Wszystkie jesteśmy Małą Syrenką Ariel, czyli co różni bajkę Disneya od rzeczywistości

6
The_Little_Mermaid_-_Poor_Unfortunate_Souls_-_Ariel_Shocked_Losing_Her_Voice

Zawsze lubiłam bajkę o małej syrence. Ariel była taka piękna! Te czerwone włosy, wielkie oczy, szykowna płetwa i morscy przyjaciele. I oczywiście przeciwko niej wredna czarownica, jakżeby inaczej: gruba, brzydka i zła, bo w świecie Disneya te cechy chodzą parami. Ostatnio, kiedy byłyśmy z Martą Myshowatą w Poznaniu, włączyła TV i właśnie leciała mała syrenka. Trochę opadła mi szczęka, kiedy zobaczyłam już jako dorosła kobieta scenę, w której Arielka oddaje swój głos w imię miłości. Marta westchnęła: jakie to symboliczne.

Tak, to bardzo symboliczne i wciąż obecne w naszej kulturze. Każda z nas, czy tego chce, czy nie, jest małą syrenką, która prosi, żeby ktoś jej wysłuchał. Och, tylko Ci się wydaje, że tak nie jest, że mówisz pełnym głosem! To złudzenie, bo świat szybko zweryfikuje Twoje dobre samopoczucie.

Gdzie jest Twój głos?

Za każdym razem kiedy będziesz chciała podjąć decyzję, która się komuś nie podoba, jak choćby dotyczącą Twojego ciała – i mam tu na myśli zarówno antykoncepcję, jak i aborcję – okaże się, że Twój głos się nie liczy. Możesz sobie mówić, że masz prawo, ale tak naprawdę go nie masz. Uratuje Cię tylko zawartość portfela i koneksje.

Kiedy stanie Ci się krzywda, gdy jak ostatnio w Hiszpanii zgwałci Cię pięciu chłopaków, nagra to telefonem, wrzuci do sieci i na swoją grupę na komunikatorze, a Ty będziesz wtedy sparaliżowana leżeć i umierać ze strachu… to sąd powie Ci: och, to nie był gwałt, nie broniłaś się. Sąd wie, jak powinnaś zareagować, żeby Twoja krzywda została uznana. Och, głupia Ty! Trzeba było zrobić to albo tamto.

No chyba żebyś się broniła i by Cię zabili. Wtedy odchodzisz jak męczenniczka. Wszyscy uznają, że tak, owszem, to był gwałt, a że obrona spowodowała, że gwałciciel Cię zabił? Przynajmniej mamy czarno na białym, że to był gwałt. I to nas cieszy, bo nie zostawia niedopowiedzeń.

Po co nam było #MeToo?

Każda taka wiadomość to dla mnie cios w brzuch. I przepraszam, że to powiem tak brutalnie, ale chuja nam dało to całe #MeToo czy #JaTeż. Gdy chodzi o molestowanie i przemoc seksualną, gdy są to sprawy gdzie słowo staje przeciwko słowu, to te kobiece zeznanie waży mniej. Dla wymiaru sprawiedliwości najlepiej by było, gdybyśmy wszystkie mały w oczach sprzęt do nagrywania jak w „Black Mirror”. Bo co z tego, że póki co wiemy, że jest 8:2 (sprawa 8 kobiet opisujących molestowanie w „Codzienniku Feministycznym”) i że ostatnio okazało się, że 50:1 jednak wygrało. Trzeba było PIĘĆDZIESIĘCIU KOBIET, by skazać jednego mężczyznę. A przypadki molestowania dziewcząt gimnastyczek przez lekarza: tam na szczęście zeznawało grubo ponad STO KOBIET, a już tyle jednak wystarcza, żeby kogoś pogrążyć.

5:1

W Hiszpanii było 5 chłopców i 1 dziewczyna. Jak rozumiem, każdy sędzia ma za sobą doświadczenie zbiorowego gwałtu i potrafi sobie wyobrazić, jak powinna zareagować ofiara. Ona też jest Ariel, bo jej głos i ból tak naprawdę nikogo nie interesują. Chodzi o księcia. Zawsze chodzi o księcia.

Wkurza Cię to tak samo jak mnie? Pamiętaj, że są organizacje, które pomagają ofiarom przemocy, molestowania, prowadzą WenDo. Wspieraj je swoim 1% lub darowizną.

O mechanizmach związanych z gwałtami na kampusach uniwersyteckich możesz przeczytać w recenzji książki Joe Krakauera.

 

Korekta: Artur Jachacy

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET