencje do gwiazdorzenia i jak już się włączycie w kwestie antyprzemocowe czy równościowe i dostajecie etykietę „feminista” to nagle zajmujecie miejsce na tronie. Sporo koleżanek oddaje Wam cześć, bo „taki fajny i jeszcze feminista!”. Sama byłam na Kongresie Kobiet, gdzie panel z feministami nazwano „Bukietem feministów”. I tak to trochę z nimi jest, że wystają z tej butonierki. Znam takich, których to męczy, bo ileż można się zachwycać, że działamy w tej samej sprawie, ale są i też tacy, którzy z chęcią przyćmiewają pracujące gdzieś w tle koleżanki. Trudno to opanować, ale trzeba się starać to kontrolować. Tak wiem, polityka nie jest dla skromnych ludzi, ale jeśli nie mówimy o polityce a organizacjach pozarządowych, to tam jest przede wszystkim codzienna orka na ugorze. I to przede wszystkim tę orkę trzeba doceniać i rozumiem czasem frustrację koleżanek z NGO, że co jakiś czas wypływa jakiś niestereotypowy mężczyzna, który chce się włączyć w pracę po czym szybko z racji swojej płci w tym sfeminizowanym środowisku zostaje gwiazdą. To może być irytujące. Natomiast ja wierzę we wspólne działania, ale jak mówisz zawsze koleżanka Marta powinny się one zaczynać w domu. Od prasowania swoich koszul, dbania o dom i generalnego podziału obowiązków. Potem można iść dalej, jak się ma już podstawy. I trzeba zabierać głos i mówić o tym, że się z feministkami jest, ale mieć także na tyle pokory by wiedzieć, że one także potrzebują przestrzeni, aby swój głos wyrazić. Nie każdy męski pomysł jest zły, natomiast założenie, że każdy pomysł rzucony przez mężczyznę jest genialny jest męczące. Chyba dla obu stron. Musimy się wiele nauczyć. Na początek warto przemyśleć swoje feministyczne ja i zastanowić się, gdzie jest moje „ale” i co z niego wynika.

 

13 komentarzy do “Jestem feministą, ale…”

  1. ,,Jestem feministą, ale teraz Ci powiem, że nie masz dystansu.”
    Ja mam bardzo dużo dystansu… na który trzymam takich ,,feministów” 😀

  2. Nie jestem feminista. Nie lubię feministek.
    Jestem normalnym człowiekiem respektującym prawa innych do momentu kiedy te prawa przeradzają się w żądania godzące w moje prawa. Każdemu według jego pracy, umiejętności . Bez parytetów za pochodzenie, płeć czy kolor skory. Za to z szacunkiem należnym każdemu człowiekowi .

    Niestety mam odruch (Pawłowa ?) szarmanckosci , ustępstwa wobec kobiet.
    Ale…staram się walczyć z tym przeżytkiem .

  3. Czyli dopuszczasz, że niektórzy wskutek historycznych zaszłości i kwestii systemowych mają trudniej, ale jesteś przeciwny temu, żeby im cokolwiek ułatwiać? Bo będziesz musiał się ze swojej uprzywilejowanej pozycji odrobinę przesunąć?
    Prawdę mówisz, nie jesteś feministą. A z przeżytkiem walczysz wyśmienicie, żadnego ustępstwa nie widać.

    1. Z mojego doświadczenia wynika, że najlepiej jak się człowiek sam dokształca. Owszem można sobie pomagać, ale to wymaga woli dwóch stron.

    2. Niektórzy maja trudniej powiadasz.., ni to powiedz mi jak czułaby się Sklodowska gdyby dostała Nobla dopiero po uwzględnieniu dodatkowych punktów za coś tam – płeć czy pochodzenie ?
      Ja jestem przeświadczony ze nie przyjęłaby takiej nagrody. Zapracowała sobie na nią sama swoją praca i nie potrzebowała parytetów .
      System solidarnościowy , wspomagający słabszych jest OK ale w odniesieniu do dostępu do podstawowych potrzeb człowieka – opieki społecznej , zdrowotnej , rentowej. Ale tam gdzie parytety maja wyznaczać uprzywilejowanych tam rodzi się niesprawiedliwość . Ile razy nieuprzywilejowanym a być mądrzejszy , sprawniejszy, bardziej pracowity od uprzywilejowanego ? A dlaczego ma być pomijany skoro więcej pracuje, więcej się stara i więcej wnosi do społeczeństwa ?
      Dlaczego mamy na siłę tworzyć sztuczne bariery dla lepszych tylko za to ze nie znaleźli się w grupie uprzywilejowanych.
      Nie jest czyjaś wina to, ze urodził się w rodzinie np bez jakichkolwiek tradycji ani talentów muzycznych. Ale czy to oznacza, ze mamy mu dodawać punkty oceniając jego osiągnięcia pianisty ??
      Chopen nie został uznany geniuszem dlatego ze pochodził z ubogiej Polski, ale dla swojego talentu i pracowitości .
      Mierzmy wszyskich jedna miara, inaczej pogrążymy się w totalnym relatywizmie.

      1. Jedno pytanie: dlaczego Skłodowska dostała Nobla we Francji? Od kiedy zaczęto przyjmować kobiety na uniwersytety w Polsce?

        1. A co to ma wspólnego z parytetami ??
          To ze jedynie kraju później zaczęto przyjmować jakieś grupy ludzi na uniwersytet czy tez np później niż w Polsce przyznano prawa wyborcze, dowodzi tylko braku elementarnego poszanowania dla drugiego człowieka ze względu na jego pochodzenie, płeć , czy kolor skory.
          Innymi słowy przegięcie w druga stronę w porównaniu z walczącym feminizmem. Jedno i drugie jest siebie godne.

          Ad Sklodowska – pierwszego Nobla dostawa wspólnie z mężem bo nie przeszłoby przez gardło kapitule kobiece imię . Ale za drugim razem nie było już problemu.
          Chwała jej nie tylko za osiągnięcia ale i za pragmatyzm przy pierwszym Noblu, bo dzięki temu przełamała stereotypy.

        2. Pomijając brak związku z parytetami pytania o to kiedy w Polsce zaczęto przyjmować kobiety.
          Poszukałem – zaczęto je przyjmować od razu kiedy Polska powstała . Mało tego również z momentem powstania Polski w 1918 r. Polki uzyskały prawa wyborcze. Dla przykładu Francuski uzyskały je dopiero w 1944 roku. Całe 26 lat opóźnienia Francji wobec Polski.
          Na ziemiach polskich pod zaborami , pierwsze Polki wstąpiły na UJ w 1894 roku, przy czym ponad 2 letnie opóźnienie spowodowane było brakiem zgody urzędu austriackiego.

          Francja pomimo pełnej suwerenności wcale nie była dużo szybsza od Polski, bo kobiety wstępowały tam na uniwersytety dopiero po 1880 roku, przy czym Francuzki nie garnęły się do nauki, głównie studiowały Polki i Rosjanki.

          Francuzki otrzymały 4 nagrody Nobla , w tym Sklodowska 2, jej córka Irene 1.

          Naprawdę nie mamy się czego wstydzić jako Polacy a z Półek to możemy być dumni !

  4. Korekta – Nobla nie dostała we Francji , ponieważ nie tam przyznają taka nagrodę . Natomiast we Francji pracowała i dzięki znacznie lepiej rozwiniętemu szkolnictwu, poziomowi nauki niż w Rosji (do której wtedy należała część Polski w której mieszkała przed wyjazdem) mogła osiągnąć to co osiągnęła .
    Gdyby wtedy stosowano parytety przy przyznawaniu nagrody, pewnie przegrałaby na rzecz jakiejś Rosjanki 🙂
    Najlepiej innej niż biała koloru skory, wyznania innego niż chrześcijańskie , preferencji innych niż hetero

  5. Mr Nick raczej nieintencjonalnie rzuca pomysł na notkę „nie jestem feministą ale…” np. jestem equalistą dlatego pouczam kobiety na feministycznych blogaskach

Dodaj komentarz