5 mitów o feministach

7


Dzisiejszy wpis to luźne nawiązanie do Feministycznego Alfabetu. Cofamy się do literki F. Będzie o feministach.

Chciałabym obalić 5 mitów o feministach, które pojawiają się od czasu do czasu nie tylko w ciemnej otchłani internetów ale także w codziennych rozmowach. Warto mieć przy sobie odpowiednie argumenty, w które postaram się Was wyposażyć. Zachęcam do dodawania swoich mitów i ich obalania w komentarzach. Zróbmy kompendium wiedzy o feministach, na pewno będą nam wdzięczni.

Najpierw intro.

1. Feminista to nie mięczak.

Trzeba być bardzo odważnym, świadomym siebie oraz otaczającego nas świata by określać się feministą w Polsce. Feminista to wojownik, który ma za przeciwników bardzo dużą część swego męskiego plemienia. Uważam, że o ile feministki znajdują chociaż trochę uznania w oczach pozostałych kobiet, to mężczyźni, mówiący otwarcie o nierównościach dotykających zarówno kobiet i mężczyzn, tego uznania wcale nie dostają. Zmieńmy to i pokażmy im, że ich wspieramy. Dla mnie osobiście, feminista to niezwykle odważny mężczyzna, który ma siłę by wyrażać własne zdanie.

2. Feminista to nie pantoflarz.

Krążą po świecie opinie, iż feminista to po prostu pantoflarz. Zdominowany przez silną partnerkę, która nim w zależności od humoru zarządza lub pomiata. Cóż, są to opinie nieprawdziwe. Feminista będzie chciał partnerskiego związku, opartego na szacunku. Skoro popiera równouprawnienie płci to będzie dążył do tego, aby w związku obowiązki, prawa, przyjemności oraz kwestie do załatwienia rozkładały się po równo. Nie znaczy to wcale, że trzeba będzie wszystko podzielić na pół albo ustalić sztywny grafik podziału obowiązków. To raczej kwestia predyspozycji osobowościowych, dogadania się i chęci. Nikt nie lubi sprzątania (oprócz mnie), wieszania prania i mycia samochodu, ale można to jakoś ogarnąć tak aby żadna ze stron nie czuła, że robi o wiele więcej niż druga. Znam takie pary. Mają się całkiem dobrze i nie ma mowy o żadnym pantoflarstwie. Acha. Dla porządku znam także jednego pantoflarza, który czuje się w związku z tym absolutnie wspaniale i bardzo kochał swoją dominującą partnerkę.

3. Feminista to niekoniecznie gej.

Jakoś tak przyciągają się do siebie sprawy związne z homoseksualizmem i feminizmem. Większość gejów, których mam przyjemność znać to feminiści. Uważają, że jest to tak oczywiste, że nie za bardzo jest o czym gadać. Wydaje mi się, że to kwestia związana z faktem, że trudno jest im żyć w patriarchalnym społeczeństwie także mają dużo zrozumienia dla kobiet, bo one podlegają takim samym regułom gry w świecie samców alfa. Również są zagrożone przemocą, tak jak geje, zarówno tą fizyczną jak i symboliczną. Są wśród nas także feminiści heterycy więc i ten mit wrzucamy do kosza z brudną bielizną.

4. Feminista jest niemęski.

Kiedyś męskie były obcasy, teraz są kobiece. Jak powszechnie wiadomo definicja męskości i kobiecości zmienia się w czasie. Obecnie mężczyźni stoją przed nie lada wyzwaniem, bo mają być męscy, tylko nikt tak do końca nie wie na czym to polega. Redefiniujemy męskość, co widać chociażby po najświeższych reklamach z Super Bowl. Męskość to odpowiedzialność, troska i opieka. Męskość polega na tym, aby być przy najbliższych nawet kosztem swoich sukcesów zawodowych. Jeśli ktoś albo ktosia oczekuje od mężczyzny bycia męskim w stylu paleolitu to rzeczywiście może być jemu lub jej nie podrodze z feministą. Nie będzie on stosował przemocy i przysłowiowego targania za włosy, żeby zdobyć partnerkę za to zapyta czy ma ochotę na seks. I nie straci przy tym nic ze swej męskości.

5. Feminista ma kobiece cechy.

Rzeczywiście. Może mieć. Pytanie, jak sobie zdefiniujemy jakie cechy są kobiece a jakie męskie? Czy empatia, troska oraz opiekuńczość to cechy kobiece? A co z szybkością podejmowania decyzji, odwagą, byciem przywódcą/przywódczynią? To jak postrzegamy świat, a w nim role mężczyzn oraz kobiet bardzo mocno zależy od tego, czy sami wierzymy w niezbywalny podział ról na żeńskie i męskie. Jeśli twierdzimy, że kobiety to histeryczki wtedy uznamy, że mężczyzna, który okazuje uczucia i płacze jest niemęski. Czasami jednak możemy wziąć pod uwagę, że wszyscy mamy uczucia a sposób ich rozładowywania nie powinien nikogo interesować. Myślę, że dobrze by było aby część deklarujących „życie bez łez” czasem sobie po prostu popłakała. To bardzo pomaga. Dokładnie tak samo jest ze śmiechem.

Na koniec bonus, czyli wypowiedź jednego z czytelników mojego bloga Darka. Oddaję mu głos w kwestii feminizmu i gender. Posłuchajcie.

FEMINIZM

— Musisz iść koniecznie na ten film, rewelacja! — tak mówili wszyscy. Poszedłem. Chciałem wyjść w połowie seansu, bo „Seksmisja” wydała mi się opowiastką dla troglodytów, a rycząca ze śmiechu sala przerażała mnie. Intuicyjnie czułem, bo przecież miałem jakieś 19 lat i mało doświadczeń, że coś tu niemiłosiernie zgrzyta. Teraz wiem i widzę więcej.

Gdzie dostrzegam instytucjonalną nierówność pomiędzy kobietą i mężczyzną? W prawodawstwie, mediach i szkole. Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży to skandal i średniowiecze. Jestem po prostu zdumiony tym, że można traktować kobiety tak instrumentalnie, jak jakieś bezwolne inkubatory! Nie rozumiem upodleń, jakie kobiety muszą przechodzić w związku ze swoją fizyczną płciowością, np. całego tego obecnego cyrku z antykoncepcją postkoitalną. Nie lepiej jest z przemocą, molestowaniem seksualnym i gwałtami — istnieje szerokie społeczne przyzwolenie na pobłażliwe traktowanie tych tematów.

Głównym hamulcowym jakiegokolwiek postępu w Polsce jest Kościół katolicki i lękający się (klękający przed nim) politycy. Religia w szkole, przy braku elementarnej choćby edukacji seksualnej (partnerskiej, miłosnej — pal licho, jak to nazwiemy!) czyni spustoszenie w umysłach młodych ludzi. Konserwatywne do szpiku kości media dopełniają całości tej patriarchalno-kruchcianej struktury, trwale ją patynując i powielając tradycyjne stereotypy.

GENDER

Wychowało mnie małomiasteczkowe podwórko, socjalistyczna szkoła podstawowa i książki. Nie pamiętam, żebym w tych miejscach zetknął się z jakimikolwiek uprzedzeniem, wynikającym z płci. Płeć nie odgrywała też żadnej roli w naszych zabawach — bawił się, kto chciał i jak chciał. W ogóle sobie teraz myślę, że dziecko jest wolne od wszelakich stereotypów i uprzedzeń, jeśli tylko mu tego nie wdrukujemy trwale do umysłu.

Ojciec zmuszał mnie do prac w warsztacie, garażu czy ogródku, choć pociągało mnie zupełnie co innego — moda kobieca, fryzjerstwo i stylizacje. Fascynował mnie świat, nielicznych wtedy, przemycanych z Zachodu magazynów mody, piękne zdjęcia, modelki. Oczywiście zostało to wyszydzone i wyśmiane jako „niemęskie”, odpokutowałem swoje czyszcząc i sortując jakieś żelastwa 🙂

Zrobiłem sobie kiedyś popularny test na „płeć mózgu”. Wyszło na to, że jestem, ja — heteroseksualny mężczyzna, w 70% kobietą 🙂 Dychotomia „żeński – męski” w odniesieniu do zachowań, upodobań i funkcjonowania społecznego wydaje mi się kompletną bzdurą i szkodliwym uproszczeniem. Staram się to zwalczać, kiedy tylko mogę, choć spotyka się to zazwyczaj z pogardliwymi komentarzami. Nic to!

 

 

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET