Patriarchat od kuchni, kilka refleksji filmie „Boginie Jedzenia”

0


To miał być film o jedzeniu. Okazał się feministycznym manifestem.

Poszliśmy na film „Boginie jedzenia” w ramach Films For Food kompletnie nie wiedząc, czego się spodziewać. Ja myślałam, że będzie to dokument o szefowych kuchni, które mówią o swojej pasji, a dostałam w prezencie feministyczny dokument o systemowych nierównościach w branży gastro. Albo jak kto woli filmową pocztówkę z patriarchtu.

W oparach patriarchatu

Ten film to był głośny krzyk: „Girl power!” a autorka, czyli Francuzka Vérane Frédiani wyszukała do udziału w projekcie naprawdę przeróżne osoby, opowiadające o swoich doświadczeniach oraz przemyśleniach w świecie gastronomii. Podobał mi się bardzo pomysł na to, aby były to także bohaterki z różnych klas społecznych, co jednak zostało pokazane na początku filmu, ale ten wątek gdzieś umknął pod koniec. W każdym razie, kiedy z ekranu padały znane nam wszystkim argumenty, że skoro nie da się znaleźć kobiet szefowych kuchni na światowym poziomie i pokazać ich na okładce magazynu, to znaczy, że ktoś się za mało postarał. A potem było jeszcze o tym, że gdyby kobiety zaczęły się spotykać w ramach branży to oczywiście na gastronomię spadną plagi egipskie, a ciemności zawładną światem. Oraz, że jak ktoś chce to potrafi i dlatego na 10 osób biorących w konkursie znajduje się jedna laureatka. Był też fascynujący passus o tym, że Francja to kraj szowinistów i maczystów, a wybiera wino ten, kto płaci, a że powinien płacić mężczyzna to po co się mają kobiety pchać do sommelierstwa. To przynajmniej było szczere. Ale oglądając ten film myślałam głównie o tym, że  jest zarówno w świecie polityki czy biznesu, gdzie przebijają się pojedyncze kobiety.

Zaradna kobieta żadnej pracy się nie boi

I co następuje, kiedy osiągną sukces? Nie chcą być ofiarą. Feminizm to dla nich nie deklaracja siły, to nie krzyk „Girl power” to przyznanie się do tego, że jest się gorszym. I nieważne, że w pierwszym zdaniu powiedzą, że pracowały ciężej niż ich koledzy i musiały się wykazywać o wiele bardziej niż ich koledzy, to dla nich nie jest dyskryminacja, to jest norma. I w sumie im to nie przeszkadza. Nie mówię tutaj o bohaterkach filmu, ale o bohaterkach dyskusji, która odbyła się po senasie. Po raz pierwszy tak mnie zirytowała tego typu dyskusja, że zaczął mi się plątać język i nie mogłam się wysłowić. Naprawdę nie mam z tym zazwyczaj problemów, ale tutaj zalała mnie taka fala irytacji, że nie mogłam się opanować. Bo dyskutujące kobiety, same niezależne i odnoszące sukcesy, nie potrafiły odczytać tego filmu, jako wezwania do zmiany stanu rzeczy. Przyznanie się do tego, że coś jest nie tak, to jedna sprawa, ale chęć zmiany tego stanu rzeczy to zupełnie inna rzecz. W Polsce kobieta, która odnosi sukces i mówi o feminizmie skazana jest na oskarżenie, że kobiecość w czymś jej pomogła i żeby temu oskarżeniu nie podlegać musi pokazywać, że kompletnie się od tej idei odcina. Będzie więc udowadniać, że może dwa razy więcej i dwa razy ciężej. Zamiast skupić się na niwelowaniu różnić należy ję pogłębiać by z dumą opowiadać o tym, ile się pokonało przeszkód. I z tego można być dumnym. Feminizm to bycie ofiarą, to skazanie się na etykietkę, to przyznanie, że to co wydaje się nam normalne wcale być może normalne nie jest. A to prowokuje pytania: dlaczego jestem w tym miejscu? Dlaczego jest nas tutaj tak mało? Co się stało, że jest tak jak jest?

Na feminizm w kuchni nie ma miejsca

To ważne pytania. Ja sobie zaczęłam je zadawać na pierwszym roku polonistyki, kiedy panowie stanowili 10% studentów, za to 80% wykładowców. Przypadek? Nie sądzę. I teraz też warto sobie zadać kilka ważnych pytań, nie tylko w branży gastronomicznej, ale i w związanej z IT czy jakimkolwiek innym biznesem, gdzie dominują mężczyźni. Czy to, że zawsze tak było jest kwestią tego, że wśród kobiet nie ma kulinarnych mistrzyń czy to raczej kwestia dyskryminacji? Póki co ta debata nie rozgorzała w środowisku gastronomicznym we Wrocławiu. Jak pięknie podsumowała prowadząca: „Panowie nie macie się czego obawiać, tutaj żadnej rewolucji feministycznej nie będzie.” Mam nadzieję, że się pomyliła i że w końcu doczekam się rewolucji.

A na zakończenie niesamowity i krótki film, o tym dlaczego kobiety nie mogą robić sushi. I doskonała riposta Japońskiej mistrzyni tego tradycyjnego dania.

 

Korekta: Artur Jachacy

Za zaproszenie na pokaz filmu dziękuję Kino Nowe Horyzonty we Wrocławiu.

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET