Trzy bardzo ważne książki, które musisz przeczytać tej jesieni

0


Tak dawno nie otwierałam edytora tekstu, że aż mi głupio. Nie do końca wiem, jak wyjdzie pierwszy wpis po takim czasie, ale zaryzykuję. Uważam, że mam ważny powód, bo chciałabym podzielić się dziś z Wami trzema książkami, których lektura mną wstrząsnęła. W tym roku daleko mi do wybitnych osiągnięć czytelniczych, ale te trzy pozycje naprawdę polecam każdemu, kto ma mało czasu, a chce sięgnąć po coś naprawdę wartościowego.

Sympatyczna Kanada i tragedia dzieci Pierwszych Narodów

Po raz pierwszy o książce Joanny Gierak-Onoszko „27 śmierci Toby’ego Obeda” usłyszałam w podcaście Działu Zagranicznego, czyli Macieja Okraszewskiego. Dział Zagraniczny polecałam już nieraz, bo bloga czytam od wielu lat i cieszy mnie, że teraz mam okazję słuchać podcastów jego autora w codziennej drodze do pracy. Wracając do tematu – byłam bardzo ciekawa książki o Kanadzie, która wydaje się być rajem na ziemi. Krajem, w którym wszyscy żyją w zgodzie i pokoju. Miejscem wymarzonym do emigracji przez wielu ludzi na całym świecie, których również wzrusza feministyczny premier Justin Trudeau. Postrzegającym tak Kanadę czytelnikom tym ciekawsze spotkanie z nią zafundowała nam autorka książki o „27 śmierciach Toby’ego Obeda”, gdyż jej reportaż przypomina skrobanie paznokciem po pozłacanym sreberku – pod warstwą pięknej emalii kryje się obrazek o wiele mniej przyjemny. Oto „ukochany kraj świata” prawie do lat 70. ubiegłego wieku utrzymywał system szkół, w większości katolickich, do których przymusowo przywożono dzieci Pierwszych Narodów z Labradoru i Nowej Funlandii. Głównym celem tych placówek było wykorzenianie tradycji Pierwszych Mieszkańców Kanady, głównie za pomocą kiepskiej edukacji, nawracania na katolicyzm, uczenia języka angielskiego zamiast macierzystego oraz przemocą. Brutalne metody prześladowań dzieci, z których najmłodsze miewały po cztery lata, są nie do opisania i nie będę tego robić, bo zrobiła to autorka. Z tym zorganizowanym systemem przemocy, mającym na celu całkowitą destrukcję kultury, tradycji, a przede wszystkim społeczności Pierwszych Narodów, Kanada próbuje rozliczyć się do dziś. Nie jest to proces prosty i nie może obyć się bez ofiar w postaci głów osób znanych z mediów. Joanna Gierek-Onoszko opisuje także swoje zmagania z polem minowym, jakim jest ta trudna tematyka, gdzie mimo najlepszych chęci bardzo często można popełnić gafę i zranić czyjeś uczucia. Polecam Wam tę książkę, bo chociaż czytam mnóstwo reportaży, to żaden z nich dawno tak mną nie wstrząsnął i jestem wdzięczna autorce za to, że mówi „sprawdzam”, zwłaszcza w kraju, który cieszy się tak nieposzlakowaną opinią oraz sympatią całego świata.

Jak to jest umierać z głodu?

Reportaż „Głód” Martína Caparrósa na pewno pojawił się w wielu zestawieniach polecanych książek, co bynajmniej nie zniechęca mnie, by polecić tę pozycję raz jeszcze. To nie była łatwa lektura. Narracja w tej książce, momentami poetycka i mocno autorefleksyjna, bardzo przybliża czytelnika i czytelniczkę do zadawania sobie podobnych pytań: „Co mogę zrobić?”, „Czy wiem, jak to jest być głodnym?”, „Co umiem sobie wyobrazić?”, „Jaka jest cena wyciągnięcia kogoś z ubóstwa?”.
Zadane w tej formie brzmią być może banalnie, ale kiedy w reportażu Capparósa pojawiają się realni ludzie, których przedstawia nam z imienia i nazwiska, pozwalając poznać ich historie, z których nie można uciec, wtedy te najbardziej banalne pytania brzmią bardzo poważnie. Głód, który opisuje autor, nie dotyka tylko miejsc, o których każdy z nas myśli, kiedy pojawia się ten temat – Afryka, Indie, ale też jego rodzinna Argentyna okazuje się miejscem, gdzie ludzie nie spożywają odpowiedniej liczby kalorii. Odpowiedniej, czyli wystarczającej do tego, by utrzymać ich organizm w stanie wyższym niż podstawowa wegetacja. Krajem, gdzie dziecięcym marzeniem jest pójść na urodziny do McDonaldsa i zamówić jedzenie, a nie wygrzebać je ze śmietnika. Nawet jeśli bohaterowie i bohaterki tej opowieści najadają się według nich samych do syta, to często jest to pokarm tak monotonny i ubogi w składniki odżywcze, że nie daje szans na prawidłowe funkcjonowanie. Co więcej, głód staje się czymś dziedzicznym, co przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Martín Caparrós pokazuje w „Głodzie, jak powiązane są ze sobą kwestie wielkiego biznesu, nieskutecznej pomocy humanitarnej, a często i religii, która kładzie podwaliny pod to, by głód usprawiedliwiać i uszlachetniać. Ta książka ma w sobie wiele wątków, nietypową narrację i bywa momentami ciężka w lekturze ze względu na temat, ale myślę, że warto do takich lektur się zmuszać. Dzięki nim zadamy sobie sporo pytań i być może pewne niedostrzegalne do tej pory połączenia staną się dla nas czytelniejsze.

Czy ktoś jeszcze pamięta o Jedwabnem?

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pogrom_w_Jedwabnem

Książkę Anny Bikont miałam na oku od wielu lat, ale wciąż nie mogłam się do niej zabrać. Zawsze mi coś przeszkadzało, ale w końcu udało mi się ją odpalić na czytniku i tak już przy tej smutnej, ale i fascynującej lekturze zostałam. Pewnie część z czytelników i czytelniczek uzna, że „My z Jedwabnego” to lektura nudna, trudna i niewdzięczna, bo i sama autorka jej nie ułatwia. Oto brniemy ramię w ramię z dziennikarką przez jej śledztwo, czytując jej zapiski, na bieżąco dowiadując się o nowych faktach i ustaleniach. Jeździmy z nią po Polsce, czytamy, co mają jej do powiedzenia bliscy i koledzy. Odkrywamy historię miasteczka Jedwabne wraz z autorką. Mimo wszystko dla mnie to była fascynująca przepustka do świata, którego nie znam, bo nie jestem dziennikarką i trudno mi sobie tę pracę śledczą wyobrazić, a dzięki Annie Bikont jest to możliwe. Poza tym ta książka jest dla mnie zapisem dyskusji, która niby się kiedyś odbyła, ale tak naprawdę to nigdy – to wciąż nieukończona rozmowa o polskim antysemityzmie, o trudnej relacji z Sąsiadami, o tym, co decyduje, że człowiek staje się bestią, kiedy tylko wie, że będzie bezkarny. To, że w tym roku o Jedwabnem nikt nie wspominał w trakcie 78. rocznicy pogromu, czyli 10 lipca 2019 roku, jest dla mnie znakiem, że książka Bikont to wciąż nieprzetrawiona lektura. Sprytnie przekierowano strumień dyskusji z mówienia o tym, że Polacy dokonali niewyobrażalnych aktów przemocy na żydowskich sąsiadach, na to, że ukraińscy sąsiedzi przeprowadzili pogrom na swoich polskich sąsiadach. Warto być wyczulonym na to, jak z roku na rok zmieniają się akcenty i sposób dyskutowania w Polsce na temat naszego własnego, nieprzetrawionego i niezrozumianego antysemityzmu. Lektura książki „My z Jedwabnego” na pewno może w tym pomóc i dlatego serdecznie ją polecam.

 

Jeśli ktoś z Was zdecyduje się na lekturę którejś z powyższych pozycji, to może śmiało kliknąć w link w tekście, który przeniesie go do księgarni taniaksiazka.pl. Jeśli zrobicie w niej zakupy, trafi do mnie prowizja, a wraz z nią możliwość zakupu nowych książek oraz nowych recenzji na blogu. Chciałabym, aby książki zawsze były kupione przeze mnie, bo wtedy żadne wydawnictwo nie oczekuje ode mnie samych pozytywnych recenzji. Oczywiście nawet jeśli dostaję książki, to staram się pisać o nich rzetelnie, ale jednak wolałabym w dłuższej perspektywie zrezygnować ze współpracy z wydawnictwami. Jeśli chcecie wesprzeć moje działania w inny sposób niż książkowe zakupy, to zapraszam także na mój profil na Ko-Fi, gdzie możecie postawić mi kawę. Jak wiemy, kawa sprzyja twórczym chwilom, więc nie krygujcie się lać mi kofeinę dożylnie!

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET