Krok w stronę różnorodności

2


Rasizm jest lepki jak gluty i smarki. Kilka razy dziennie ktoś nas próbuje osmarkać. Oto na szkoleniu słucham o tym, iż ludzie z Erytrei mają dziwne zwyczaje, bo nie chcą, aby ktoś ich filmował albo patrzył się im w oczy. Pan audytor radośnie podsumowuje: „A co im za różnica, przecież i tak nic nie widać?!”. Mowa o Koptach, którzy są chrześcijanami. Chodzą do kościoła. Są braćmi w wierze dla 95% Polaków deklarujących się jako wierzący katolicy.

No, ale jak wiadomo – skóra nie ta. Zawartość melaniny przesłania to, co wspólne, za to doskonale podkreśla obcość. W końcu jak katolik, to biały i najlepiej jeszcze Polak.

W takich chwilach złośliwie życzę wielu moim rodakom pielgrzymki. Ale nie tej do Watykanu. Do Jerozolimy. Najlepiej jeszcze w trakcie Wielkanocy i już super by było, gdyby się udało trafić na Wielkanoc wypadającą w tym samym terminie katolikom i prawosławnym oraz Paschę. Byłam i w Rzymie, i w Jerozolimie i zdecydowanie to drugie centrum pielgrzymkowe jest o wiele ciekawsze. Owszem, kocham różańce we wszystkich kolorach tęczy, ale dopiero wizyta w Jerozolimie pokazuje, że istnieje na świecie chrześcijaństwo, które bynajmniej nie jest polsko-katolicko-narodowe. Gorąco życzę spotkania z wyznawcami kościołów wschodnich i prawosławnych naszym rodakom. Myślę, że ich zdziwienie byłoby bezcenne.

Czasem myślę sobie, że ludzie idą przez całe życie, nie poświęcając ani chwili refleksji na temat tego, że ich życie nie jest jedynym obowiązującym modelem we wszechświecie. Oto od czasu do czasu pojawiają się obok intruzi, którzy być może mają moc, aby tę chwilę zastanowienia obudzić. Na przykład to, że różni są chrześcijanie na świecie.

Zostawmy na chwilę chrześcijan. Mnie osobiście nie przeraża różnorodność. Rok mieszkania z Włoszką, Turczynką, Belgijką, Czeszką, Francuzką oraz Belizenką pod jednym dachem przekonał mnie tylko o jednym: ludzie mają różne charaktery. Kropka. Belizenka była straszną współlokatorką nie ze względu na kolor skóry, ale dlatego, że bałaganiła w sposób trudny do opisania. Francuzka była rasistką i to Belizence dostawało się za podkradanie nutelli, chociaż tak naprawdę to chyba byłam ja. W sumie na pewno to ja podżerałam wszystko wszystkim z lodówki, bo jak wracałam późno w nocy, to mi się chciało jeść i tyle. Francuzka była w każdym razie zdrowo kopnięta, chociaż biała. Jej pasta do zębów oraz inne przedmioty miały zaznaczony stan zużycia, coby poskromić złodziejskie zapędy pozostałych mieszkanek. Ja najlepiej dogadywałam się z równie niewierzącą muzułmanką, jak ja jestem niewierzącą chrześcijanką. Uwielbiałam Turczynkę i Włoszkę, bo były mi najbliższe, ale w naszym mieszkaniu bywali Niemcy, Belgijki, Meksykanie, Gwatemalki, Polki i Australijczycy. Kogo tam nie było! To mnie dobitnie na inność otworzyło, bo naprawdę liczyło się nie to, jak ktoś wygląda, ale czy jest dobrym kompanem.

Owszem, to nie przychodzi łatwo. Pomagają w tym podróże, pomaga poznawanie kuchni, przyjaciele z innych kultur, mówiący innymi językami. Pamiętam, kiedy sama byłam wystawiona na inność tak ekstremalną, że aż bolesną. W trakcie podróży z rodziną do Birmy, teraz to już Myanmaru, wszystko wydawało tak inne, nie moje, niezrozumiałe, że reakcją było odrzucenie i natychmiastowa chęć ucieczki. To na szczęście mija, bo człowiek się oswaja z tym, czego nie zna i nie rozumie. Musi dać sobie czas i wtedy okazuje się, że największą przyjemnością jest chodzenie boso po glinie, która jeszcze dwa dni temu wydawała się największym obrzydlistwem pod słońcem. Kwestia percepcji.

Tak że skrycie marzę o tym, żeby nasz biały, polski, katolicki naród doznał szoku kulturowego na dużą skalę. Żeby te durne małe żarciki w końcu przestały być postrzegane jako niegroźne. Żebym nie czuła się jak „aguafiestas”, czyli osoba, która psuje zabawę w najlepszym momencie, wtrącając się, iż może to było nie na miejscu, co przed chwilą ktoś powiedział. Jeszcze przyjdzie taki czas, prawda?

Jest jeszcze jedna rzecz, tak na marginesie. Rozmawiałam ostatnio z bliską koleżanką, która szuka lepszej pracy w dużym, kosmopolitycznym mieście na literę L. Okazuje się, iż gramy w tej samej drużynie – oto i Polacy, i Polki, jak i synowie i córki kolejnego pokolenia imigrantów przygarniętych przez dawną kolonię tak samo nie dostają lepszej pracy. Czy to nazwisko z członem „Hassan”, czy „-ski”, tak samo nie chcą ich pracodawcy na rzecz lepszych obywateli UE z miłych krajów jak Holandia czy Niemcy. Tak że tego – nie widzę żadnych powodów do lepszego samopoczucia, a wręcz połączyłabym siły: kto jadł kiedyś kiszoną kapustę z curry, musi przyznać, iż jest to świetne połączenie.

Krok w stronę różnorodności

Tymczasem czekam na nasz krok w stronę różnorodności.

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET