Recenzja filmu „Dzika” Nicolette Krebitz

, , , , ,

„Men’s Health” mine pogania 

Nie należy odrzucać żadnych źródeł inspiracji. Jak pisałam ostatnio na fanpage’u, na długie podróże zabieram ze sobą mnóstwo pism dla kobiet, które zaciekle przeglądam, szukając śladów zmian w postrzeganiu kobiecego ciała i ducha. Czasem się udaje, czasem nie, ale przeglądam także męskie wydanie jednego pisma, bo mój adres chyba się zawieruszył w redakcji i tak oto prenumeruję zarówno „Women’s Health”, jak i „Men’s Health”. Okazuje się, że ten drugi tytuł zdążył już opublikować recenzję filmu, o którym chciałam Wam napisać od dawna. Jakoś się nie składało, nie miałam weny ani deadline’u, co zawsze mnie lekko rozpręża. I prawie już zapomniałam, ale mój partner, Kajetan, nigdy mi tego wieczoru nie zapomni, w związku z tym z pewnym triumfem pokazał mi, że redaktor z gazety męskiej pozostaje w takim samym szoku jak i on po zderzeniu się z filmem „Dzika”. Film nakręciła niemiecka reżyserka Nicolette Krebitz, pokazywano go na festiwalu Sundance w 2016.

 

Romantyczny wieczór na kanapie i kontrowersyjne kino

A miało być tak pięknie… Wolny wieczór, nowy film, a w kieliszkach dobre białe wino. Zachęcona przez dystrybutorkę pomyślałam, że to będzie ciekawe oraz inspirujące doświadczenie, i zaciągnęłam przed ekran ukochanego. W jakim ja byłam błędzie… Otóż ten film nie posiada fabuły. Ciężko się ogląda filmy bez historii lub z historią szczątkową i powie Wam to każdy koneser lub koneserka kina spod znaku festiwalu Nowe Horyzonty. Nie uratują tego najpiękniejsze zdjęcia, najlepsi aktorzy ani najcudowniejsza muzyka, gdy filmowi brakuje narracji.

Główna bohaterka „Dzikiej” to Ania. Nie wiemy o niej zbyt wiele: ani na czym polega jej praca, ani jak wygląda jej życie towarzyskie, gdyż chyba takowego nie posiada. Mieszka w wielkim bloku, w którym nikogo nie zna. Ma siostrę, która nie za bardzo się nią przejmuje. Najważniejszą osobą jest dla Ani dziadek, który leży w szpitalu, i to on wydaje się być jedną dobrą rzeczą, jaka się jej zdarzyła w życiu. Nastrój szarości i ogólnej beznadziei oddają zdjęcia, które są przykurzone, bez wyrazistych kolorów.

Ania snuje się po ekranie i jej życie nie wydaje się specjalnie pasjonujące. Jednak pewnego dnia dostrzega w zaroślach dzikie zwierzę, które zaczyna ją fascynować. Do tego stopnia, że najpierw je karmi, a potem planuje obławę. Co ciekawe, w polowaniu pomagają jej emigrantki, kobiety pracujące w szwalni, która ma coś wspólnego z korporacją głównej bohaterki. W każdym razie, nie wdając się w szczegóły, bo na pewno ktoś się na oglądanie filmu skusi, Ani udaje się skutecznie zapolować na wilka i z nim zamieszkać. Nasza bohaterka jest przezorna i dlatego pieczołowicie się przygotowuje na przyjęcie pod swój dach nowego zwierzątka. Przede wszystkim oddziela się od niego ścianą. Jak można się domyślić, w późniejszej części filmu okazuje się, że cytat z Kabaretu Starszych Panów: „Jakże ściana ta cienka, za nią śliczna panienka…” po raz kolejny okazuje się być na miejscu. I teraz lądujemy w tym dziwnym, póki co niezbadanym jeszcze i okrytym tabu miejscu, gdzie miłość do zwierzęcia przestaje być rozczulaniem się nad kocimi łapkami, przywiązaniem do psiego towarzysza, a nawet traktowaniem kota, psa czy chomika jak członka rodziny. „Dzika” idzie dalej, chociaż nie wprost. Ona się w wilku zakochuje.

Udomawianie dzikich zwierząt to nie wyzwolenie

I niby wszystko w porządku, bo to ją wyzwala w aspekcie seksualnym, a nawet i życiowym, bo rzuca korpo. Jednak mój niepokój budzi fakt, że nie wiemy, co na to wilk. O świadomej zgodzie nie ma tu mowy, bo on wcale nie chciał zamieszkać z Anią w bloku. Może było mu miło, że krwiste befsztyki wiszą na gałęzi na wyciągnięcie pyska, ale czy on także czuł coś do Ani? Doprawdy nie wiem.

Zdjęcie przedstawia mężczyznę w tradcyjnym arabskim stroju, który siedzi w luksusowym samochodzie, a na siedzeniu pasażera znajduje się gepard na smyczy.
zdjęcie www.DohaNews.com

Rozumiem, że to ma być dzieło kontrowersyjne, które stawia pytanie o granicę więzi między ludźmi a zwierzętami. Jednak kompletnie nie wiem, co miałoby z tego wszystkiego wynikać. Że musimy na nowo zdefiniować zjawisko zoofilii? Czy Ania ucieka do wilka, bo niespecjalnie radzi sobie z mężczyznami, a zwłaszcza ze swoim szefem, w którym trochę się kocha, trochę się go boi, pragnie i nienawidzi zarazem? Trudno mi powiedzieć – i tak, jak redaktor „Men’s Health”, jestem w kropce. Nie wiem, gdzie tu przykleić emancypację bohaterki, gdzie tutaj feminizm. Widzę za to pole do dyskusji o prawach zwierząt i o tym, że nasze fantazje o dzikich psach i kotach raczej nie usprawiedliwiają ani fanaberii szejków z Kataru, którzy prowadzą na smyczach dzikie koty, ani Ani granej przez Lilith Stangenberg.

 

Dodaj komentarz