Spódnica w stylu macho kolekcja wiosna-lato 2015

17


Wiem lepiej.

Po prostu wiem lepiej. Taka jestem, że wiem. W przeciwieństwie do wielu panów, którzy założyli spódnicę, żeby nam pomóc w walce z kulturą gwałtu, mało jest takich, którzy przynajmniej spróbowali przeczytać książkę „Paradoks macho” Katza. Dzięki ich akcji ten paradoks widać doskonale.

Przykro mi koledzy, ale to, że zakładacie spódniczki na swoje owłosione nóżki mi nie pomoże. Nie pomoże mi, bo w tej akcji przewrotnie trwa zabawa w chłopców i dziewczynki. Widać ją wyraźnie, kiedy dziewczyny domagają się prawa głosu i możliwości powiedzenia, że ta akcja im się nie podoba. Szkoda, że nikt ich nie słucha. Chłopcy za to przebierają się za dziewczynki, jakby to miałobyć wielkie halo i niewiadomo, jak odważny gest. Sorry, ja noszę spódnicę codziennie. Spodnie może raz na tydzień. To nie wymaga takiej odwagi, jakby się wydawało. No może kiedyś, kiedy sufrażystki trafiały do pierdla za spacer w spodniach.

Odwagi wymaga coś innego.

Prostest, zaprzeczenie, zareagowanie.

  1. Na głupi dowcip.
  2. Na chamski żart.
  3. Na niechciany komplement.
  4. Na uwagę o ładnej dupie.
  5. Na opowieść o tym, że ona się upiła, więc on z nią wszystko mógł zrobić i zrobił.
  6. Zjebanie kumpla, że się nie maca koleżanki.

Chciałabym, żebyście, bo jesteście fajni i podoba mi się to, co robicie uświadomili sobie jedną rzecz, że  odwagi wymaga przyznanie, że nie macie pojęcia, jak to jest być kobietą. To, że włożycie spódnicę nic w tej kwestii nie zmieni. Nie chcę mieć monopolu na moje doświadczenie bycia kobietą. Ono raz jest dobre, raz nie do końca.

Dobre jest kiedy:

  1. Czuję się ze sobą dobrze.
  2. Czuję się bezpieczna.
  3. Kiedy flirtuję z kimś, kto zna zasady flirtu.
  4. Kiedy mam oparcie w partnerze, dla którego jestem partnerką. On też je we mnie znajdzie.

Ale kiedy na imprezie ląduję z nowopoznanym jegomościem w sypialni, bo się sobie podobamy, bo coś iskrzy, bo jest fajnie, a on nagle zaczyna mnie dusić to już nie jest fajnie.

Dusi mnie i robi mi krzywdę, bo wie doskonale, jakie są zasady tej zabawy:

  1. Piliśmy alkohol. A więc to będzie moja wina.
  2. Poszłam z nim do łóżka. A więc to będzie moja wina.
  3. Przecież poszłam z nim do łóżka, a więc zgodziłam się w jego mnienamniu na wszystko. A więc to moja wina.
  4. To moja wina, bo jestem kobietą.

Nikt nigdy nie zapyta się o niego, bo on w tej zabawie nie bierze udziału. Bierze w niej udział tylko jedna osoba, która jest ofiarą. To ofiara się boi, że zrobiła coś nie tak. To ofiara dotyka szyi i się zastanawia, czy to wydarzyło się naprawdę i czy to mogło przytrafić się jej. To ofiara do końca życia będzie mieć w sobie strach, że ktoś może jej zrobić krzywdę i że to jest naprawdę bardzo proste.

Dlaczego nie zastanawiamy się nad NIM?

Kim jest ktoś, kto idzie do łóżka z zamiarem zrobienia komuś krzywdy? Kim trzeba być, żeby zacząć dusić drugą osobę, sprawiać jej ból? Produktem jakiej kultury jest człowiek, który wie, że może sobie na to pozwolić? Kultury gwałtu. Kultury, która ma w pogardzie kobiety, bo same są sobie winne. On wychodzi z tego bez szwanku, gotowy aby się wywinąć argumentem, który wszyscy przyjmą ze spokojem. Przyjmą je ze spokojem, bo to są argumenty kultury gwałtu: alkohol, spódnica, gwałt. As simple as that. A facet? Myliłby się ktoś, twierdząc, że to patologia. Student prawa, wspólny mniej więcej krąg znajomych, miły, sympatyczny. Nie miał na czole napisane „pojeb” wbrew pozorom, pewnie bym przeczytała, gdyby miał.

I teraz jeszcze Ci panowie, którzy spódnicą zapraszają do gwałtu wpisują się w ten tok rozumowania, chociaż chcą go zapewne rozbroić. Jednak argumentów używają tych samych, których ktoś może użyć przeciwko mnie. Tobie. Jej. Twojej koleżance. Każdej kobiecie, która się „niedostatecznie” pilnuje. Sama siebie w ten sposób podaje na talerzu, a to wiadomo jak działa. Kobiety są zawsze nie dość ostrożne, niezbyt uważne.  Zawsze powinny się mieć na baczność, zawsze uważać, bo jak wiadomo samochód z kluczykami w środku…

Kultura gwałtu polega na tym, że niezależnie od tego, co by się stało łatwo jest nam pogrążyć ofiarę i kompletnie zapomnieć o sprawcy.

Jechałam kiedyś samochodem do koleżanki w odwiedziny i nagle z tyłu ciężarówka zaczęła migać światłami, żebym zjechała. Zjechałam, bo myślałam, że coś się stało z samochodem. Opona, czy co tam mogło się stać. A za mną stanął tir. Z tira wyszedł kierowca, który czule rzekł łapiąc mnie za krocze „Będziesz się ze mną pieprzyć?”

To oczywiście też jest moja wina.

Nie można zjeżdżać na pobocze w ruchliwy dzień, na drodze S8. Tego też zabraniają kobietom kodeksy kobiece, bo one wszystko powinny przewidzieć. Mieć w oku radar, by wyczuć że ten kierowca tira to gnój a ten chłopak to brutal, który chce zrobić Ci krzywdę korzystając z imprezowej okazji.

Spódnica tego nie zmieni. Spódnica nie pokaże mężczyznom, że muszą szanować kobiety. Szanować to znaczy uważać, że są im równe, że to nie są zabawki stworzone dla ich przyjemności. Spódnica nie zmieni tego, że dopóki sami mężczyźni nie zaczną potępiać tego, jak inni mężczyźni traktują kobiety to będziemy się kręcić w kółko.

Ja to wiem. Wiem lepiej od Was, chociaż fajnie Was widzieć w spódnicy. Fajnie wyglądacie i macie zgrabne nogi. Ale „prawdziwym mężczyną” można być tylko wtedy, kiedy się ma odwagę sprzeciwić kolegom, kumplowi a nawet najlepszemu przyjacielowi.

 

 

 

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET