Zadziorne Dziewuchy, czyli kto jest moją Wonder Woman

6
Lisbeth Salander by Madamska

Kim są Zadziorne Dziewczyny, czy też Niekonwencjonalne Młode Damy? To kobiety, którymi się inspirujemy, którym zazdrościmy i do których wzdychamy. Przynajmniej ja. Zapewne każda z nas ma taką idolkę, która ją wzmacnia w chwilach słabości. Dziś przedstawię Wam Wonder Woman, które mnie inspirują, ale jak wiadomo, lista jest zawsze otwarta.

Lisbeth Salander

W ciemnych chwilach swego życia, zawsze kiedy potrzebuję pociechy, wzmocnienia albo po prostu oderwania od jakiegoś problemu, idę do Lisbeth. Nie żebyśmy razem popijały kawkę, właściwie nie musimy nic do siebie mówić, ale sama świadomość istnienia tej bohaterki literackiej jest dla mnie ważna. Kiedyś spędziłam cały 1 stycznia, po smutnym sylwestrze, po smutnym roku, z Lisbeth Salander w formie filmowej. Obejrzałam wszystkie szwedzkie części trylogii Millennium, w której rolę Lisbeth gra Noomi Rapace, i jeszcze tę z Rooney Marą, żeby ją sobie przypomnieć. Teraz słucham audiobooka w drodze do pracy, a jakiś czas temu zdarzyło mi się przeczytać wszystkie trzy tomy tak po prostu. Co więcej, skusiłam się nawet na tę nową część o Salander napisaną przez Davida Lagercrantza, chociaż to zdecydowanie nie jest dobra książka. Co czyni Lisbeth tak fascynującą postacią, że zawładnęła fanami i fankami na całym świecie? Jej nieustępliwość, kierowanie się logiką oraz to, że kompletnie nie umie i nie potrzebuje umieć w relacje społeczne. Jest nieugięta i rozwiązuje swoje problemy w bardzo skuteczny sposób. Wydaje się krucha, ale wygrzebie się nawet z własnego grobu. To Wonder Woman, która nie ma w sobie nic z patosu i nie przypomina w żadnym calu hollywoodzkiej gwiazdy. Je śmieciowe jedzenie, nie zna się na muzyce, nie wie, co to romantyzm, ale zawsze dostaje to, czego chce. Ma w sobie to coś, co sprawia, że chcemy się z nią zaprzyjaźnić, chociaż ona pewnie by tego nie chciała, bo z niej kawał cholery. I bardzo, ale to bardzo dobrze się nam czyta o tym, jak po raz kolejny kopie w jaja jakiegoś mężczyznę, który nienawidzi kobiet. Kibicujemy jej brawurze i uśmiechamy się, kiedy ona się uśmiecha swoim krzywym uśmiechem. Stieg Larsson zbudował postać, która jest dla nas jak żywa, która nam imponuje, a czasami wkurza swoją urażoną dumą. Ale nie jest z papieru i dzięki temu niesie jakieś dziwne ukojenie. Pokazuje, że są walki, które trzeba toczyć do końca, i że czasem można je nawet wygrać.

Hermiona Granger 

Dla mnie Hermiona nigdy nie była kujonką. Zawsze podobało mi się to, że jej siła tkwi w wiedzy i że potrafi tę wiedzę wykorzystać. Z łezką wzruszenia w oku przejrzałam sobie kilka youtubowych hołdów dla tej postaci wykreowanej w książkach J.K. Rowling, która potem na długo zyskała twarz Emmy Watson. Dorastałam z Harrym Potterem, Ronem Wesleyem oraz z Hermioną Granger i te książki były dla mnie ważne. Kiedy przeczytałam w oryginalnej wersji, że Dumbledore nie żyje, to byłam zdruzgotana. Rosłam wraz z bohaterami książek i filmów. Tym bardziej ucieszyło mnie, że grająca tę postać Emma Watson mówi tyle o feminizmie i stara się zmienić obraz tego ruchu. Wykorzystuje swój wizerunek, by wpłynąć na rzeczywistość, a bycie ambasadorką UN traktuje poważnie. Tak jak Hermiona przykłada się do swoich zadań, tak i ona stara się je realizować krok po kroku. Hermiona to też zadziorna dziewczyna, potrafiąca użyć prawego sierpowego, ukraść smoka albo spowodować, że ukochany wygra mecz. Uznawana za dziwadło z powodu swojej obszernej wiedzy w wielu dziedzinach magii, jak i mugolskiego życia, nie raz padła ofiarą ataku podłych dzieciaków, które wytykały jej brak dobrego urodzenia. Jej niewyparzony język nie raz sprowadził na nią gniew nauczycieli, ale Hermiona zawsze miała w sobie dążenie do sprawiedliwości i była wrażliwa na cierpienie. Taką koleżankę każdy chciałby mieć, nie tylko leser, za którego odrobi pracę domową, ale także ten, kto szuka odważnej osoby do przeżycia wielu przygód. Niepozorne brzydkie kaczątko, które przemieniło się w piękną i ambitną kobietę, nie wahającą się użyć magii, aby osiągnąć swój cel. Tak trzymaj, Hermiono!

Saga Norén

To postać grana przez Sofię Helin w serialu „Most„, który był koprodukcją szwedzko-duńską i odniósł światowy sukces. Saga niczego nie udaje. Po pierwsze nie potrafi, a po drugie, jak już zaczyna udawać, to w taki sposób, że nie da się na to patrzeć. Prawdopodobnie jest jedyną Szwedką w Szwecji, z którą koledzy w pracy nie chcą pić kawy, bo nie potrafi kultywować small talków na dopuszczalne społecznie tematy. Opowie Wam o swoim spóźniającym się okresie, o tym, że śmierdzi jej spod pachy i że miała dobry seks, ale nie liczcie na to, że zapyta, jak się mają Wasze dzieci i co tam u Was słychać. I za to ją pokochałam, zresztą nie tylko ja, bo serial o jej przygodach doczekał się czterech sezonów. Są to przygody policjantki kryminalnej z Malmo, gdzie panuje dużo mroku, brzydoty oraz industrialnego klimatu zarówno Kopenhagi, jak i Malmö i okolic. Bynajmniej nie jest to brzozowy lasek z widokówek. Nie brzydzi się patologicznej roboty, nie ma skrupułów, by wycisnąć zeznania od najbardziej obolałych świadków i jest po prostu nieustraszoną policjantką. Ma jednak swoje słabe strony i lęki i jak każdemu człowiekowi, można jej sprawić przykrość. Jednak Saga jest (w czym jest bardzo podobna do Lisbeth Salander) prawą osobą, która stosuje się do kodeksu moralnego i jeśli wymaga to od niej podjęcia trudnych decyzji, to mimo wszystko je podejmie. To taka bohaterka serialowa, która daje dużo oddechu i pokazuje kobiecą postać, która się nie wdzięczy, nie jest milutka, nie zabiega o sympatię. Jest, jaka jest, i inna nie będzie. Nie rozumie, o co chodzi w związkach, nie wie, dlaczego ktoś chciałby spędzać z nią każdą minutę swojego życia, a kiedy ma ochotę na seks, to po prostu o tym informuje, co oczywiście wzbudza duże zdumienie. I pamiętajcie, że jeśli zaprosicie Sagę na kolację, to może nie pytajcie, czy jej smakowało. Odpowiedź może się Wam nie spodobać.

Kto jest Twoją Wonder Woman?

Po co te charakterystyki? Zachęcam Was do sięgnięcia zarówno po wspomniane książki, jak i po serial, aby pobyć z bohaterkami, które mają w sobie dużo siły i nie są postaciami kobiecymi, do jakich przyzwyczaiła nas popkultura. Oczywiście, zarówno saga o Potterze, jak i trylogia Larssona to już kanon, ale wciąż wart odświeżenia i za każdym razem można w nim odkryć coś nowego. Ja widzę, że wspólną cechą oprócz zadziorności i odwagi jest także samotność, która towarzyszy każdej z tych kobiecych bohaterek. Wejście z nimi w relację wymaga pracy oraz uwagi i nie jest to łatwe zadanie. Czy to nie wspaniała nauka tego, że każdemu z nas należy się zrozumienie, otwartość na drugiego, a czasami po prostu przestrzeń, dzięki której może pozostać sobą? Moja idealna Wonder Woman to połączenie tych postaci, które nie muszą się mizdrzyć, bo znają swoją wartość i wiedzą, że są dobre w tym, co robią. Nie czekają na pochwały. Działają.

 

Korekta: Artur Jachacy

Okładka wpisu: Martyna Adamska vel Madamska

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET