Nie jestem łatwym mężczyzną, czyli kiedy feminizm wejdzie za mocno – recenzja filmu

1


Nie jestem łatwym mężczyzną to filmowy świat stworzony przez reżyserkę Eleonore Pourriat to może nie do końca coś, o czym marzą feministki, no może trochę… ale raczej po cichu. Być może niektóre z nas śnią o nim po nocach rozgoryczone kolejnymi przykładami seksizmu. Znudzone tłumaczeniem, które i tak nie dociera, zawiedzione tym, że opornie idzie ta walka o świat, gdzie wszyscy dbają o siebie nawzajem. Super byłoby mieć przełącznik i robić klik,by móc znaleźć się w równoległym świecie, który zastąpi te wszystkie wyjaśnienia.

Chyba właśnie z tej potrzeby zrodził się ten film. Film, który przywodzi na myśl naszą polską Seksmisję, ale tak właściwie to tylko przez podobny motyw świata opanowanego przez kobiety. W filmie Machulskiego mężczyźni to raczej słodkie gapy, które zostają obezwładnione przez silne kobiety. W tej starej polskiej komedii oglądający od początku sprzyja facetom, biednym, niezrozumianym przez te babochłopy, które są bez serca i nie dają się uwodzić. Ale i tak wiemy, że gdzieś tam czai się super mężczyzna, który na pewno steruje tym wszystkim, i tak właśnie jest. Ostatnia rzecz, jaką można by powiedzieć o tej starej polskiej komedii, to że jest to film feministyczny. I właściwie to dla sprawiedliwości chciałam go nawet obejrzeć ponownie, tak dla kontrastu, ale zabrakło mi sił.

Seksizm nasz powszedni

We francuskiej komedii dzieje się zupełnie odwrotnie. Przyznam, że oglądałam ją z moim partnerem: ja rżałam cały czas, a on miał minę, która wyrażała bezbrzeżne zdumienie tym prostym konceptem świata odwróconego, w którym faceci depilują całe ciała. Nie żeby nie umiał sobie tego wyobrazić, oczywiście, że tak, ale w tym świecie na opak, którym rządzą kobiety, znajdował się w stanie lekkiego oburzenia. To tak, jakby człowiek naoglądał się za dużo memów z „Mężczyzny spełnionego” i stwierdził, że komuś feminizm wszedł za mocno.

I w to nam graj!

Francja jest znana z tego, że w tym kraju mimo rewolucji seksualnej i całkiem mocno osadzonego feminizmu seksizm wciąż trzyma się mocno. I w tym oto filmie Nie jestem łatwyto mężczyźni padają jego ofiarą. Mają do wyboru tylko prace o mniejszym prestiżu, są bardziej podobni do sprzętów domowych niż do istnień ludzkich, zajmują się sprzątaniem w fartuszkach i żeby mieć szansę na podryw, muszą sobie zafundować bardzo kuse spodenki pokazujące ich krągłe tyłeczki i długie nogi.

Oczywiście większość z nich nie pamięta „innych” czasów, w których to oni decydowali o wszystkim, a w świecie panował stary, dobry patriarchalny porządek. Wręcz są zdziwieni, że mogłoby być inaczej i tylko jeden z nich, główny bohater Daniel, ma „rewolucyjne” poglądy i uważa, że z tym światem jest wszystko nie tak. Jako były donżuan nie może zrozumieć, jak kobiety mogą chcieć seksu z wieloma partnerami, dlaczego obrzydza je niewydepilowana klata, i śmieszą go mężczyźni tańczący na rurkach w klubie go-go.

Wściekłe samice? A może to krzywe zwierciadło?

A co na to bohaterki? Głowna z nich to pisarka Alexandra, która postanawia sprawdzić tego zbuntowanego mężczyznę w seksownych, krótkich spodenkach. Prowadzi „hulaszczy” tryb życia, pełen kochanków i sukcesów pisarskich. Nie będę zdradzać fabuły, bo nie ma co psuć zabawy, ale przyznam, że wzruszyłam się troszkę ostatnią sceną. To taki słodki cukierek na koniec dla wszystkich tych kobiet, które wierzą, że jednak tłumaczenie tego, czym jest seksizm i dlaczego chcemy równouprawnienia, ma sens.

Polecam ten film wszystkim, bo świetnie pokazuje mechanizmy i działanie całego systemu, czyli patriarchatu. Jest jak krzywe zwierciadło, w którym można się przejrzeć. I w sumie mam gdzieś, że dla kogoś to nie będzie zabawny film, a horror. Czas się przyzwyczaić do zmiany i poszerzyć horyzonty, a w naszym świecie powinno być miejsce i dla panów biegających w dresie z napisem „HOT” na tyłku.

 

Korekta: Artur Jachacy

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET