Szpilki i krew

, , , , ,

Jakiś czas temu świat obiegła wiadomość, że zatrudniona przez agencję pracy kobieta została odesłana do domu z biura znanej na całym świecie korporacji, gdyż nie stawiła się do pracy w butach na obcasie. Miała pełnić rolę asystentki i recepcjonistki, a jak się okazało, brak szpilek uniemożliwiał jej wykonywanie tych obowiązków. Mniej więcej w tym samym czasie pojawiło się zdjęcie zakrwawionych stóp kelnerki, której pracodawca każe nosić w pracy szpilki, mimo że buty są niewygodne i ranią jej stopy aż do krwi. Kelnerzy mogą chodzić na płaskich butach i taki strój jest akceptowany.

Powiedzmy sobie prawdę: buty na obcasie są niewygodne. Są niewygodne jak jasna cholera, a im wyższe, tym bardziej cierpi osoba, która je nosi. Mimo że, historycznie rzecz ujmując, obie płcie ganiały kiedyś po świecie w koturnach, to jednak jakoś tak się stało, że wysokie obcasy ostały się na nogach pań.

Obuwnicze cierpienia i przyjemności

A wysokie obcasy to przedmiot zarówno miłości, jak i nienawiści. Miałyśmy całkiem niedawno okazję z Nat zwiedzać wystawę Shoes: Pleasure & Pain w Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie. Przejmująca to była wystawa, bo od czasu do czasu na widok tych przepięknych narzędzi tortur przeszywał mnie dreszcz pożądania. Christian Louboutin miał kiedyś powiedzieć, że nie chciałby projektować butów, o których ktoś pomyśli, że są wygodne. I tym samym my wszystkie dałyśmy się zapędzić w kozi róg. Historia kobiecego obuwia to historia cierpienia. Nigdy nie chodziło o wygodę, bo zawsze na pierwszym miejscu było pożądanie: czy to malutkie stopy, które owijano bandażem, aby właścicielka stópki mogła nosić maleńki bucik, czy to wysokie sznurowane koturny, które mają przypominać klimaty BDSM i sugerować, że nosząca je kobieta z chęcią użyje bacika. I nie ucieknie, chyba że połamie nogi. Słynne koturny Vivienne Westwood, które pokonały supergwiazdę modelingu Naomi Campbell. Przyjrzyjcie się zdjęciom, bo nie wygląda na nich na szczęśliwą. Zresztą nie tylko ona, bo takich historii było o wiele więcej, a rekord to trzy różne panie, które przewróciły się w trakcie jednego pokazu. Dlatego obcasy należy nosić z godnością oraz ostrożnością.

Upadłe modelki

Ale z drugiej strony…

Bo czyż nie kochamy wyglądać szczuplej, wyżej i seksowniej? No jasne, że kochamy. Każdy z nas, nawet największy abnegat oraz abnegatka mody, woli być zadowolny_a ze swojego wyglądu. Wszystkie_cy jesteśmy próżni, przeglądamy się w mijanych witrynach i poświęcamy mnóstwo czasu na pielęgnację swojego ciała. Zapewne zaraz odezwą się przeciwnicy tej tezy, którzy tylko przypiekani gorącymi węgielkami wyznają, że jednak patrzą i się wpatrują, wzdychają i zastanawiają się nad tym, jakby tu wyglądać trochę lepiej. Szpilka, obcasik, obcas to takie diabelstwo, które jest bardzo skuteczne w tym całym procesie kokieterii. Cóż z tego, że koturny, chociaż stabilniejsze, i tak nie dorównają wygodzie płaskich butów. Wiele razy kostka mi się wykręciła w prawo lub w lewo przez bucik na koturnie. Ale się nosi. Nosi się, bo wygląda się szczuplej, co jest dość dużym atutem, jeśli nie posiadamy nóg Anji Rubik. Mimo że kocham buty, to jednak najwygodniej mi bez nich lub w niezbyt seksownych, ale za to zdecydowanie bardzo wygodnych klapkach ortopedycznych typu Birkenstock.

But pracowniczy 

Co jednak w wypadku, kiedy nie jest to nasz wybór? Kiedy pracodawca lub pracodawczyni narzuca nam, co mamy nosić? Przyznam, że nigdy nie mogłam pojąć, dlaczego to stewardessy muszą obsługiwać nawet najdłuższe loty w butach na obcasie. Przecież od tego nie zależy jakość ich obsługi. To samo z kelnerkami czy recepcjonistkami, bo tam się najczęściej spotyka obcasy, które wcale pracy nie ułatwiają. Ja wiem oczywiście, że jest to kwestia tego, iż przyjemność jest dla tego, kto patrzy, bo biodra się kołyszą, łydka jest napięta i dziewczyna spięta, ale mimo wszystko ma to mało wspólnego z komfortem. Obcas jest dla patrzących, a raczej dla patrzącego. Warto zauważyć, że jakiś czas temu pojawił się jeszcze inny głos dotyczący damskiego obuwia
i był to męski głos krytyczny, który przestrzegał kobiety przed noszeniem balerinek, gdyż wyglądają w nich okropnie. Przyjemność ma być w oku patrzącego, a nie noszącego. Tylko, tak szczerze powiedziawszy, co to ma wspólnego z naszym punktem wyjścia, czyli z pracą? Dlaczego panie są zobowiązane do noszenia szpilek, skoro nie wpływa to na to, jak segregują dokumenty? Czy tego naprawdę nie da się robić w mokasynach? Myślę, że spokojnie można dać radę. Fajnie byłoby móc negocjować strój, jeśli już jakiś obowiązuje, bo czy można wymagać efektywności od kelnerki, której krwawią stopy? Raczej nie bardzo. Może jednak lepiej postawić na zdrowie, a szpilki zostawić na wyjątkowe okazje. W temacie polecam także tekst z Polityki z 12 lipca 2016 na temat warunków pracy hostess, które to promują ser w niebotycznych szpilach, bo jakże by inaczej pokazać wartość sera.

 

Korekta tekstu: Artur Jachacy.

5 komentarzy do “Szpilki i krew”

  1. O tak, hostessowanie. Anecdata: kiedy wiele lat temu dorabiałam sobie do kieszonkowego jako hostessa na targach pracy, szpilki były obowiązkowe. A że większość dnia hostessy na takich targach to stanie pod ścianką stoiska i szczerzenie zębów (też obowiązkowe, właścicielka agencji przychodziła na kontrole i ochrzaniała nas, jeśli przyłapała na braku uśmiechu), można sobie wyobrazić ból nóg po całym dniu… (i ból mięśni twarzy, naprawdę ciężko jest się uśmiechać 8-10 h bez przerwy). Wtedy, jako nastolatka, byłam w stanie to znieść – dzisiaj sobie nie wyobrażam. Współczuję bardzo wszystkim kobietom, od ktorych wymagane jest w pracy noszenie wysokich obcasów. Abstrahując już od bólu i niewygody – jest to zwyczajnie szkodliwe dla zdrowia. Co widać chociażby po zdjęciach stóp modelek albo dziewczyn od wysokich obcasów „uzależnionych”.

    Jedną z rzeczy, które uderzyły mnie na emigracji, był fakt, że większość tubylek nosi buty płaskie. Obcasami (jak i najmocniejszym maikijażem) wyróżniają się tu głównie dziewczyny z Europy Wschodniej i Rosji. I o ile buty na obcasach uwielbiam i mam sporą ich kolekcję, to przyznaję, że upodobanie do wygody mi się udzieliło i obecnie noszę je rzadko (kto mnie zna, ten wie, jak duża jest to zmiana 😉 I jakoś da się, kelnerki w balerinach wcale nie stają się mniej kompetentne…

  2. Właśnie zajrzałam do zalinkowanego artykułu z Polityki i przyznaję, że mnie zmroziło. Nie mam dostępu do całości, ale już sam początek… „pozwala się dotykać podczas robienia zdjęć.” Ze mną szczęśliwie nikt fot sobie nie robił (czasy raczkowania cyfrówek, uff) ani nie obmacywał; najwidoczniej w ciągu ostatnich piętnastu lat „cywilizacja” poszła do przodu, tylko w mocno niewłaściwym kierunku :-S

    Kończąc – brak dress codu dla programistów jakoś dziwnym trafem nie wpływa na jakość produkowanego kodu; a ani ja, ani żadna z moich koleżanek obcasów do pracy nie zakłada. A tak swoją drogą – czy nie jest dress code najściślej wymuszany na stanowiskach traktowanych jako podrzędne i słabo opłacanych, gdzie – niespodzianka! – pracują głównie kobiety?…

    1. No niestety tak jest, że dress code to zazwyczaj dotyka kobiet i to w zawodach, które się traktuje jako niskoprestiżowe. My wynajmujemy hostessy z agencji na promocję Puffinsów, ale nie muszą być w szpilkach, raczej mają pracować zachęcając do spróbowania i ciekawie opowiadać. To samo z kelnerkami, stewardessami etc.

      Obmacywanie blech!

  3. Ciekawy artykuł i ważny temat. Ja akurat nie mam problemu z butami na obcasie, bo wiele lat w nich biegałam nawet na zakupy. Chyba mam do nich stworzoną nogę. Teraz mamy większy wybór ładnych butów na płaskiej podeszwie i jest w czym wybierać, dlatego rozumiem, dlatego rozumiem młode kobiety, które bardzo często nawet nie potrafią chodzić na obcasie. Jestem w tym temacie za pełna dowolnością, a zmuszanie pracodawców do chodzenia w szpilkach uważam za karygodne. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    1. Dziękuję! To fakt, że teraz wybór jest większy i nie zawsze szpilki są najbardziej eleganckim obuwiem, dlatego myślę, że powinno się ogólnie określać ramy dress code, ale tak aby on korzystny dla obu stron. A że chodzenie na wysokich obcasach nie jest łatwe, to inna sprawa 😉

Dodaj komentarz