Rezydencja R.I.P.

Jestem w żałobie. Smutek mój jest nie do opisania, naprawdę. Koniec mojego ulubionego serialu o tym, jak żyją bogaci ludzie, to był cios. Tak lubiłam te wtorkowe wieczory na zdezelowanej kanapce z ikei. Najpier kojąca kąpiel, piling, kremik i hajda przed TV obejrzeć sobie Polskę w wydaniu glamur. Brak Szapołowskiej podrzucającej kaskiem, czy Figury parodjującej…

czytaj

Blogusia trzeba…

Blogusia trzeba karmić anegdotką, bez anegdotki on jest niczym makowiec bez rodzinnej awantury. Ma za zimno i nie rośnie w siłę, nie pęcznieją mu drożdże. W każdym razie, dni mijają, człowiek czeka, czeka na inspirujący impuls i on się nagle zjawia. O! Pyk i jest. Wiadomo, że człowiek na imprezie wdaje się w konwersację, konwersacje…

czytaj

Marcin, Viva i Ja

Niektórzy zarzucą mi, że czepiam się Marcina i AMJ, ale to nieprawda. Ja naprawdę czuję się z nimi związana. Emocjonalnie. Wczoraj wrocławskie wiewiórki doniosły mi, że w salonach prasowych w całym kraju pojawiła się Viva! z Marcinem na okładce. Przejrzałam pobieżnie, a potem wysłałam Zaufanego, coby zakupił Vivę! i browar. Dobra, pszeniczne zakupiliśmy razem. Ale…

czytaj

Kasia Kasi nierówna

Czasem to wychodzi gładko z głowy. Bez wysiłku sunie na kartkę elektroniczną, tudzież papierową. Czasem trzeba się jednak nagryźć i namęczyć. Zaczynam i kasuję, właściwie nie wiadomo dlaczego, jakoś tak. Po prostu. Zapytano się ostatnio mnie, dlaczego nie prowadzę bloga o modzie, bo się fajnie ubieram. Nie przyszło mi to nigdy do głowy, bo w…

czytaj

What the fock?*

Zwalona, a wręcz zmiażdżona katarem Lady Pate z lubością nadrobiła zaległości w TV i dzięki przeziębieniu nadrobiła kilka odcinków desperatek, zapaśnika oraz co ważniejsze, uczciła pojawienie się nowych misfitsów. LOVE MISFITS* i que te den, jeśli ty nie. Cóż jeszcze? W TVNie, który uczy, bawi i wychowuje obejrzałam dziś debatę niejakiego nieznanego mi pana A…

czytaj

Znów będą wakacje

To od początku. Lady powróciła z Walencji, gdzie było spoko, spoksik i wiadomix, ale jednak bez przesady. W końcu uwielbiam listopadowy syf za oknem i te wszystkie kolorowe liście, które wyglądają dobrze tylko we wrześniu (na co się już nie załapałam), a teraz przypominają o tym, że wszyscy kiedyś umrzemy i zgnijemy. Do takiej refleksji…

czytaj

Co to jest człowiek.

Jestem jeszcze w lecie. Opalam się w weekendy, ignoruję nadchodzący wiatr z podmuchem liści i jesien. Wiatr czai się wieczorami, wpełza pod spódniczki i wypełnia nos zapachem jesiennej zgnilizny. Są takie drzewa, z których spadły owoce na mojej trasie biegowej, które gniją odkąd zaczełąm moje joggingowe wycieczki. Zapach jest słodko-zgniły, coś jakby banan, ale jednak nie.…

czytaj

Czego nie ma w poradniku sekretarki z 1946

Bloguś niepodlewany wysycha. Trza zrzucić z wątróbki smutki i zgryzotki, których właściwie nie ma dużo, a tak w ogóle to wcale. Po prostu uczę się pracy z ludźmi. Z różnymi ludźmi. Z rodzicami małych ludzi. Z rodzicami dużych ludzi. Cóż… obsługa sekretariatu oraz klienta jest dla mnie doświadczeniem nowym, ale wywołującym niezwykłe emocje. Skala tych emocji sytuuje…

czytaj

Macedonia po hiszpańsku

Niektóre notki są, jak grzyby – muszą swoje odsiedzieć w ziemi, a potem trują bogu ducha winnym czytaczom. Są też notki, jak pozostałości macedonii w mojej lodówce. Ciekawy czytacz spyta: „A cóż to jest macedonia z małej literki?!” Spieszę z odpowiedzią: to sałatka owocowa w tutejszych stronach. Ciekawe, że nikomu nie kojarzy się to z…

czytaj

Żydowskie/Gojowskie

Tak się ładnie składa, że z dalekiej krainy, gdzie drzewa z zielonych robią się czerwone/żółte/brązowe, a dzieciarnia masowo ograbia kasztanowce z kasztanów na potrzeby różne, przysłał mi rzeczony Narzeczony książkę Zadie Smith. Czytam sobie Łowcę autografów i tak się składa, że tam jest bardzo dużo o Żydach i rzeczach żydowskich kontra (lub też na zasadzie uzupełnienia)…

czytaj