Po co kobietom pieniądze? Żeby mogły się odchudzać i nie myśleć o władzy

0


Nie lubię uogólniać, ale dziś będzie mi się ciężko powstrzymać. Wczoraj na antenie śniadaniowej telewizji padło pytanie: „Po co kobietom pieniądze?”. No właśnie? Po co? Żeby mogły się odchudzać i robić sobie operacje plastyczne, no bo na co by te krotochwilne białogłowy mogły wydawać pieniążki.

Jak nie moja, to wolno

Myślę, że bardzo często mężczyźni, zwłaszcza biali i hetero, nie wiedzą tak naprawdę, o co chodzi w seksizmie. Są zdziwieni i zaszokowani. Z pozycji braci, narzeczonych, mężów i ojców dostrzegają, że oto coś zagraża „ich” kobietom i bardzo się dziwią, kiedy te kobiety nie są zadowolone z bycia „czyjąś”. Każda kobieta zasługuje na szacunek. Tak, jak każdy mężczyzna.

Ostatnie tygodnie bombardowały nas informacjami o tym, co dziewczynki, a potem kobiety mogą lub czego nie mogą robić, aby nie zostać ofiarą przemocy, molestowania czy innego przestępstwa. Mówią o tym książki, mówią autorki scenariuszy najpopularniejszych polskich seriali i mówi telewizja śniadaniowa.

Seksizm wpleciony w system

To nie są pojedyncze zdarzenia, to niestety jest bardzo sprawnie działający system, który pozwala nas codziennie obrażać, dyskryminować i pomniejszać, nie traktując

nas kobiet,

nas lesbijek,

nas grubych,

nas chudych,

nas rudych,

nas trans,

nas czarnych,

nas białych do końca serio. Tylko troszkę serio. Odrobinkę. To jest właśnie seksizm.

Żeby nam starczyło na waciki

Po co kobietom pieniądze? Wyobraźcie sobie, że takie pytanie zadaje się mężczyznom. Oto siadają na kanapie w śniadaniowej telewizji, a prezenterka pyta: „Po co mężczyznom pieniądze?”. Czy będą się umieli posłużyć tymi papierkami? Nie pogubią tych takich okrągłych i płaskich paciorków? A co z dodawaniem? Jak im idzie mnożenie? Czy wiedzą, co to są procenty? Dopiero kiedy zaczniemy w głowie odwracać te sytuacje, które przydarzają się kobietom, dowiemy się, jak poniżające są takie codzienne sytuacje. Przecież te śliczne kobiece główki nie powinny zajmować się takimi rzeczami. Toż to za trudne. Zbyt duży ciężar na kobiece barki. Ot, dajmy im kieszonkowe, coby im starczyło na waciki.

I to wszystko mogłoby być żarcikiem, gdyby nie fakt, że skala przemocy ekonomicznej, która polega właśnie na tym, że się kobietom pieniądze wydziela, że się je rozlicza i kontroluje, wskazuje, że nie jest to zjawisko marginalne, ale ściśle powiązane z przemocą fizyczną.

Słodka zemsta

Tego typu sytuacje powodują, że chcę się zapisać do JENNIFER. Do komanda, które bierze odwet w serialu Dietland, gdzie grupa kobiet w USA postanawia odpłacić pięknym za nadobne i pokazać mężczyznom, jak to jest być narażonym na przemoc. Jak to jest stracić poczucie bezpieczeństwa, jak to jest bać się ze względu na płeć. Oczywiście kiedy już policzę do 10, to wizja odwetowej przemocy nie jest jednak specjalnie atrakcyjna, co więcej, obawiam się, że dla niektórych będzie to przykład tego, na czym polega feminizm, a doskonale wiemy, że na feministycznej liście priorytetów krzywdzenie kogokolwiek nie zajmuje żadnego miejsca. Jest jednak w tej fantazji pewna słodycz. Słodycz zemsty, którą dają innym kobietom wojowniczki z JENNIFER. Świat zaczyna się poważnie z nimi liczyć, wzbudzają strach, ich manifest pojawia się we wszystkich mediach, mężczyźni zaczynają poważnie się zastanawiać, czy przypadkiem ich nazwiska nie pojawią się wyznaniu #MeToo. I to, uważam, jest pięknie w tym serialu pokazane. Oto mężczyźni dowiadują się, że mają płeć.

A tymczasem w realnym świecie prezydent Olsztyna, oskarżony o gwałt, wcale nie stracił twarzy, pozycji czy władzy, kandyduje i ma się świetnie. Tak że spokojnie, żadne JENNIFER nam póki co nie grozi.

Dietland– plaster miodu z łyżką dziegciu

Jest jednak w serialu Dietland,mimo moich zastrzeżeń, że fabuła się sypie i skręca momentami w dość dziwną stronę, ten bunt i niezgoda na to, żeby kobiety lekceważyć i krzywdzić. Jest marzenie o tym, że razem możemy coś z tym zrobić, choć jak każda rewolucja, i ta zjada własne córki. Na pewno jeszcze do Dietlandwrócę, bo porusza we mnie czułe struny mego feministycznego serduszka. Doskonale pokazuje to, jak bardzo mamy się nie koncentrować na tych pieniądzach, co to nie wiadomo, po co nam one. Jak mamy myśleć o wyglądzie i o tym, żeby nie jeść, coby podobać się innym, dostosować się do kanonu, którego nikt z nami nigdy nie ustalał. Przecież było tak fajnie, kiedy się nie zajmowałyśmy „poważnymi” rzeczami, ale byłyśmy w domu (no chyba że w bardzo ciężkiej pracy fizycznej i opłacanej na granicy przeżycia) – wtedy kobiety były takie proste w obsłudze. Teraz się zbiesiły, chcą równości, szacunku i poważnego traktowania. Biorą udział w wyborach, startują w wyborach, dochodzą na szczyty władzy i nie dadzą się z nich zepchnąć obraźliwym pytaniem: „Po co pani pieniążki?”.

Korekta: Artur Jachacy

Photo by Thought Catalog on Unsplash

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET