Rozkminy przy marchewce, czyli #GeekGirlsCarrots

13


Długo żułam tę marchewkę. Zabieram się do notki o #GeekGirlsCarrots od dłuższego czasu i mam pewne wątpliwości, coraz to większe, ale trudno. Jakoś sobie z nimi poradzimy.

Nie jestem geek dziewczyną i nigdy nią nie byłam ani nie będę. Jednak w  stosunku do komputerów, internetu oraz nowych technologii żywię pewne uczucia. Zazwyczaj bardzo pozytywne. Nie przeszkadza mi fakt, że nie wiem, jak to działa dopóki umiem  z tego korzystać. Raczej nigdy nie napiszę żadnego programu, chociaż może Karkotki mnie do tego zainspirują. Lubię jednak poznawać nowych ludzi, jestem ciekawa tego, co w internetach piszczy i uważam, że to wystarczający argument, żeby napisać notkę o branży, której się przyglądam od jakiegoś czasu. Poza tym, jak dowiecie się z innej części notki, nie tak daleko pada polonistyka od IT.

Zacznę od wprowadzenia, bo to dla mnie ważne. Miałam ostatnio styczność z bardzo różnymi grupami kobiet, w różnym wieku i z zupełnie innych bajek. Młoda Perspektywa, czyli dziewczyny, które chcą się włączyć w działania Stowarzyszenia Dolnośląskiego Kongresu Kobiet to studentki. Nie mają jeszcze za sobą doświadczeń związanych z pracą, studiują i powoli zaczynają dostrzegać, że coś dookoła zgrzyta. Nie do końca jeszcze wiedzą co, ale już niedługo, obawiam się, świat im to wytłumaczy w sposób jasny i klarowny. W każdym razie dojrzewają do rewolty, bardzo je serdecznie pozdrawiam. Nie mniej serdecznie pozdrawiam organizatorki Kongresu, które mają za sobą wiele lat różnych doświadczeń i raczej mało złudzeń. Są za to pełne energii i chęci do działania, chociaż w ich ironicznych komentarzach można wyczytać, że bycie kobietą to jest doświadczenie conajmniej gorzko-słodkie. Obie te grupy identyfikują się z feminizmem, ta młodsza dość delikatnie, tak żeby nikogo nie zniechęcić. Ta starsza mocno i wyraźnie, bo już nie ma żadnej wątpliwości, że jeśli ktoś nie rozumie, co oznacza feminizm to znaczy, że nie będzie im z nimi po drodze.

Ludzie, którzy nie chcą się nikomu narażać ani też nikogo do siebie zniechęcać bardzo często mówią, że nie lubią etykietek. Feminizm to nie etykietka. To perspektywa patrzenia na świat, perspektywa, dodajmy to: dość krytyczna.

Idę więc na spotkanie z zupełnie inną grupą, a mianowicie z #GeekGirlsCarrots. Spotkanie jest świąteczne, super atmosfera, można posiedzieć w czapce Mikołaja. Jestem tutaj pierwszy raz. Karotki to społeczność, której inicjatorką jest Kamila Sidor, o dziewczynach i o tym, co robią można poczytać na ich stronie:

Geek Girls Carrots to społeczności kobiet kochających nowe technologie. Misją społeczności jest promowanie kobiet w IT, rozwój zawodowy oraz dążenie do zwiększania udziału płci pięknej w branżach związanych z nowymi technologiami.”

Jak widać, jest w tutaj wpisany pewien ideologiczny program – zwiększenie udziału płci pięknej w branżach związanych z nowymi technologiami, to ewidentnie działanie na rzecz parytetów. Jeśli zakładamy, że należy zwiększyć udział kobiet w IT, to znaczy, że jest ich w tej branży mało. Jest wiele osób, które próbują odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego? Jedną z nich jest Szymon Boniecki, który miał prelekcję na wrocławskim spotkaniu Karotek. Bardzo polecam jego prezentację.

Na początku jedna z organizatorek rzuciła „Spotykamy się w kobiecym gronie, ale nie jesteśmy feministkami”. Jej koleżanka postanowiła tę kwestię sprostować: „To znaczy, niektóre z nas są”. Sens w każdym razie był taki: „Hej dziewczyny, nie zniechęcajcie się do kodowania, nie jesteśmy feministkami i nie sprzedajemy żadnej ideolo, za to robimy warsztaty.” Jak zwykle zwróciło to moją uwagę, ale cóż, przyzwyczajona jestem do tego, że kobiety próbują uniknąć ataku w ten sposób. Należy powiedzieć kim się nie jest i czego się nie myśli, zanim ktoś nam to zarzuci. Domyślam się, że bycie feministką to okazja do wspaniałych żarcików, nie tylko w gronie panów z IT, ale i w kilku innych branżach. Wszędzie tam, gdzie panuje przekonanie o tym, że „Jak kobieta chce to sobie poradzi bez względu na swoją płeć.” oraz „Pomaganie kobietom je obraża.” idea Geek Girls Carrots może budzić sprzeciw. Zaraz zza zasłony wychodzi jakiś młody, miły troll i rzuca: „Margaret Thatcher sobie poradziła i sama stanęła na czele rządu, a więc…”

Wracając jednak do feministycznych deklaracji.  Szymon swoją prelekcję zaczął od mówienia od tego, że jest feministą. I wtedy na sali rozległo się ciche WOW. Znamy ten efekt, prawda? Trochę z innej bajki, ale warto przytoczyć:

„Obserwacje wielu dyskusji każą mi jednak przypuszczać, że to skutek męskiego uprzywilejowania – mówiąc wprost, jako facet jestem traktowany bardziej poważnie, rzadziej kwestionuje się moje kompetencje związane z grami, trudniej użyć obelgi związanej z moją płcią, i nikt nie spekuluje, jakiego konkretnie aktu seksualnego należałoby na mnie dokonać.”

Sens jego prezentacji bardzo przypadł mi do gustu, bo pokazał to, o czym mówią ludzie popierający działania aktywizujące kobiety i zachęcające je do działalność w różnych branżach zdominowanych przez mężczyzn – IT czy polityka, chodzi o to aby wyrównywać szanse i dawać dostęp. Za 50 lat (Mój ulubiony korektor – wolontariusz, pyta czy będę żyć jeszcze 50 lat. Myślę, że tak i że dożyję dużych zmian nie tylko w branży IT.) będziemy się z tego śmiać, ale teraz mamy poważny systemowy problem i zastanawiamy się, jak go rozwiązać.

Spotkania kobiet, które chcą się uczyć programowania i poznawać technologie traktuje się w branży IT, jako seksistowskie. Ciekawe odwrócenie proporcji. Skoro kobiety zbierają się, aby coś robić to znaczy, że musi mieć to jakiś ideologiczny wydźwięk. I w tym przypadku według mnie ma. Zwłaszcza jeśli robią rzeczy uważane za „męskie”, damskie grono w kole gospodyń domowych uczących się szydełkowania na pewno nie wzbudziłoby podobnych oskarżeń. W końcu tam kobiety byłyby na swoim miejscu. Kiedy uczą się kodowania, to jak wiadomo, są na miejscu dla nich nie przeznaczonym. Co innego programy publicystyczne, w których pojawiają się tylko mężczyźni na zaproszenie mężczyzn, te nie są absolutnie seksistowskie – są neutralne. W branży IT byłam bardzo krótko a i moje doświadczenia są raczej mało miarodajne. Pracowałam jednak z programistami, nie lubię jednak stereotypów na ich temat. Fajne to były chłopaki i dobrze wspominam tę pracę, chociaż rzeczywiście bywało dość garażowo, jeśli chodzi po poczucie humoru. Generalnie nikt nie rozumiał, że mogłyby mi w ogóle przeszkadzać żarty o cyckach i dupach, bo jak wiadomo są one ogólnie śmieszne, a przecież nikt nie chce mnie urazić. To nie tylko problem IT, ale generalnie podjeścia do dowcipów. To jest temat na inną notkę.

Nie mam jakiejś jednej, niezwykle przenikliwej konkluzji. Dostrzegam jednak, że branża komputerowa ma problem z kobietami. Czy są to programistki czy też graczki ich płeć ma znaczenie. To, co śledziłam wokól #GamerGate, chociaż graczką nie jestem odkąd przestałam wpisywać 01234567890 w „Heroes of Might and Magic” lekko mnie przestraszyło. Ilość agresji, jaka się wylewa zza monitorów kiedy kobiety się na coś nie zgadzają, jest przerażająca. Nie wiem, jakie szykany znoszą dziewczyny pracujące w IT, ale jak się je zapyta o zdanie to zgodnie stwierdzają, że problem jest i że nie czują się nazbyt dobrze ani komfortowo. Wystarczy dać im okazję do mówienia. Wydaje się, że jest tych sygnałów na tyle dużo, żeby zacząć się nimi przejmować i to właśnie robią Karotki. Nie wszystkie chcą się deklarować po stronie feminizmu, chociaż Kamila Sidor była gościem Kongresu Kobiet.

Jest w tym coś dla mnie, czego nie potrafię do końca ująć w słowa. Podoba mi się inicjatywa, ale jej wydźwięk jest dla mnie niejasny. Czy to tylko „profesjonalne” warsztaty, które nie mają na celu zmiany status quo, a jedynie włączenie więcej dziewcząt w to, co teraz istnieje? Tam jest miejsce dla kobiet, bo ono zawsze się znajdzie dla kilku jednostek, które będzie można wskazywać jako przykład, że jednak „jak chce to potrafi”. (Czy fakt, że prezydent Obama jest Afroamerykaninem zaprzecza temu, że Stany Zjednoczone mają ogromny problem z rasizmem?) Czy może Karotki chcą swoim istnieniem włączyć się w dużo szerszą zmianę, która zakłada transformację całej branży? Nie wiem, ile jest dumy w tych kilku procentach zaangażowanych w IT kobiet, że „my tutaj dotarłyśmy, same sobie radzimy, a więc nie widzimy potrzeby zmian” a ile jest chęci, aby przeprowadzić transformację całej branży. Może ktoś inny mi odpowie? Brakuje mi wyrazistości w tych działaniach, chociaż całym sercem jestem za tym, aby dziewczyny robiły coś razem. To zawsze jest super doświadczenie. Nie do końca jestem fanką poznawania ludzi w celu networkingu, za to jestem aboslutną fanką poznawania ludzi w ogóle. I ten aspekt był dla mnie w Karotkach najważniejszy – super dziewczyny, które mam nadzieję, jeszcze zobaczę i będziemy mogły spokojnie porozmawiać.

To jak z lekturą książki Sheryl Sandberg „Włącz się do gry”, ma ta książka swoje dobre momenty, ale wkurza mnie narracja o sukcesie, który jest dostępny na wyciągnięcie ręki. To opis ścieżki kariery dla jednostki, którą się wspiera i pielęgnuje oraz podlewa jak roślinkę. Brakuje mi w niej systemowych rozwiązań, brakuje pomysłu na to, jak wesprzeć całą branżę, którą reprezentują najwięksi przyjaciele, czyli Sheryl i Mark.

Mam dwa egemplarze do rozdania, wystarczy napisać, dlaczego chcielibyście/chciałybyście się poznać z Sheryl. A ja Wam to umożliwię.

Czekam na Wasze opinie i odczucia.

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET