Kwaśne jabłko z polskiego domu, czyli recenzja komiksu

0
Na obrazku znajduje się kobieta, która ma widoczne znaki pobicia twarzy i zakrywa je mocno kryjącym podkładem.

Komiksowa przemoc domowa

Ostatnio w moje ręce wpadł komiks „Kwaśne jabłko” Joanny Karpowicz i Jerzego Szyłaka, co nie zdarza się nazbyt często. Od czasów Thorgala i Szninkla raczej nie miałam komiksu w rękach. Zabawne jest to, że mój pierwszy blog wziął swoją nazwę od postaci z komiksu Rosińskiego i Van-Hamme’a, a tą postacią była Gwel. Cóż to były za czasy!

Kwaśne jabłko

W każdym razie na moją prośbę wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy przesłało mi egzemplarz do recenzji. Niezbyt dobrze znam rynek polskiego komiksu, ale zaryzykuję tezę, iż jest to pierwszy komiks mówiący wprost o przemocy ze względu na płeć.

Bohaterką jest młoda kobieta, jeszcze bezdzietna, która staje się ofiarą przemocy domowej. Przykładny i kochający mąż okazuje się katem, dla którego władza nad ofiarą staje się coraz bardziej upajająca. Kolejne strony komiksu zajmuje narastająca agresja przeplatana miesiącami miodowymi, kiedy to pojawiają się przeprosiny, a wraz z nimi kwiaty i czekoladki. Momentem, w którym fabuła nabiera tempa, jest fantazja katowanej kobiety o zemście. Niestety, pozostaje ona fantazją. Autor scenariusza silnie podkreśla religijność kobiety, która w dziękczynnych modlitwach cieszy się z dobrego męża. Na koniec jednak modli się o to, by płód, który nosi, jak to lubią mawiać katoliccy konserwatyści, „pod serduszkiem”, był chłopcem, a nie kobietą.

I właściwie to nie wiem, czego mogłabym się uczepić, bo ilustracje są odważne, czasami wręcz brutalne. Scenariusz pokazuje, dlaczego, tak trudno rozstać się ze sprawcą przemocy, a jednak mam pewien niedosyt. Po pierwsze, brak informacji o tym, gdzie ofiary przemocy ze względu na płeć mogą szukać pomocy, oraz adresów instytucji takich jak Fundacja Feminoteka, Centrum Praw Kobiet czy BABA.

Estetyzacja przemocy

Druga rzecz, która mnie zaniepokoiła, to estetyzm. Ta przemoc jest… ładna, a czasem nawet lekko erotyczna w scenach łóżkowych. Jest pewnym wyobrażeniem o tym, jak wygląda przemoc, bo każda osoba, która się zetknęła z instytucjami pomagającymi osobom dotkniętym przemocą lub sama pracowała z takimi osobami, wie, że tam nie ma nic ładnego. I że żadne okulary nie pomogą, nawet te najładniejsze. Jest w każdym razie dla mnie coś niepokojąco „ładnego” w tym komiksie. Gdyby jednak iść dalej, to czy da się inaczej opowiadać o tym problemie, aby trafić do szerszego grona odbiorców?

Bogini Saraswati - jedna z trzech najważniejszych bogiń hinduizmu, patronka wiedzy, sztuk pięknych i mądrości. Na obrazku ma podbite oko i ślady zadrapań na twarzy.

Czytając Kwaśne jabłko, miałam skojarzenia z indyjską kampanią Save the Children informującą o przemocy wobec kobiet, o której zapewne już wspomniałam. Ostatni projekt, Save our Sisters – Abussed Godness, czyli Molestowana Bogini, koncentruje się na przeciwdziałaniu przemocy ze względu na płeć oraz handlowi ludźmi: zarówno dziećmi, jak i młodymi kobietami. Również podczas szukania materiałów na jej temat natknęłam się na zarzut, że ona upiększa i nazbyt estetyzuje osoby doświadczające tego problemu. Odrealnia je i sprawia, że są dla nas jakąś estetyczną metaforą, a nie żywym człowiekiem, który naprawdę cierpi w zdecydowanie mniej godny i wysmakowany sposób. Kampania miała świetne zasięgi, stała się viralem na całym świecie i przyciągnęła mnóstwo uwagi mimo krytycznych głosów.

Na obrazku znajduje się kobieta, która utożsamia indyjską boginię Lakszmi z śladami pobicia na twarzy. Po policzku spływa jej łza.

Nie wiem, czy ta estetyzująca tendencja to właściwy kierunek, ale jeśli nasza popkultura i wydawcy komiksów doszli do wniosku, że można to wydać, chociaż jak twierdzi autor scenariusza, przez wiele lat nikt nie był zainteresowany, to znaczy, że świadomość na temat problemu drgnęła. I tutaj w Kwaśnym jabłku zupa jest za słona, ale podaje ją piękna i zgrabna kobieta, a nie zmęczona życiem w ciągłym strachu ofiara. Jeśli dzięki temu do kogoś dotrze informacja o tym, dlaczego trudno jest rozstać się ze sprawcą i co to jest ten „miesiąc miodowy”, to może warto upiększać tę okropną rzeczywistość? Nie wiem tego, ale czasem myślę: „whatever works”.

 

 

 

Korekta: Artur Jachacy.

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET