Profesorka Sommers i jej prawda o feminizmie

6


Na samym początku jest ekspertka

Pośród moich znajomych mam i takich, którzy uwielbiają raczyć mnie filmikami, artykułami lub też chcą wywołać dyskusję na temat feminizmu. Cieszę się, bo to pokazuje, że jestem dla nich ekspertką w tym temacie. Myślenie tyleż sympatyczne, co nieco na wyrost – nie jestem specjalistką od wszystkiego co ma związek z feminizmem.

Kolega zamieścił filmik licząc na mój komentarz, który w piękny, profesjonalny sposób opowiada o tym, jak to feminizm amerykańskim i europejskimi kobietom szkodzi. Biała kobieta (co w kontekście USA jak i Europy Zachdoniej jest bardzo istotne) w średnim wieku, z pozycją na uczelni wyższej opowiada o tym, jak to feministki deprecjonują kobiety feminizmem. Oto Amerykanki, zwłaszcza młode, nie cieszą się zdobytymi wolnościami tylko narzekają na nierówne płace, zaburzenia odżywiania czy trudność pogodzenia rodzicielstwa z karierą (fascynujące, że takiej trudności w rodzicielstwie nie widzą mężczyźni, prawda?).

Pani Sommers opowiada o tym, jak to nie badaczki i badacze, którzy diagnozują owe zjawiska robią to z pominięciem danych. Jak to bywa w naukach społecznych, że różnym badaczkom i badaczom wychodzą różne raporty i analizy z tych samych danych. Nie chciałabym się tutaj skupiać na obalaniu tez Sommers, bo ktoś kto na poważnie tłumaczy różnice w zarobkach tym, że kobiety i mężczyźni mają inne definicje „szczęścia” oraz sprawdzają się w różnych zawodach i dlatego je wybierają (kobiety wybierają te mniej płatne z rozkoszą!) jest stratą czasu.

Akapit w którym polecam uważnej lekurze bell hooks

Profesorka jednak nie zastanawia się nad tym, co ona w oczywisty sposób pomija. Mogłaby rzucić okiem na książki koleżanki bell hooks, która pisze o podobnym problemie, ale nieco bardziej zagłębia się w szczegóły. hooks przyznaje bowiem, że czym innym zajmuje się biały feminizm z klasy średniej a zupełnie czym innym czarny czy latino feminizm. Wracając do Sommers.

Hej, hej inne mają jeszcze gorzej

Owszem w Polsce jak i w USA kobiety mogą prowadzić samochód i głosować. Mają dostęp do szkolnictwa wyższego. Teoretycznie mogą pracować gdzie tylko chcą i aplikować do każdej firmy jaka im się zamarzy. Mogą otwierać swoje biznesy lub mogą pozostać w domu. Zajmować się dziećmi, gdy ich partner/ka pracuje lub za opłatą oddać dziecko w opiekę niani lub do przedszkola. Jeśli kobiety w USA i w Polsce nie mają w pełni zapewnionych praw reporodukcyjnych tj. dostępu do antykoncepcji, znieczulenia przy porodzie czy do terminacji ciąży zawsze można pokazać im globus, paluchem dotknąć Arabii Saudyjskiej i powiedzieć im:

„No nie przesadzaj, inne mają jeszcze gorzej. Ciesz się tym, co masz!”

Albo wskazać na kraje Afryki, gdzie wycina się łechtaczkę i rzec:

„Przestań marudzić, nikt Cię nie chce obrzezać, co najwyżej nazwie dziwką!”

To fakt, że sytuacja kobiet na całym świecie jest bardzo różna i trudno ją porównywać. I dlatego nie da się mówić o prawach kobiet, tylko powinno się mówić o prawach człowieka. Kobiety są ludźmi, co może być dla niektórych sporą nowością. Z powodu swojej płci są narażone na niebezpieczeństwa, które nie grożą mężczyznom i chłopcom, jak na przykład brak edukacji seksualnej, który w przypadku dziewczynek objawia się tym, że nawet nie wiedzą, że są w ciąży. Stają się ofiarami gwałtu lub wczesnych ciąż, a ideologia Kościoła Katolickiego stoi na straży tego chlubnego procederu.

Jeśli nie o chodzi o Ciebie to o co chodzi? 

Mnie raczej nikt nie będzie chciał wyciąć łechtaczki, nie odbierze mi prawa jazdy i nie uzależni od siebie ekonomicznie. W każdym razie mam taką nadzieję. Nie zmienia to faktu, że potrafię się otworzyć i empatycznie spojrzeć na kwestie, które mnie nie dotyczą osobiście. Nigdy nie doświadczyłam biedy, a jednak wiem, że ona istnieje. Nie stałam się ofiarą przemocy, ale wiem, że moje koleżanki jej doświadczały. Nie narzucano mi małżeństwa, ale wiem, że są kraje gdzie to rodzice i opiekunowie decydują o tym, z kim się człowiek wiąże na całe życie i ten człowiek ma na przykład dwanaście lat i zostaje żoną starszego o dwadzieścia lat mężczyzny. Mogę prowadzić samochód i zresztą bardzo to lubię, ale już w Arabii Saudyjskiej grozi za to kara i dlatego tak bardzo kuszące jest wrzucanie filmów na YT z takich kobiecych rajdów.

Nie wszystkie mamy te same szanse

Dlatego kiedy Sommers siedzi sobie wygodnie w fotelu i opowiada to korzysta tego, co wywalczyły dla niej jej poprzedniczki. Owszem zdarzało się, że nie były to metody pacyfistyczne. Korzysta z wolności i to super, że pokazuje jak wiele się zmieniło i jak wiele kobiety osiągnęły. Przynajmniej te pochodzące z białej klasy średniej i wyższej, które stać na edukację zapewniającą przyszłość i które martwią się szklanym sufitem. Ale świat nie składa się tylko z takich kobiet, co także warto sobie uzmysłowić.

Cieszmy się tym co mamy, ale nie rezygnujmy z upominania się o nasze prawa do decydowania o sobie i swoim życiu. Jak widać z szerszej perspektywy zdobycze feminizmu są kruche i mało stabilne i zdecydowanie nie uznaje się ich w wielu miejscach świata za istotne. Tym bardziej trzeba o nie dbać i cały czas je monitorować.

Możliwość decydowania o własnym ciele to również prawo do wiedzy medycznej, do wiadomości na temat antykoncepcji, do ekspresji seksualnej. Można to prawa ograniczać na wiele sposobów: może być to obrzezanie albo wyzywanie od szmat, może być to uznanie iż kobieta nie ma na tyle rozumku, by sama o sobie mogła decydować. To oczywiście są odcienie, ale problem „kobiecy” jest aktualny na wiele sposób w wielu miejscach świata. I po prostu warto mieć tu na uwadze kiedy się beztrosko trajkocze o tym, że skoro jest tak dobrze, to dlaczego ktoś inny mówi, że jest źle.

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET