Wysokie Obcasy Extra suszą nam głowę

2


Swieżo po lekturze trylogii o Teodorze Szackim na najnowszy numer tj. marcowy „Wysokich Obcasów Extra” zareagowałam z podejrzliwością. „Ktoś mnie wkręca…”- myślę sobie. „Chcą mnie wkurzyć, to specjalnie taka akcja na Dzień Kobiet pewnie.” – powtarzałam sobie w duchu.

Przyjaciół poznaje się w żenadzie

W każdym razie czasopismo kupiłam, czyli efekt został osiągnięty. Podchodziłam do gazety, jak do jeża, bo znam się na tyle, żeby wiedzieć, jak reaguję na backlashowe teksty w czasopismach. Otóż wkurwiam się, moi mili i siadam do klawiatury. Tym razem nie dałam im satysfakcji. Przeczytałam ze spokojem, wyspałam się, poszłam pobiegać. Cały dzień zastanawiałam się jak skomentować ten artykuł, chociaż widzę, że mnie uprzedzono. Napiszę jednak swoje, bo co się ma temat zmarnować.

Wiem, że stereotypy ułatwiają życie. Chcąc nie chcąc zdarza mi się palnąć gruby tekst, którego się potem wstydzę, a który na stereotypie bazuje. Mam jednak przyjaciół od tego, żeby mnie wzmocnili w tym, coby iść i za głupotę przeprosić. Niestety mam wrażenie, że redaktorka naczelna WOE oraz jedna z dziennikarek nie mają takich fajnych przyjaciół jak ja. Otóż obie posłużyły się w swoich tekstach uprzedzeniami, a przede wszystkim zaniedbały rzecz dla mediów podstawową. Olały poszukiwanie faktów. Dlatego nie dziwię się, że autorki listu do WOE opublikowanego na Codzienniku Feministycznym krew zalała. Wypunktowały pięknie i nadzwyczaj spokojnie, gdzie się autorka tekstu myli. Chwała im za to, bo tylko twarde fakty w zderzeniu z rozmytą treścią pokazują, kto ma rację.

Niewidoczna praca kobiet – sektor feministyczny

O tyle przykro mi się zrobiło w trakcie lektury, że kiedy pierwszy raz poszłam na Dolnośląski Kongres Kobiet to wchłonęła mnie atmosfera tego, że jesteśmy tutaj, aby coś razem zrobić. Tam były te zwykłe-niezwykłe kobiety, o które tak bardzo troszczą się WOE. Wiem, że cały zarząd Dolnośląskiego Stowarzyszenia Kongresu Kobiet to jednostki niezwykłe. Obdarzone energią, niezgodą na zastaną rzeczywistość, poczuciem humoru i przekonaniem, że nawet jak się nie zgadzamy ze sobą, to działamy razem. Gdyby dziennikarka WOE pofatygowała się gdzieś w jakieś miejsce, gdzie naprawdę spotykają się feministki, czy to w Wielkopolsce czy w Małopolsce, we Wrocławiu lub w Wałbrzychu albo we Warszawie to zobaczyłaby te właśnie zwykłe-niezwykłe kobiety, którym się chce. Przykro mi się zrobiło, bo po raz kolejny nie docenia się pracy wielu kobiet działających na rzecz zmiany. Tych, które udzielają porad prawnych, zajmujących się edukacją, a czasem po prostu rozmawiających ze swoją rodziną na trudne tematy. Zabolało mnie, że to jest kolejny sektor niewidocznej pracy kobiet. Niewidocznej pracy mężczyzn, którzy współpracują przy różnych projektach także. Czy obie panie z WOE mają świadomość, że gdyby nie organizacje feministyczne to ofiary przemocy miałyby jeszcze trudniejszy dostęp do pomocy? Natomiast mówienie o tym, że antykoncepcja przecież jest dostępna, to jest dopiero oddalenie się od zwykłej kobiety…

Jajko czy kura?

Nie ma feministek w mediach. Nie wykorzystują mediów, po to aby mówić o poważnych tematach. To w końcu jak jest? Kiedy zdarza mi się oglądać np. Annę Dryjańską, która wypowiada się w TVN czy TVN24 to zawsze się zastanawiam, kogo jej teraz dobiorą do ringu. O merytoryce można zapomnieć. Jakich by nie przyniosła ze sobą raportów czy analiz, jak bardzo nie mówiła by na temat, to jej sparing partner i tak ją przekrzyczy. A prowadzący lub prowadząca podżega do walki. Natomiast duch Kazi Szczuki, który unosi się cały czas w powietrzu ze słynnym pocałunkiem w tle… cóż rzec. Ostatnio trafił mi się na blogu komentator, który twierdzi, że całowanie kobiet po rękach to odbiera mu godność. Mnie jednak bardziej uderzyło we wstępniaku WOE, że Szczuka obraziła się, że ktoś potraktował ją jak kobietę. Mam smutną refleksję, nie wiem, czy w Polsce traktowanie kogoś jak kobiety to zaszczyt czy bardziej smutna zniewaga, patrząc na wszystkie kwestie związane z byciem kobietą, z którymi te leniwe feministki się zmagają.

Co do Katarzyny Bratkowskiej i jej wypowiedzi sławetnej. Ona akurat wykorzystała media bardzo umiejętnie. Powiem szczerze, że jak się jest pod ścianą w niechcianej ciąży to jednak ma się głęboko w dupie czy to Jom Kipur, Wigilia, Wielkanoc czy początek Ramadanu. Czas się wtedy troszeczkę inaczej liczy. Nie interesuje mnie stan bycia lub nie bycia w ciąży Bratkowskiej, zwróciła uwagę na problem.

Wrócę do pytania: czy to media chcą rozmawiać o antykoncepcji postkoitalnej, aborcji oraz o całowaniu w rękę? Czy rzeczywiście feministki nie proponują innych tematów? Proponują, ale one nie są sexy. Nikt się nie wkurwi na sprawców przemocy, ale na taką co to planuje usunąć dziecko niepoczęte lub je usunęła, to jest dopiero okazja do pokazania chrześcijańskiego miłosierdzia!

Podsumowanie, w którym się wymądrzam

Podsumowując chciałabym rzec, że to nie jest tak, że feministki nic nie robią i wskazały to bardzo konkretnie autorki listu. Feminizmowi i feministkom należy się krytyka. Sama czasem gadam z moimi koleżankami o tym, że zbyt akademickie są niektóre problemy. Mamy jednak uczciwe podejście, że są rzeczy ok i te, które trzeba poprawić. Nie podnieca mnie walka zarośniętą pachą, ale rozumiem, że ta pacha owłosiona to punkt wyjścia a nie dojścia dla pewnej dyskusji. Inna sprawa, że to raczej media niechętnie mówią o tym, co robi taka Feminoteka na co dzień, bo zwyczajnie nie jest to interesujący temat. Natomiast już prychanie autorki tekstu z WOE, że się organizuje konferencje naukowe to bełkot. Media lubią sensację oraz zadawanie pytań z tezą. Aktorka doznająca przemocy domowej to sexy temat, ale już pani Krysia z Wałbrzycha to nie bardzo. Dlatego trudno mi zrozumieć zarzut autorki artykułu o to, że nikt o tym nie wie i nie słyszał. Zapytałabym się na jej miejscu: a kto ma o tym społeczeństwu powiedzieć?

Inna rzecz, że ja całkiem serio biorę pod uwagę to, że ktoś może feministek nie lubić. Kumpluję się z tak różnymi ludźmi, że nawet na szowninistę-mizogina można trafić na mojej imprezie urodzinowej. Znam argumenty ludzi, którzy twierdzą, że feminizm jest w błędzie. Zawsze jestem otwarta na dyskusję. Męczy mnie ona tylko w jednym momencie: kiedy ja jestem perfekcyjnie przygotowana, a druga strona pragnie się wyedukować i jeszcze zbić moje argumenty. Wtedy mi się odechciewa. Można się tylu rzeczy dowiedzieć samemu, a potem pogadać, jak już się wie o czym się gada.

Pominę taktowanie stawianie profesora Mikołejki w roli autorytetu od feminizmu. W tym kraju pszenno-buraczanym utarło się, że jak profesor to mądry. Jak aktor to natchniony i wieszcz. Jak ma okulary znaczy się intelektualista. Trudno to inaczej skomentować, jak waląc banałem: bywa, że pozory mylą.

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET