Feministki ćwiczą mózg i pośladki jednocześnie

, , , , , , ,

7 kilogramów.

Siedem kilogramów.

7 kilogramów mięśni.

Siedem kilogramów mięśni wypracowałam w trakcie dwóch lat na siłowni. Pewnie można było więcej, ale to jest moja siódemka. Chodzenie na treningi na siłowni to jedna z najbardziej konsekwentnych rzeczy, jakie przytrafiają mi się od dwóch lat. Żeby nie było – zdarzały mi się dłuższe i krótsze przerwy. Bywało, że nie było mnie przez kilka tygodni, ale odkąd myślę o sporcie w perspektywie życiowej, a nie chwilowej, to nie zrażają mnie potknięcia.

Siłka jest dla mnie ważna, bo lubię czuć się coraz silniejsza. Zawsze miałam słabe ręce i bardzo mnie to irytowało. Bardzo. To nie tak, że nie mogłam czegoś zrobić. Oczywiście, że mogłam, ale kosztowało to wiele wysiłku. Zresztą teraz także nie przychodzi jak z płatka. Najważniejsze dla mnie jest to, że ja sama czuję różnicę. Nie podnoszę wielkich ciężarów i nie wygram z nikim w siłowaniu się na rękę, ale mam mięśnie, których jest coraz więcej. I to mnie bardzo cieszy.

Nie jestem fitnessowym świrem. Nie liczę każdej kalorii, zdarza mi się zjeść dobrego hamburgera, zawsze kuszą mnie słodycze. Ale staram się o siebie dbać: wysypiać się, pić dużo wody, ruszać się kilka razy w tygodniu. Myślę o tym jako o projekcie życiowym, który raz rozpoczęty nigdy się nie skończy. Może za kilka lat coś innego stanie się atrakcyjniejsze niż treningi na siłowni i bieganie. Nieważne jest, co to będzie, bo dla mnie istotne jest to, że jakaś przygoda ze sportem będzie trwać.

Sport nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale na pewno w wielu jest w stanie pomóc. Łatwiej jest się ze sobą dogadać, kiedy widzimy efekty naszej pracy, może dla innych niezauważalne. Fajnie jest się cieszyć swoimi osiągnięciami, bo to daje dużo pewności siebie. Pozwala wywietrzyć umysł, a nawet czasami podczas treningu zdarzają się olśnienia. Nie każde wyjście na bieganie jest przyjemnością, ale każdy powrót z biegania już tak.

Warto dać sobie prawo do gorszych i lepszych dni. Być dla siebie wyrozumiałym, ale nie pobłażliwym. Reagować, kiedy czujemy, że dalej już nie można, i umieć sobie odpuścić. Jeden opuszczony trening jeszcze nikogo nie zabił, za to kontuzja z przeforsowania może trwale zniechęcić.fifi

I przede wszystkim fajnie jest mieć mięśnie. Mięśnie są bardzo spoko. Pamiętajcie, że 2016 to rok pośladków. Powtarzam to znajomym non stop i dlatego kiedy Marta Frej zastanawiała się, co napisać na portrecie dla mnie, to właśnie to hasło wkradło się na pierwszy plan.

Polecam także tego bloga, bo jak wiadomo Fit Is a Feminist Issue!

Fit Is a Feminist Issue by Lady Pasztet

2 komentarze do “Feministki ćwiczą mózg i pośladki jednocześnie”

  1. „Nie każde wyjście na bieganie jest przyjemnością, ale każdy powrót z biegania już tak.”

    Pożyczę sobie to zdanie, wydrukuję i powieszę na ścianie, żeby widzieć, jak nastepnym razem tak bardzo nie będzie mi się chciało iść biegać , okej? 🙂

    1. Zapraszam, to jest moja naczelna motywacja do jakiegokolwiek ruchu: po nim będę się czuła spoko, ale w trakcie to już nie bardzo 😉 Trzymam kciuki za renesans biegowy!!!

Dodaj komentarz