Pasztet Light vol. 2, czyli przyjemności bez presji

0


Aby choć na chwilę odetchnąć od tematów trudnych i żmudnych pozwoliłam sobie powrócić do cyklu Pasztet Light. Czasami wszystkim nam trzeba odrobiny wytchnienia, a to zapewnia możliwość pogadania o pierdołach. Pierdoły zazwyczaj są traktowane po macoszemu i olewane, na rzecz spraw ważnych. I tak jest w porządku, ale czasami każdy i każda z nas marzy o tym, aby przez chwilę zająć się czymś co akurat nie jest zbawianiem świata. I dlatego dziś nie zbawiamy świata, za to koncentrujemy się na rytuałach dnia codziennego!

Mydła Yope

Zagościły w naszej łazience na polecenie koleżanki Myshowatej i tak oto zostały. Ostatnio zamówiłam całą baterię, bo podoba mi się zapach każdego z mydeł lub żeli pod prysznic. Nie przepadam za nazbyt intensywnymi nutami kosmetyków myjących, a tutaj producentom udało się pogodzić piękny design w łazience z przyjemnym zapachem. Piękne opakowania to wielki plus tych kosmetyków, chociaż widzę, że zostały zmniejszone z 500 ml do 400 ml. W każdym razie jak dla mnie wygrywa zapach werbeny!

Ostra szczotka na mokro Fridge

Dopiero co się zapisałam do klubu ostrej szczotki. Zamierzam się zaprzyjaźnić z nią na dłużej, bo podoba mi się sam pomysł szorowania. Bardzo lubię peelingi i inne „skrobadełka”, bo dzięki nim mam wrażenie, że jestem lżejsza i czystsza.

Mokra Szczotka od Fridge

Dopiero zaczynam moją przygodę ze szczotkowaniem, tak że pewnie za jakiś czas pojawi się update. Póki co wielką przyjemność sprawia mi szczotkowanie pleców. Oczywiście sama nie dosięgam, więc zawsze z chęcią wołam o pomoc. I pomoc się zjawia!

Maska i koncentrat Biały Jeleń

Jak na razie jest 1:0 dla koncentratu, który ma o wiele lżejszą konsystencję. Przyjemnie się go rozprowadza i czuję, że fajnie się wchłania. Używam go na noc i na dzień, dobrze się sprawdza pod makijaż. Maska trochę zapycha, jak dla mnie jest za ciężka i to sprawia, że nie mogę jej stosować na całą noc, tylko muszę ją zmywać po 15 minutach.

Może to lepszy produkt dla skóry suchej? Tego nie wiem, ale podobają mi się te słoiczki i cała linia produktów ma za nie wielkiego plusa.

Pierwszy bronzer – Collistar

Nabyłam go drogą kupna na lotnisku wraz z pędzlem, który jest piękny, ale jak dla mnie za mały. Do aplikacji bronzera używam dużego pędzla i omiatam nim twarz, ale bez przesady. Przede wszystkim boję się, że zamiast efektu opalenizny uzyskam efekt klauna i wtedy z lustra wychyli się Alaska Thunderfuck i zaśpiewa:

 

 

Trochę się opaliłam na wakacjach, a że do twarzy używałam bardzo silnego filtra UVA/UVB to moja zdradziecka mordeczka jest bledsza niż korpus. W związku z tym postawiłam na bronzer. Fajnie podkreśla moje piegi, czego się w ogóle nie spodziewałam. Dobrze wydane pieniądze!

Oxybrazja – kärcher do twarzy

Już dawno nie zafundowałam sobie żadnego zabiegu u kosmetyczki oprócz spraw paznokciowych i tuż przed weselem mojej przyjaciółki postanowiłam oddać się w ręce profesjonalistek z PP SPA w Ostrzeszowie. Wspieram lokalne biznesy, zwłaszcza kobiece, i z usług PP SPA korzystam od lat. Umówiłam się na wolny termin i powiedziałam dziewczynom to, co zazwyczaj mówię także swojemu fryzjerowi: „Rób, co uważasz za słuszne”. Dzięki tym słowom wylądowałam na zabiegu oxybrazji, czyli łagodnego oczyszczania cery solą fizjologiczną. Taka myjka ciśnieniowa jak do samochodów, ale w mniejszej skali. Bardzo to było przyjemne i widzę, że cera jest rozjaśniona. Po zabiegu poleżałam sobie przez 20 minut w masce z alg, która mnie tak zrelaksowała, że zasnęłam. A trzeba Wam wiedzieć, że zasypiam tylko podczas masażu i relaksacji na zajęciach z jogi, ale żeby coś mnie uśpiło u kosmetyczki, to naprawdę rzadko się zdarza.

Podczas zabiegów w PP SPA w Ostrzeszowie – Pasztet i Kindle zawsze razem

Chrapnęłam sobie, bo ufam dziewczynom i wiem, jakie mają podejście do wszystkich swoich klientek i klientów. Paulina i jej zespół nie boją się wyzwań, a swoją otwartością zaskarbiły sobie zaufanie starszych pań i panów, niepełnosprawnych dzieci i wszystkich, którzy mają jakiekolwiek problemy kosmetyczne i boją się o nich powiedzieć głośno. Często salony kosmetyczne kojarzą nam się z nadętymi paniami, które są zainteresowane tylko własnym manicure’em, ale ja nieraz byłam świadkiem tego, że ten zakres usług coraz częściej będzie dotyczył ludzi starszych, którzy mają problemy z na pozór prostymi czynnościami, jak np. obcięcie sobie paznokci u stóp. Profesjonalizm w tym zawodzie polega na tym, aby zajmować się nie tylko klientami, którzy się nam podobają, ale także tymi, którzy mają problemy wymagające pomocy. I to sobie cenię w PP SPA, że stoi otworem przed wszystkimi, którzy tego potrzebują. No i mają na stanie autoklaw, co wcale nie jest obowiązkową pozycją w salonach kosmetycznych w mniejszych miejscowościach! Jakbyście byli w okolicy, to serdecznie polecam, bo to przyjazne miejsce i prowadzą je super kobiety!

Kosmetyczne lektury

Pamiętacie, że śmiałam się kiedyś z Sekretów urody Koreanek, ale i na mnie przyszła kryska. Sięgnęłam po tę książkę z dużą nieufnością, chociaż może już trochę ośmielona tym, że na wyjeździe podpatrywałam pielęgnację Japonek. Za to czekała mnie duża dawka przyjemności i lekkiej, sympatycznej lektury! Naprawdę dobrze się to czyta, bo jest sprawnie napisane. I podobało mi się, że autorka podchodzi do sprawy z rozsądkiem i mówi: szukaj swej drogi! Ja od marca nie wyobrażam sobie życia bez czegoś tłustego do demakijażu, toniku i lotionu, ale to nie znaczy, że jakoś fanatycznie podchodzę do spraw pielęgnacji. Póki co dla mnie działa i niedługo będę robić nowe testy olejku do demakijażu, który podobno jest najlepszym na świecie, więc dam znać.

Pasztet na okładce

To wiadomość przypominająca – w sobotę 5 sierpnia z okładki dodatku do Gazety Wyborczej będzie na Was spoglądała Lady Pasztet, jedyna w tym gronie kobieta z krótkimi włosami. W środku opowieść o akceptacji i fajne zdjęcia nie tylko moje, ale wszystkich 5 dziewczyn, które odważyły się pokazać swoją #ciałopozytywność. Tak przypominam, jakby się komuś zapomniało. Wybaczcie tę ekscytację!

 

Korekta: Artur Jachacy.

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET