Profesorka Sommers i jej prawda o feminizmie

, , , , , , , ,

Na samym początku jest ekspertka

Pośród moich znajomych mam i takich, którzy uwielbiają raczyć mnie filmikami, artykułami lub też chcą wywołać dyskusję na temat feminizmu. Cieszę się, bo to pokazuje, że jestem dla nich ekspertką w tym temacie. Myślenie tyleż sympatyczne, co nieco na wyrost – nie jestem specjalistką od wszystkiego co ma związek z feminizmem.

Kolega zamieścił filmik licząc na mój komentarz, który w piękny, profesjonalny sposób opowiada o tym, jak to feminizm amerykańskim i europejskimi kobietom szkodzi. Biała kobieta (co w kontekście USA jak i Europy Zachdoniej jest bardzo istotne) w średnim wieku, z pozycją na uczelni wyższej opowiada o tym, jak to feministki deprecjonują kobiety feminizmem. Oto Amerykanki, zwłaszcza młode, nie cieszą się zdobytymi wolnościami tylko narzekają na nierówne płace, zaburzenia odżywiania czy trudność pogodzenia rodzicielstwa z karierą (fascynujące, że takiej trudności w rodzicielstwie nie widzą mężczyźni, prawda?).

Pani Sommers opowiada o tym, jak to nie badaczki i badacze, którzy diagnozują owe zjawiska robią to z pominięciem danych. Jak to bywa w naukach społecznych, że różnym badaczkom i badaczom wychodzą różne raporty i analizy z tych samych danych. Nie chciałabym się tutaj skupiać na obalaniu tez Sommers, bo ktoś kto na poważnie tłumaczy różnice w zarobkach tym, że kobiety i mężczyźni mają inne definicje „szczęścia” oraz sprawdzają się w różnych zawodach i dlatego je wybierają (kobiety wybierają te mniej płatne z rozkoszą!) jest stratą czasu.

Akapit w którym polecam uważnej lekurze bell hooks

Profesorka jednak nie zastanawia się nad tym, co ona w oczywisty sposób pomija. Mogłaby rzucić okiem na książki koleżanki bell hooks, która pisze o podobnym problemie, ale nieco bardziej zagłębia się w szczegóły. hooks przyznaje bowiem, że czym innym zajmuje się biały feminizm z klasy średniej a zupełnie czym innym czarny czy latino feminizm. Wracając do Sommers.

Hej, hej inne mają jeszcze gorzej

Owszem w Polsce jak i w USA kobiety mogą prowadzić samochód i głosować. Mają dostęp do szkolnictwa wyższego. Teoretycznie mogą pracować gdzie tylko chcą i aplikować do każdej firmy jaka im się zamarzy. Mogą otwierać swoje biznesy lub mogą pozostać w domu. Zajmować się dziećmi, gdy ich partner/ka pracuje lub za opłatą oddać dziecko w opiekę niani lub do przedszkola. Jeśli kobiety w USA i w Polsce nie mają w pełni zapewnionych praw reporodukcyjnych tj. dostępu do antykoncepcji, znieczulenia przy porodzie czy do terminacji ciąży zawsze można pokazać im globus, paluchem dotknąć Arabii Saudyjskiej i powiedzieć im:

„No nie przesadzaj, inne mają jeszcze gorzej. Ciesz się tym, co masz!”

Albo wskazać na kraje Afryki, gdzie wycina się łechtaczkę i rzec:

„Przestań marudzić, nikt Cię nie chce obrzezać, co najwyżej nazwie dziwką!”

To fakt, że sytuacja kobiet na całym świecie jest bardzo różna i trudno ją porównywać. I dlatego nie da się mówić o prawach kobiet, tylko powinno się mówić o prawach człowieka. Kobiety są ludźmi, co może być dla niektórych sporą nowością. Z powodu swojej płci są narażone na niebezpieczeństwa, które nie grożą mężczyznom i chłopcom, jak na przykład brak edukacji seksualnej, który w przypadku dziewczynek objawia się tym, że nawet nie wiedzą, że są w ciąży. Stają się ofiarami gwałtu lub wczesnych ciąż, a ideologia Kościoła Katolickiego stoi na straży tego chlubnego procederu.

Jeśli nie o chodzi o Ciebie to o co chodzi? 

Mnie raczej nikt nie będzie chciał wyciąć łechtaczki, nie odbierze mi prawa jazdy i nie uzależni od siebie ekonomicznie. W każdym razie mam taką nadzieję. Nie zmienia to faktu, że potrafię się otworzyć i empatycznie spojrzeć na kwestie, które mnie nie dotyczą osobiście. Nigdy nie doświadczyłam biedy, a jednak wiem, że ona istnieje. Nie stałam się ofiarą przemocy, ale wiem, że moje koleżanki jej doświadczały. Nie narzucano mi małżeństwa, ale wiem, że są kraje gdzie to rodzice i opiekunowie decydują o tym, z kim się człowiek wiąże na całe życie i ten człowiek ma na przykład dwanaście lat i zostaje żoną starszego o dwadzieścia lat mężczyzny. Mogę prowadzić samochód i zresztą bardzo to lubię, ale już w Arabii Saudyjskiej grozi za to kara i dlatego tak bardzo kuszące jest wrzucanie filmów na YT z takich kobiecych rajdów.

Nie wszystkie mamy te same szanse

Dlatego kiedy Sommers siedzi sobie wygodnie w fotelu i opowiada to korzysta tego, co wywalczyły dla niej jej poprzedniczki. Owszem zdarzało się, że nie były to metody pacyfistyczne. Korzysta z wolności i to super, że pokazuje jak wiele się zmieniło i jak wiele kobiety osiągnęły. Przynajmniej te pochodzące z białej klasy średniej i wyższej, które stać na edukację zapewniającą przyszłość i które martwią się szklanym sufitem. Ale świat nie składa się tylko z takich kobiet, co także warto sobie uzmysłowić.

Cieszmy się tym co mamy, ale nie rezygnujmy z upominania się o nasze prawa do decydowania o sobie i swoim życiu. Jak widać z szerszej perspektywy zdobycze feminizmu są kruche i mało stabilne i zdecydowanie nie uznaje się ich w wielu miejscach świata za istotne. Tym bardziej trzeba o nie dbać i cały czas je monitorować.

Możliwość decydowania o własnym ciele to również prawo do wiedzy medycznej, do wiadomości na temat antykoncepcji, do ekspresji seksualnej. Można to prawa ograniczać na wiele sposobów: może być to obrzezanie albo wyzywanie od szmat, może być to uznanie iż kobieta nie ma na tyle rozumku, by sama o sobie mogła decydować. To oczywiście są odcienie, ale problem „kobiecy” jest aktualny na wiele sposób w wielu miejscach świata. I po prostu warto mieć tu na uwadze kiedy się beztrosko trajkocze o tym, że skoro jest tak dobrze, to dlaczego ktoś inny mówi, że jest źle.

6 komentarzy do “Profesorka Sommers i jej prawda o feminizmie”

  1. Myślę, że w Polsce w kwestii feminizmu jest jeszcze wiele do zrobienia, a kobiety, które piszą, że feminizm nie jest im potrzebny są zwyczajnymi ignorantkami.
    Szczególnie w sferze seksualnej nadal jesteśmy poszkodowane w wielu kwestiach. Jeszcze do niedawna nawet tabletka po była dostępna wyłącznie na receptę. Niby wystarczyło iść do lekarza, ale tak naprawdę mogłaś przejść po wszystkich gabinetach w mieście, a połowa lekarzy powiedziała, że nie wydaje takich tabletek. Kiedyś dzwoniłam do przychodni zapytać czy lekarz wypisuje takie tabletki, usłyszałam, że tabletek poronnych nie wydają, po czym rzucili słuchawką. Teraz niby ta tabletka jest już dostępna, ale w wielu aptekach jej nie ma.
    Uważam, że kobieta powinna mieć prawo decydować o swoim ciele, co chyba w Polsce nadal nie jest oczywiste. Ale to tylko jedna z kwestii w której panuje jeszcze wiele nierówności, jest ich więcej.
    I może potrzebujemy mniej postulatów feministycznych, niż kobiety w Afryce, ale nadal jeszcze dużo brakuje do pełnego uregulowania kwestii równouprawnienia.

  2. „nie uzależni od siebie ekonomicznie” – to zabawne, że nigdy nie wspominasz o swoim kluczowym uzależnieniu ekonomicznym wobec płci męskiej – uzależnieniu ekonomicznym od Twojego Szanownego Taty.

    1. Hymmmm… a jak wg Ciebie to uzależnienie wygląda? Interesująca teoria. I dlaczego tylko do Szanownego Taty a nie Szanownej Mamy? Ciekawa jestem tej tezy, dawaj.

      1. No bo to przecież oczywiste, że Twoja matka tylko leżała i pachniała, kiedy ojciec trzymał kasę.
        A kiedy Twój ojciec (idąc logiką komentatora) Cię wychowywał (i być może też pomagał finansowo na studiach lub dłużej), to nie dlatego, że czuł się w obowiązku wobec swojego dziecka, ale po prostu pilnował swojej kobiety (lol sorry nie wiem, czy to myślenie jest bardziej śmieszne, żenujące czy obrzydliwe).

      2. Szanownej Mamy? – nie ma znaczenia jak przepływa kapitał w rodzinie. Kto jest w niej faktycznym źródłem pieniędzy? 😉

        Nawet trzymając na sztandarach emancypacyjne hasła – niczym złym korzystanie z majątku rodziców za młodu. Jak ma się utrzymać 12 czy 15- letnia feministka, prawda? Ale czas upływa szybko i perspektywa samodzielności którą rysujemy sobie żyjąc na złotym garnuszku rodziców zaczyna uwierać swoją obecnością.

        Kasiu – Twoją cechą jest to, że od bardzo bardzo dawna uzewnętrzniasz swoje życie w internecie (blogi, IRC, itp). Być może mi to umknęło ostatnimi czasy pomijany jest (poza zdawkowymi ogólnikami) jeden jego aspekt – praca – tzw. „kariera”. Gdzie opisy? Gdzie relacje? Gdzie notki pokazujące „women-power” – kobieta samodzielnie w drodze na szczyt? No aż się prosi !! A nie ma 🙁

        „Ciekawa jestem tej tezy, dawaj.” – to jak mniemam wyzwanie do udowodnienia tezy. Jak zapewne pamiętasz (lub nie) z lekcji matematyki – dowód dla tezy potrafi zająć ludziom całe życie ale co innego z obalaniem – tych można dokonać nawet kilka w minutę podając przykłady falsyfikujące.

        Tak więc odwróćmy zadanie i postawmy tezę zgoła przeciwną do przedmiotowej, popartą w dodatku Twoim 16-letnimi doświadczeniami, kiedy to pokochałaś kratkę Burberry:

        1) Mama i tata jako jedno z Twoich 30 uzależnień (obok np. zakupów z tym drugim)
        2) Kasia liczy na pracę która da jej pieniądze – ale tylko w OSTATECZNOŚCI pomogą jej rodzice

        TEZA: Kasia w 2015 roku wyeliminowała punkt 1 i zrealizowała punkt 2. Jest w pełni niezależna finansowo; prowadzi własną firmę, której sukces sama opracowała. Ewentualnie: pracuje w dużej firmie na bardzo dobrym stanowisku. Swoją pozycję i majątek zawdzięcza tylko swoim umiejętnościom – jest w pełni niezależna – nawet od osób tak bliskich jak rodzice (oraz ich papierów).

        No i cóż – brzydzę się zaglądaniem ludziom do portfela – ale skoro ktoś tak głośno GŁOŚNO (nawet w TV) krzyczy niemal każdego dnia o kobiecej sile sprawczej, dzierżąc jednocześnie fuszkę „od komunikacji” pięćdziesiątej spółce swojego taty to naprawdę – boki zrywać. Pewnie że fajnie pojeździć po świecie na targi i poprowadzić profil na FB – zostaje dużo czasu na działalność feministyczną – ale na koniec trzeba by dodać – „to wszystko zawdzięczam tobie Tato”.

        Pozdrawiam
        Gekonus

        1. Gekonusie,

          Twoje stwierdzenie dotyczące tego, jak przepływa kapitał w rodzinie i kto jest jego źródłem, świadczy o tym, że jednak Twoja wyobraźnia nie obejmuje faktu, iż istnieją partnerskie związki, także w kwestiach biznesowych. Kwestia tego, kto firmuje sukces, jest wg mnie drugorzędna. Powiem Ci tylko, bo lepiej znam od Ciebie historię firmy, o której mówimy, że jej sukces zbudowały także w dużej części żony wspólników, bo również za pieniądze żon została poczyniona inwestycja.

          Wiem, że Twój komentarz miał sprawić mi przykrość. Zastanawiałam się jak na niego zaregować.

          Nie mam obowiązku pisać na tym blogu o każdej części mojego życia i póki ja go prowadzę, póty ja wybieram co tutaj opublikować a co nie. Jak sam przyznajesz czerpiesz wiedzę na temat mojego życia zawodowego z internetu, a głównie z facebooka. Sam oceń jakie to źródło. Widzieliśmy się raz rok temu, z tego co pamiętam. Od tego czasu nigdy mnie nie zapytałeś o moją pracę, nie napisałeś wiadomości albo maila. To, co Ty myślisz o tym, jak powinna wyglądać moja kariera i co wg Ciebie jest miarą sukcesu pominę. To Twoja wizja i Twoja sprawa.

          Twoje obrzydzenie zaglądaniem do czyjegoś portfela bardziej wygląda mi na fascynację. Z chęcią byś wsadził swoje paluchy do jego wnętrza i przeliczył zawartość. Ja bynajmniej nie jestem zainteresowana stanem Twojego portfela.

          Pominę obrażanie przez Ciebie mojej pracy (o której nie wiesz nic) oraz jakieś idiotyczne komentarze o spółkach mojego Taty.

          Moi Rodzicom zawdzięczam bardzo wiele i zdaję sobie z tego sprawę: edukację, możliwość podróżowania oraz zaufanie, jakim mnie obdarzyli w kwestii firmy, którą prowadzę wraz z moim bratem.

          Szczerze powiedziwaszy: nic Ci do tego. I na tym zakończę tę dyskusję.

          P.S. Cieszę się, że śledzisz moje feministyczne działania. Znaczy się są skuteczne.

Dodaj komentarz