Jak wychować syna na feministę? Krótki nieporadnik rodzielski bez filtra…

0


Pytanie to rozbrzmiewa w Internecie, gdzie oto świadome braku globalnego równouprawnienia matki wydają na świat synów.Co począć, aby nie dołożyć się do nieszczęścia innej kobiety, jeśli syn okaże się być hetero?Jak poradzić sobie z utartymi schematami, które mimo wielu lektur z feministycznej biblioteczki, obejrzanych seriali i filmów dokumentalnych o kobietach i ich problemach, wypełzają z głowy w najmniej spodziewanych momentach?

Zacznij od męża (albo partnera, albo partnerki)

Niektórzy mówią, że należy zaczynać od Bacha. Ja myślę, że należy zaczynać od partnera.

Serio. O Marylin Monroe ostatnio usłyszałam, że była bardzo inteligentna, bo wiedziała, jakiego należy wybrać męża. Brzmi to niezwykle seksistowsko, ale… trochę prawdy w tym jest. Trudno oczekiwać od kogoś, kto nie przejawiał tendencji do zajmowania się domem i ogarniania codzienności przed pojawieniem się potomstwa, że nagle zacznie robić to, gdy potomek już będzie na świecie. Pułapka, którą wszyscy znamy, a która brzmi: „Po dziecku wszystko się zmieni na lepsze” to karmienie się fałszywą iluzją.

Dziecko to wybuch supernowej

Dziecko bardzo często zmienia totalnie wszystko. Ale nie tak, jak się tego spodziewamy. Dlaczego? Bo jest zmianą totalną, która wstrząsa dobrze znanym układem, która sobie coś tam już przez jakiś czas zbudowała, a teraz nagle wszystko to obraca się w pył. Pojawia się istota, która zagarnia całą atencję i nie pozwala spać, dobrze najeść i a co dopiero mówić o relaksie. Nie ma co się oszukiwać: to jest trudna sytuacja, czasem wręcz mimo wielkiego szczęścia, kryzysowa. Zdarza się bowiem, że maleńki człowiek zaskakuje nas skalą swoich potrzeb. Trudno w tym momencie precyzyjnie ustalać zadania i rozmawiać o podziale obowiązków. Jeśli nie mieliście tego uzgodnionego o wiele wcześniej… cóż, jesteście w dupie.

Znajdź najlepszy moment na ustalenie zasad PRZED dzieckiem

Pojawienie się dziecka to bardzo trudny moment na ustalanie reguł gry. Teraz jest raczej czas, w którym poczynione kiedyś ustalenia powinny wydać na świat owoce i spowodować, że działacie niczym dobrze naoliwiona maszyna. My mieliśmy z mężem podział obowiązków rozwiązany perfekcyjnie, póki byliśmy sami, wszystko działało świetnie. Aż pojawił się Jerzy. Nagle okazało się, że nie możemy działać tak jak wcześniej: precyzyjnie planować, dzielić się, że tak powiem pół na pół, bo jedno z nas, czyli ja robi za karmnik, a drugie stara się jakoś to życie zorganizować i przy tym chodzić do pracy. Powiem Wam, że był to dla nas rollercoaster. A mieliśmy mnóstwo pomocy z zewnątrz! I nie chodzi tylko o to, że któreś z nas przejawiało niechęć do tych czy innych czynności. Raczej o to, że zanim się tak na dobre odnaleźliśmy w tym nowym rytmie, to minęło trochę czasu. Ale mieliśmy wspólnie wypracowane podstawy: każde z nas sprzątało cały dom albo dzieliliśmy się po połowie, każde z nas ma swoje obowiązki, które wypełnia najlepiej jak potrafi. Staramy się być wyrozumiali, chociaż równie często bywamy wkurwieni.

Mój mąż nigdy mi nie pomagał w domu

Mój mąż nigdy mi w domu nie pomagał. Bo on nie jest od pomagania, to nie jest wolontariat, gdzie ktoś się zgłasza na ochotnika. Wychowywanie dziecka to wspólna praca, ogarnianie domu to wspólna praca i nikt tutaj nikomu w niczym nie pomaga. Można się wymieniać zadaniami, można ustalać jakiś wspólny plan, ale to nie hotel, gdzie ktoś przychodzi nocować. Tak samo z opieką nad dzieckiem: wkurza mnie, że często ojcowie dostają w ramach zadań tylko to co fajne i przyjemne: kąpiel, a potem spacery i wypady do kina. To nie fair. Jeśli się dzielimy to całym dobrodziejstwem inwentarza: od przewijania po karmienie, które przy rozszerzaniu diety bywa czynnością nie tylko stresującą, ale i wysoce brudzącą.

Ojcowie nadają się do wszystkiego

Dlatego nie podoba mi się, kiedy bycie ojcem sprowadzane jest do spaceru raz w tygodniu, bo bycie tatą to taka sama robota, jak bycie mamą. Na okrągło przez 24 godziny na dobę.

Tata powinien umieć się dokładnie tak samo zaopiekować maluszkiem, jak mama. Nakarmić, utulić, uspokoić. Być czułym opiekunem i najlepszym partnerem do zabaw. I ja wiem, że niemowlę w pierwszych miesiącach życia nie jest najbardziej rozrywkowe, ale jak się człowiek wysili i przyjrzy to widać, że już coś już ten maluch kombinuje, że jakoś świat próbuje zrozumieć. Bycie tatą to także towarzyszenie mu w tych chwilach. I myślę, że w końcu do bardzo wielu mężczyzn dotarło, że to jest skarb i chcą być częścią tego procesu. Że już nie chcą pomagać, chcą uczestniczyć. A to oznacza, że nie raz ubrudzą sobie swoją białą koszulę przy karmieniu dziecka łyżeczką. Wściekną się, bo herbatka z aronii wylądowała na ścianie. Ich misterny plan na usypianie na drzemkę pójdzie w długą.

No to jak wychować syna na feministę?

I dlatego nie ma magicznego sposobu na to, jak wychować syna na feministę. Dzieci uczą się obserwując i nawet miliony pięknych książeczek nie pomogą, jeśli nie zauważą w domu tego co chcemy im przekazać. Tylko wtedy same będę w stanie wyłapać, że coś im się w tym przysłowiowym elementarzu Falskiego nie zgadza, bo mama wcale ciągle nie stoi przy garach w kuchni, a tato w tym czasie nie czyta gazety. Chciałabym Wam dać przepis na 10 prostych kroków, tyle, że czegoś takiego nie ma. Jest mozolna nauka zmieniania swoich nawyków i starania by nasze dziecko, niezależnie od płci, widziało wspólny wysiłek.

Kampania #rodzicielstwobezfiltra

Wpis powstał we współpracy z marką WaterWipes, producentem chusteczek nasączonych wodą wraz z odrobiną ekstraktu z grejpfruta oraz  – w wersji dla nieco starszych maluchów – wyciągu z orzechów mydlanych. Kampania #rodzicielstwobezfiltra ma za zadanie odczarować lukrowany obraz rodzicielstwa, gdzie brakuje miejsca na trudne emocje, frustrację czy złość. Jej założenie to pokazywanie codzienności bez upiększeń i bez filtra, z całym spektrum emocji i tych pozytywnych i negatywnych. Na stronie kampanii #rodzicielstwobezfiltra znajdziecie wpisy innych rodziców, którzy robią co mogą żeby ogarnąć rzeczywistość – aby dać sobie odetchnąć wystarczy jedno kliknięcie. Cieszę się, że i ja mogłam się z Wami podzielić garścią porad w tym temacie.

A chusteczki? ?Jak wiadomo przydatna rzecz. Nam przydają się do wycierania zniszczeń spowodowanych rosnącą samodzielnością potomka. Da się nimi umyć zarówno ubrudzoną buzię jak i rączki oraz krzesełko. A na koniec podłogę. My stosowaliśmy od urodzenia WaterWipes nasączone wodą i super się sprawdziły w pielęgnacji niemowlaka, a te mniejsze opakowania mamy rozlokowane w każdym możliwym miejscu: samochód, łazienka, sypialnia, u dziadków, w firmie… gdzie się tylko dało, żeby ich nie szukać, bo zawsze się do czegoś przydają.

Katarzyna Barczyk
vel LADY PASZTET