Jesteś pasztetem i bądź z tego dumna!

2


Jesteś pasztetem

Ja jestem pasztetem. Ty też jesteś. I ty też. Każda z nas może zostać pasztetem. Co więcej nawet mężczyźni mogą być pasztetami. Przecież bycie pasztetem tkwi nie w nim samym, ale w oku patrzącego, który tak określa inną osobę. Pasztety są fajne. Bywają wegetariańskie lub mięsne. Bywają smaczne lub całkiem paskudne. Są wśród nas pasztety mentalne, pasztety w głowie i według niektórych również pasztety urodowe. Oraz książkowe. I o tym będzie dzisiejszy wpis.

Pasztety, do boju!

I zlałabym to gdyby nie fakt, że strasznie mnie podjudza pewna książka. Oto dzięki Wydawnictwu Dwie Siostry ukazała się książka „Pasztety, do boju” pisarki Clémentine Beauvais, przetłumaczonej przez Bożenę Sęk. Książka została nagrodzona we Francji i nie ma co do tego wątpliwości, że na tę nagrodę na pewno zasłużyła. Oto trzy nastolatki, które łączy tylko to, że ktoś uznał je za pasztet w głosowaniu na Facebooku jadą pokazać, na co je stać. Powieść drogi w najlepszym wydaniu, bo ta wyprawa jest rowerowa i ma służyć sprawie. Nawet kilku sprawom.

Ta opowieść dla nastolatek, to jest balsam dla mojego serca. Bo chciałabym przeczytać więcej takich książek, kiedy rzeczywiście czułam się pasztetem. Niewymiarową, zawsze w długich spodniach, zawsze zlęknioną spojrzeń innych. Zawsze gotową do szyderstwa na swój własny temat zanim zrobi to ktoś inny. I nie ważne, jak wyglądam po latach, bo wciąż w głębi duszy pamiętam to, co się działo wtedy. Pamiętam szyderstwa i to, że do tego dziwnego ciała nastolatki była przyczepiona także lekko pryszczata buzia. Generalnie dramat. I pamiętam swoją nienawiść do tych pięknych modelek z gazety, tych dziewcząt cud bez śladu smutku na twarzy, które mają wszystko to, czego nigdy ja nie będę mieć. Tak wtedy myślałam. A potem miałam okazję być modelką i wiem, że to ciężka praca, a zdjęcia są piękne, ale to tylko zdjęcia i nie oddają niczyjego charakteru. I nie ma już we mnie nienawiści do kogokolwiek. No może poza seksistami.

Bycie pasztetem jest super

Jest za to głębokie zrozumienie dla autoironii, z jaką główna bohaterka Mireille Laplanche, mówi o sobie okropne rzeczy, właśnie po to, aby podkreślić, że jeśli sama się tak nazywa to bycie pasztetem jest w porządku. Że da się przejąć kontrolę nad szyderstwem innych, kiedy się przechwyci tę grę i wykorzysta ją po swojemu. Myślę, że to bardzo potrzebna książka. Potrzebna nie tylko dziewczynkom, ale także chłopcom. Wszystkim, którzy czują, że świat jest dla nich niedobry i trochę nie wiedzą, jak zareagować. Można oczywiście dać się zastraszyć, zamknąć w pokoju i nie pokazywać się prześladowcom. Ale jest także inna opcja, którą wybierają Mireille, Hakima i Astrid. Warto się dowiedzieć, jak to robią. I myśleć sobie, że bycie takim pasztetem to naprawdę super sprawa!

Jest jeszcze jedna sprawa: myślę, że ta książka tłumaczy w przystępny sposób czym jest feminizm. Porusza wszystkie ważne dla feminizmu tematy, takie jak samoakceptacja, kobieca przyjaźń, pokazuje jak media kreują nieosiągalne ideały piękności. I dużo w niej rozważań, które są bliskie wielu feministkom, zwłaszcza teraz, kiedy coraz więcej mówimy o dbaniu o siebie i o swoją urodę.

Pewnie, że w głębi ducha, w najdalszym zakamarku, bardzo bym chciała tam iść taka, jaka jestem, i żeby ludzie wołali: „Patrzcie tylko, normalnie księżniczka, nic dodać, nic ująć; to nie jej zasługa, w ogóle się nie stara, jest naturalnie piękna, a więc to piękno feministyczne!”

 

Korekta: Artur Jachacy

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET