Jak rozpoznać MANSPLAINING? 6 sygnałów ostrzegawczych!

5


Każda z nas bezbłędnie rozpoznaje to uczucie, o którym pisze Rebecca Solnit w tytułowym eseju swojej książki Mężczyźni objaśniają mi świat. Ostatnio we Wrocławiu miało miejsce poświęcone tej książce spotkanie, przy okazji którego z każdej z nas wylało się dużo opowieści o tym, w jaki sposób od czasu do czasu traktują nas mężczyźni.

Jak zwykle tytułem wstępu dodam, że zapewne nie wszyscy i nie zawsze, ale bywają takie momenty, że natężenie tego zjawiska naprawdę trudno uznać za przypadkowe.

Chciałam, aby coś pozostało po tym naszym spotkaniu, cokolwiek, coś, co będzie o nim przypominać. Po drugie pomyślałam sobie, że dziś otrzymałam na tyle specyficzny komentarz w internecie, że mógłby robić za wzorcowy mansplaining. Ja wyczuwam to zjawisko na kilometr, ale wiem, że wiele dziewcząt i kobiet wciąż się waha…

Nie wiedzą czy tylko im się coś wydaje – czy to, co przed chwilą się zdarzyło, naprawdę miało miejsce? Czy ktoś właśnie podważył ich kompetencje, przy okazji wesoło sobie żartując, czy raczej mają halucynacje od nadmiaru kawy czy innej yerby? To pytanie, które wszystkie sobie zadajemy w starciu z czyjąś bezczelnością. I tak, zdarza się ona również innym kobietom, ale przynajmniej mnie o wiele, wiele rzadziej.

Na co więc zwrócić uwagę, kiedy jeszcze nie do końca wiemy, czy przytrafia się nam mansplaining, czy też nie?

Jak on do mnie mówi

Zastanów się, jak zwraca się do Ciebie rozmówca. Nawet w internecie ma szansę użyć Twojego imienia i nazwiska, ale zazwyczaj wybierze formę odwołującą się do płci: „kobieto”, „dziewczyno”, „dziewczynko”, „misiaczku”, „złotko” czy inne zdrobnienia mają oczywiście wytrącić Cię z równowagi. Nie, nie bój się, że istnieją jakieś tajne kursy panjaśniania, to po prostu coś, co podłapali od innych mężczyzn w procesie socjalizacji. Przyznam, że nawet w najbardziej gorących dyskusjach nie zwracam się do adwersarzy per „chłopcze”, „chłopczyku” czy „misiaczku”, bo to jest upupiające i infantylizujące i sama sobie tego nie życzę.

Skąd wie, gdzie jest moje miejsce?

Po aplikacji „złotka” możne nastąpić odwołanie do czasu i przestrzeni – otóż okaże się, że nawet w internecie nie jesteś na SWOIM MIEJSCU. Twoim miejscem może być kuchnia, dom, kościół, burdel czy co tam sobie adwersarz wymyśli, ale zdecydowanie nie to miejsce, gdzie jesteś. Jeśli to nie internet, to zaraz się okaże, że Twoje miejsce na pewno gdzieś NIE JEST i tutaj koronny przykład: kopalnia. Nieważne, jak się mają fakty, bo one nie mają tutaj nic do rzeczy. Chodzi o to, żeby podważyć zasadność Twojego zajmowania się czymś.

Czy zna moje kompetencje?

Kiedy ktoś odpowiada na Twoje pytanie, wątpliwość czy komentarz i robi to, nie znając Twoich kompetencji, ale oczywiście zakłada, że on ma większe, a Ty mniejsze, to jest to oczywisty przypadek Pana Objaśniacza. Tacy zdarzają się w rodzinie, w gronie przyjaciół, a nawet i w związkach. I oczywiście, że jest i taka strategia, aby udawać idiotkę, bo dzięki temu coś się załatwi szybko, sprawnie i bez ceregieli, bo istocie objaśnianej, która prosi o to, by ją przeprowadzić przez ciemny las, jakoś się chętniej pomaga niż takiej, która wie, co chce osiągnąć. Wracając do sedna sprawy: to rzecz nagminna, bo bardzo często nasz adwersarz nie robi nawet minimalnego wysiłku, aby się czegoś o nas dowiedzieć i po prostu posłuchać. On ma opinie i nie zawaha się ich użyć! Nie wiem, jak to wygląda w zawodach wymagających naprawdę mega specjalistycznej wiedzy, ale zapewne ta przepychanka to musi być koszmar.

Czy to człowiek-monolog?

Pan Objaśniacz ma jeszcze jedną cechę, która da się wyczuć z dużej odległości: raczej nie słucha, a jeśli już, to z zachwytem sam siebie. Jeśli ktoś zadaje Ci pytania tylko i wyłącznie po to, by dalej monologować, to najlepiej odejdź i zostaw go samego z własnym szczęściem. Tak będzie lepiej dla Was obojga.

Ja Panu nie przerywałam!

Mansplaining to zjawisko, które zdominowało debatę publiczną i ma w niej swoje wyeksponowane miejsce: prawie za każdym razem kiedy słucham lub oglądam starcia polityczek i polityków, widzę tę umiejętną strategię usadzania, przerywania, ignorowania i tłamszenia przeciwniczki. Bywa i tak, że się dorosłej kobiecie wygraża palcem, bez pardonu odwołuje do jej płci, by wykazać w ten sposób niekompetencję, jakby miały one ze sobą coś wspólnego. W takich momentach dopadają mnie dwa uczucia jednocześnie: pojawia się ulga, że nie jestem sama, i w tej samej chwili trafia mnie szlag, że to się ciągle przydarza.

Opowiem Twój pomysł i zgarnę brawa!

Jest jeszcze coś takiego jak podkradanie cudzych pomysłów, by wypowiedzieć je głośno i zgarnąć za nie oklaski. Rzecz niby niewinna, ale jednak nagminna. Od towarzyskich imprez przez zebrania w korporacjach pomysły zmieniają właścicielki na właścicieli. Takie działanie także odbiera chęć do zabierania głosu, bo po co się męczyć, skoro i tak nie zostanie się wysłuchanym i docenionym.

Oddaj nam głos

Tak, chodzi nam o to, by nas słuchano. By nas doceniano za naszą wiedzę, wkład, znajomość danej rzeczy i kompetencje. To nie są żadne wielkie przywileje ani dodatkowe punkty, to po prostu uczciwość wobec rzeczywistości. Nie każda z nas jest mistrzynią ciętej riposty, a nawet te, które są, często na riposty wpadają znacznie później i wściekle gryzą się w język, że nie przyszło im to do głowy wcześniej. Ale często nie jesteśmy w takich sytuacjach same. Kiedy widzimy, że mansplaining się pleni niczym chwast, postarajmy się zareagować. Pomóżmy koleżance, nawet jeśli nie brawurową ripostą, to może uśmiechem, gestem. Idealnie byłoby zabrać głos, ale wiem, że to trudne i wymaga wprawy. Ćwiczmy się w tym, bo jeszcze długo się nam zejdzie w oczekiwaniu na to, żeby głos kobiet wybrzmiał tak, jak na to zasługuje: w pełni, donośnie i z przekonaniem o swojej racji. Kiedyś to się stanie, jestem tego pewna.

 

Korekta: Artur Jachacy

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET