Zgwałcona po raz czwarty

21


Założę się, że spotkanie redakcyjne „Newsweek Polska” dotyczące tego numeru wyglądało tak. Temat okładkowy, napiszmy „Zgwałcona trzykrotnie” i będzie żarło, ale halo, halo kto zrobi z nią wywiad? Z tą od Lasu Kabackiego? Co biegała?

– Zosia/Małgosia/Wiesiek znacie się na gwałcie może? Ktoś coś czytał?

– Eee, nie… ale to biegaczka jest. Niech ten od biegania z nią pogada, w końcu mają wspólne tematy.

Wojtek, weź z nią pogadaj. Na pewno się jakoś dogadacie.

Wojciech Staszewski, skądinąd znany biegacz, bieganie propagujący i do biegania namawiający postanowił zrobić wywiad. Wynotował sobie na karteczce pytania i je zadał.

Efekt, przynajmniej, jak dla mnie jest porażający. Ponieważ ostatnio doszły mnie słuchy, że znajomi mają mnie za radykalną feministkę (cokolwiek to znaczy) oraz, że uważają, iż udziela mi się lekka ideowa szajba, to postanowiłam gazetę, jako dowód rzeczowy pokazać znajomym i zapytać – czy ja jestem coś nie teges, czy to ewidentnie coś nie teges jest z pytaniami w tym wywiadzie. Odpowiedzi obroniły się same, zresztą niezwykle cenny jest to materiał, dla tych, którzy pewnych rzeczy o gwałcie (być może) jeszcze nie wiedzą, a po taki tekst pewnie nie sięgną, za to sobie wywiad ze zgwałconą (smakowity kąsek) przeczytają.

No to lecimy z pytaniami i z fragmentami odpowiedzi. Sorry, ale to mój blog i ja się tutaj zajmuję właśnie takimi rzeczami, pewnie dlatego ranking Piecyka mi nie grozi.

Witajcie w Bucolandii.

Dziennikarz pyta się o tamten dzień:

„(…)Pobiegłam trochę krócej niż zwykle, bo wiedziałam, że do zachodu słońca nie ma dużo czasu, a nie lubię biegać po ciemku bez lampki na głowie, bo się potykam na ścieżce.’

– Tylko z tego powodu? {Według mnie w tym pytaniu zawarta jest insynuacja, że przecież w lasach czai się co najmniej jeden gwałciciel za każdym drzewem. Ciekawe, czy kiedy biegacze płci męskiej biegają po lasach, to ci gwałciciele i zbrodniarze mają przerwę na lunch. Czyhają tylko na nierozsądne, biegające po lasach biegaczki.}

„Tak. Uważam, że w lesie zagęszczenie złych ludzi na metr kwadratowy jest nieduże.(…) Nie byłam pewnie zaplanowaną ofiarą, bo nie biegałam regularnie stałymi trasami. Uderzył mnie w głowę.”

– Od tyłu? {A jakie ma to znaczenie w świetle tego, co się stało? Czy uderzył z przodu czy z tyłu?}

„Tak, nie widziałam go. Nie mogłam nic zrobić, nawet gdybym miała gaz pieprzowy, nic by to nie pomogło. Nie mam do siebie dużych pretensji, że się nie obroniłam. Nawet jestem z siebie dumna, że nic mi się poważnego nie stało.”

– Jak to?! {Teatralna niedowierzanie, że ofiara gwałtu ma dobre samopoczucie wynikające z faktu, że w sytuacji zagrożenia życia, jaką jest gwałt przeżyła, że nie stało się jej coś co na trwałe uszkodziłoby nie tylko jej „duszę” ale i ciało. On się dziwi, bo ona jest z siebie dumna. Przecież nie powinna, w końcu została zgwałcona, powinna być ofiarą. Ale wymyka się temu i nie daje się wpakować w schemat bycia zastraszoną. I co tu teraz robić?}

„Przeżyłam. On miał pistolet, w aktach zostało to określone jako „przedmiot przypominający broń”.(…) A kiedy było już po wszystkim, broń nadal była we mnie wycelowana, ale miałam ten cień szansy – zerwałam się i nagle uciekłam.”

Ale ona ma zajebistego powera, żeby się obronić, po raz kolejny zareagować. Po raz kolejny – dlatego że każda kobieta, która przeżyła gwałt, to jest kobieta, która się obroniła. Dlatego że gwałt jest sytuacją, w której odczuwa się zagrożenie życia. Jeżeli to przeżyłaś, to znaczy, że poradziłaś sobie.

– Nie było szansy od razu uciec? {Noooo, pewnie była, ale taka idiotka z niej, że nie skorzystała i postanowiła, że jednak pozwoli się zgwałcić. Kolega stwierdził, że to było pytanie techniczne z cyklu „jak to się stało, że skoro pani biega, to pani nie uciekła?”, ja się nie zgadzam, uważam, że to pytanie z jądra kultury gwałtu, która każe nam podważać, sprawdzać i cały czas czekać na potknięcia kogoś, kto stał się ofiarą przestępstwa, bo może się jeszcze okazać, że kłamie i że krzywdzi mężczyzn.}

– Pani zawsze taka spokojna? {Spokojna kobieta, która została zgwałcona i być może przepracowała część traumy i nie histeryzuje nie mieści się w świecie pana redaktora. On się dziwi. Taka spokojna. A jaka miałaby być podczas rozmowy z nim? Jaką on rzuca na nią projekcję?}

„Nie, wyłącznie w sytuacjach stresowych. (…) Ale nie chciałabym, żeby ktokolwiek w takiej sytuacji zastanawiał się czy iść na policję. Bo to zrobić trzeba, to jedyne wyjście. Sprawca sam się nie złapie. Tylko trzeba pamiętać o swoich prawach i nie bać się prosić o pomoc np. organizacji pomagających ofiarom przemocy.”

– świat zrobił się dla Pani niebezpieczny. {Dla redaktora świat jest bezpieczny i tyle, dla niej już nie.}

„Przynajmniej póki on jest na wolności.”

– Jak nie on, to w Polsce jest co najmniej kilkuset takich gwałcicieli. {Być może pan redaktor ich zna i mógłby donieść na nich na policję? Skoro wie, że kilkuset a nie kilku? I czemu do diaska siedzą po lasach, skoro po raz kolejny specjalistki i specjaliści od przemocy domowej mówią, że to mit, bo fakty są takie, że gwałcą znajomi ofiary lub jej bliscy? Czego redaktor nie przeczytał przed tym wywiadem? Co mu podesłać, jak myślicie?}

„Może. Ale i tak nie uznam Lasu Kabackiego za wyjątkowo niebezpieczne miejsce. Uważam, że są miejsca dużo bardziej niebezpieczne, choćby klatki schodowe. A poza tym twierdzenie, że kobiety powinny biegać tylko w parach, to dyskryminacja. Nikt nie mówi, że kobieta nie może iść sama po zakupy.”

Powielający ten stereotyp ludzie chcą chronić swoje poczucie bezpieczeństwa, przekonanie o sprawiedliwym świecie, gdzie dobrym ludziom nie dzieją się złe rzeczy. Myślą: niemożliwe, żeby to było tak, jak ona mówi. Skoro nie zrobiła nic złego, to albo zmyśla, coś jej się przywidziało, albo jednak zawiniła. Tę logikę pokazują dobrze komentarze pod informacjami o ostatnio nagłośnionej sprawie gwałtu w lesie kabackim: „Dlaczego ona w ogóle biegała w lesie?” A niby gdzie miała biegać? W kuchni?

– Nie chce pani biegać z mężem?

„On jest po chorobie, która mu to teraz uniemożliwia.”

– Nie uważa, że miejsce żony jest w domu? {?!?! Ja mam pytanie do redaktora – a gdzie jest pana miejsce? Serio pytam. Na pewno nie w tym wywiadzie.}

„Myślałam, że dziś ludzie w ogóle tak nie myślą. W sporcie czuję się stuprocentowo równouprawniona, poza kupowaniem ciuchów sportowych, które muszą być albo różowe, albo błękitne.”

(UWAGA MÓJE ULUBIONE!)

– Czy jest w pani bieganiu coś feministycznego? {Feministyczne bieganie, a to ciekawostka, czyli jak? Jak się feministycznie biega, jak może być w bieganiu wyrażany feminizm? Nie wiem, powiedzcie mi proszę.}

„Nie do końca wiem, co to feminizm, dopiero się go uczę. Jestem w partnerskim związku, jest pełne równouprawnienie, jest super. (…) Do napaści, a może nawet dłużej – do przeczytania komentarzy w internecie, do dziwnych zachowań policji i wypowiedzi burmistrza – dobrze i bezpiecznie czułam się jako kobieta. To się zmieniło dopiero wtedy, kiedy zetknęłam się z szowinizmem, zobaczyłam, że są inn
i mężczyźni, niż ci, których znam. Już wiem, że są tacy, którzy uważają, że kobietę można zgwałcić. Bo jest seksownie ubrana lub biega po lesie w legginsach. Jak przeczytałam pierwsze komentarze w internecie, to byłam w szoku. Byłam obrażana, porównywana do prostytutki. Pisano, że kobiety generalnie lubią gwałty i dążą do nich. Bardzo dużo było o mojej głupocie, przecież Las Kabacki to mordownia i nich nie powinien tam wchodzić, zwłaszcza kobiety. że dobrze mi tak, bo ja naiwna idiotka, będę wiedziała, jak wygląda świat i że kobiety nie powinny biegać po lesie. (…)”

– Komentarze zabolały bardziej niż gwałt?

„Wtedy rzeczywiście zobaczyłam, że świat wygląda inaczej niż myślałam. Bo fakt, że spotkałam na swojej drodze zdegenerowaną jednostkę, która miała chory plan i go zrealizowała – to się mieści w moim świecie. Ale to, że jest tyle osób, które mają takie poglądy?! (…)”

Specyfiką mediów jest to, że nagłaśniają po pierwsze przypadki bardziej drastyczne, po drugie takie, które zgadzają się z powszechnym wyobrażeniem – że gwałt jest popełniany w ciemnej uliczce przez nieznanego sprawcę. W tym konkretnym przypadku nagłośnienie może pomóc ująć sprawcę, ale chciałabym widzieć w mediach nie tylko takie doniesienia, ale też rzetelne analizy sięgające do przyczyny problemu, czyli na przykład braku równościowej edukacji. Codzienność przemocy seksualnej to gwałty popełniane przez kogoś, kogo kobieta zna, przez męża, kolegę z pracy, chłopaka na randce. To nie są tematy atrakcyjne dla mediów – więc o nich się nie pisze. Poza tym one też, z oczywistych powodów, są o wiele rzadziej zgłaszane policji.

– Nie ma pani obaw przed zagadywaniem do obcych facetów na ścieżce?

A dlaczego? Normalni mężczyźni są ostatnio bardzo obrażani w mediach przez samozwańcze autorytety w kwestii moralności i zdrowia seksualnego. Jak arcybiskup może mówić o dzieciach, które wciągają w pedofilię biednych dorosłych? jak białostocki seksuolog i, o zgrozo, biegły sądowy może twierdzić, że mężczyźnie ciężko się domyślić, kiedy kobieta chce, a kiedy nie chce seksu, bo mężczyzna jest zawsze nastawiony na seks? I jeśli kobieta nie chce współżyć, to nie powinna się spotykać z mężczyznami? Dla tych panów jasne jest, że mężczyźni nie są w stanie zapanować nad pożądaniem. A kobiety i dzieci powinny się do tego dostosować, a nie głupio dziwić, że doszło do czegoś wbrew ich woli. Moich kolegów to wkurza! To przecież dotyczy zaburzonych jednostek, a nie normalnych ludzi. (…)”

Uważam, że świetnie sobie poradziła z tymi pytaniami i powiedziała kilka rzeczy, które ja czy Ty uznajemy za oczywistości, ale pewnie nie każdy tak sądzi. Rozsądnie i spokojnie opowiedziała o tym, co ja spotkała – nie tylko o napaści ale również o napaści internautów. Brawo, gratuluję i naprawdę cieszę się, że nie stała się ofiarą, tak jak tego oczekiwano. W tym wywiadzie uderzył mnie przede wszystkim brak empatii, lekka insynuacja, że coś tam ta baba na pewno kręci i brak najzwyklejszej w świecie chęci zrozumienia, tego, co ją spotkało.

Biegacze lubią myśleć o sobie, jako o wspólnocie, ale tutaj tego nie widać. Nie wystarczy dobrze biegać, by znaleźć nić porozumienie z biegaczką po traumie. Może trzeba było wytypować kogoś, kto nie biega, ma za to duże zapasy empatii. Bo inaczej swoją krecią robotą utrwala te same stereotypy, które chce obalić jego rozmówczyni.

Źle to wyszło, oj źle. I ta okładka lekko dramatyczna, płacz, rozmazany tusz, zamazana twarz. To sprawia, że tak łatwo nam myśleć o problemie przemocy jako o czymś, co dalecy źli ludzie robią innym dalekim ludziom. Nie widzimy tego w klepnięciu w pośladek, które sobie nie życzę, w gwizdaniu na ulicy na kobietę, w komplementowaniu tyłka koleżanki, zamiast powiedzeniu czegoś o niej samej i jej pracy. To są małe trybiki systemu, który prowadzi do gwałtu. A gwałt to nie tylko seks, to przede wszystkim władza i dominacja sprawcy nad jego ofiarą.

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET